Tacierzyństwo vs ojcostwo

Z moich doświadczeń pracy terapeutycznej z mężczyznami, wynika, że dość często ich ojcowie byli zaangażowanymi rodzicami. Bawili się ze swoimi synami, uczyli ich jeździć na rowerach, nosili „na barana”.

Jednak w chwili, gdy chłopcy zaczynali wyrastać z wieku przedszkolnego, a bycie ojcem stawało się znacznie bardziej angażujące, wówczas działo się coś niedobrego. Ojcowie porzucali swoich synów (bardzo często także córki), oddalając się od nich emocjonalnie, a często i fizycznie –tak, jakby poziom trudności, obcowania z własnymi, starszymi dziećmi, był zbyt wymagający.
Jesteśmy świadkami kształtowania się nowego etosu mężczyzny i redefiniowania męskich ról. Wiele mówi się o partnerstwie, rozumianym jako „sprawiedliwy podział obowiązków i praw” pomiędzy kobietami i mężczyznami. Współcześnie mężczyźni chcąc czuć się męskimi stoją w obliczu wielu utrudnień. W epoce powszechnego pluralizmu, jedna z ról współczesnego mężczyzny, zasługuje na szczególną uwagę i promocję – to rola zaangażowanego ojca.
Obecnie dużo mówi się o zaangażowanym „tacierzyństwie”. Co ciekawe, kiedy napisałem ten wyraz na swoim komputerze, program automatycznie dokonał korekty zamieniając pierwszą literę z „t” na „m”. Czy w rzeczywistości tacierzyństwo jest próbą naśladowania zachowań matek przez ojców?

Relacje większości współczesnych mężczyzn z ojcami trudno byłoby uznać za pozytywne wzorce ojcostwa. Młodzi rodzice poszukują więc innej drogi – dobrze, że znajdują ją w „tacierzyństwie”. Nie mam żadnych wątpliwości, że zaangażowani na sposób macierzyński ojcowie, bardzo kochają swoje dzieci. Wszystko to, co debiutujący ojciec może podpatrzeć u swojej partnerki, jej lub własnej matki, ciotki czy babki, bardzo pomaga w wejściu w rolę zaangażowanego opiekuna. W tym okresie ojcostwo jest przynajmniej w tak samo ważnym stopniu działaniem na rzecz matki maleńkiego dziecka. Dlaczego matki? Cóż, ostatnie miesiące ciąży, poród, połóg oraz totalna zmiana cyklu funkcjonowanie kobiety powodują, że w tym okresie potrzebuje ona znacznie większego wsparcia. Noworodek jest w tym czasie połączony symbiozą fizjologiczną z matką i jeśli nie ma żadnych wyraźnych przeszkód, to ona jest w tym okresie centrum wszechświata dla malca. Warto jednak, od początku serwować dzieciom zróżnicowane doświadczenia – obecność obojga rodziców, to podwójna porcja różnorodnych bodźców – czyli tego, co najbardziej stymuluje ich rozwój. Im dziecko starsze, tym większe pole do zagospodarowania na linii potomek-ojciec – i tu proste naśladownictwo zachowań mamy może okazać się już niewystarczające. Pierwsze sześć lat życia dziecka to czas, kiedy rozwija się ono intensywnie poprzez ruch. Ruch jest pierwszą determinantą, która pozwala na budowanie w rozwijającym się mózgu gęstej sieci połączeń neuronalnych, co ma kolosalne znaczenie także dla jego efektywności funkcjonowania w warstwie intelektualnej. S.Biddulph w książce „Wychowanie chłopców” pisze: „Badania dowodzą, że tatusiowie są bardziej energiczni podczas zabaw, lubią pobudzać dzieci, podczas gdy matki chętniej je uspokajają. (Jedynie ojcowie, którzy nie dosypiają tak jak matki, także wolą uspokajać maluchy!)”. Istnieje zatem silna przesłanka, aby ojcowie aktywniej włączali się we wszelkiego rodzaju zajęcia ruchowe.

Mniej więcej do 6 roku życia, akcent więzi przesuwa się z matki w kierunku ojca. Czas od ok. 6 do ok. 13 roku życia, to szczególnie ważny okres w relacji ojców i synów. Dla chłopców to okres nauki bycia mężczyznami, a dla dziewcząt bycia kobietami. To czas, kiedy dziecko dostrzega w ojcu obietnicę nowych, ciekawych doświadczeń, innych niż te, które do tej pory serwowała mama. Obecność ojca, pierwszy raz w historii młodego człowieka, staje się potrzebą istotniejszą niż obcowanie z mamą, choć ta nadal pozostaje ważna. Ta swoista ewolucja, sugeruje, że proste naśladowanie mamy – „tacierzyństwo” – nie jest adekwatną odpowiedzią na zapotrzebowanie dziecka. Warto więc zadać sobie trud poszukiwania nowego modelu zaangażowanego ojcostwa, który odpowiada na ewoluujące potrzeby dziecka, a ojcom pozwala na twórcze wykorzystanie drzemiącego w nich potencjału, bez konieczności „stawania się kimś innym”.

Ostatni etap, etap dojrzewania, to czas mentorów. W wielu przypadkach ojciec, jeśli wcześniej nie zdezerteruje, stanie się osobą, do której młody człowiek zwraca się z prośbą o radę w trudnych dla niego sytuacjach. To czas szczególnych wyzwań i potrzeby kierowania się mądrością płynącą z doświadczenia. Dlatego szczególnie istotne jest poszukiwanie i publikowanie sylwetek i postaw ojców, którzy potrafią angażować się w wychowanie swoich dzieci. Postuluję tutaj nie tyle powrót do tradycyjnie rozumianego, często dysfunkcyjnego modelu ojcostwa, ale pracę nad poszukiwaniem nowej odpowiedzi na pytanie: jak być ojcem w nowych czasach? Macierzyństwo jest tylko częściową odpowiedzią.

Jacek Masłowski – psychoterapeta, trener grupowy, coach. Prezez Fundacji Masculinum. Współtworzy Warszawski Ośrodek Psychoterapii i Psychiatrii. Specjalizuje się w problemach współczesnych mężczyzn.
Udostępnij