Dać dziecku przestrzeń

Sylwia Kawalerowicz

Trwa Międzypokoleniowy Festiwal Literatury Dziecięcej – Ojce i Dziatki (najbliższe wydarzenia 23-25 lipca w Sopocie), który jest świętem wszystkich, którzy książki kochają, ale – jak podkreślają organizatorzy – to także okazja do spotkania z tymi, którym z książką nie po drodze. Jednym z wydarzeń festiwalu jest lubiany cykl Męskie czytanie. W tym roku jednym z bohaterów tej akcji jest Jasiek Mela – polski podróżnik i działacz społeczny, tata rocznej Jadzi, który opowiada nam, jak odnalazł się roli ojca, jak pandemia wpłynęła na jego relację z córką i jakie książki on i jego córka lubią najbardziej.

Rok temu zostałeś tatą. Jak się odnalazłeś w nowej roli?

Kiedy dowiedziałem się, że moja żona jest w ciąży, tak jak każdy próbowałem się do tego jakoś przygotować mając przy tym złudne wrażenie, że to w ogóle możliwe. Ale na szczęście w moim życiu niewiele rzeczy było kwestią planu. I o tyle może jest mi łatwiej, bo ojcostwo to ciągła seria zaskoczeń. Zanim Jadzia pojawiła się na świecie żyłem przekonaniem, że przez pierwszy rok życia dziecka ojciec pełni funkcję wyłącznie pomocniczą. Na początku liczy się tylko matka-karmicielka a ja mogę budować relację z dzieckiem dopiero później.

No i co, miałeś rację?

To kontorwersyjne, co powiem, ale pandemia miała jedną dobrą stronę. Gdyby nie lockdown pierwsze miesiące życia Jadzi spędziłbym w trasie, miałbym spotkania, prelekcje, jakieś wystąpienia. A ponieważ wszystko poodwoływano, mogłem spokojnie spędzać czas z rodziną. I okazało się, że to, co uważałem wcześniej, to jedna wielka bzdura a relacja z takim małym człowiekiem nawiązuje się dużo szybciej. To było dla mnie mega odkrycie. Przekonałem się, że maluch szybko zaczyna rozróżniać mamę i tatę, na mnie reagować trochę inaczej. I to jest wspaniałe. To był mega ważny rok.

Jeszcze jakieś zaskoczenia z tego czasu?

Chociażby to, że rodzicielstwo wcale nie musi być końcem wszystkiego. Coś się kończy i nie ma co udawać, że nie, ale nie ogranicza to tak bardzo jak mogłoby się wydawać. Dla mnie to początek przygody a nie koniec.

Jak dzielicie się obowiązkami? Masz jakieś „swoje” zadania?

Niedawno był przełomowy moment, bo żona odstawiła córkę od piersi. Dzięki temu zacząłem mieć większe pole do popisu. Jadzia zasypiała wcześniej tylko przy piersi, nie mogłem żony w tym usypianiu małej zastąpić i trochę się z tym źle czułem. Wieczorami miałem czas wolny – niby fajnie, nadrobiłem gry wideo, ale było mi z tym trudno. Niewiele więcej mogłem od siebie dać. A teraz to się zmienia. Moją działką są kąpiele. Ale w zasadzie dzielimy się obowiązkami po równo.

Wiele w życiu przeżyłeś. Jesteś ostrożnym ojcem?

Nie wiem, na ile to moja skłonność do ryzyka, na ile ogólnie męska przypadłość, ale zawsze trochę później dostrzegam zagrożenie czy niebezpieczeństwo jakiejś zabawy. Żona jest bardziej przewidująca. Ale staramy się obydwoje dawać córce dużo swobody. Pozwalać jej na – odpowiednie do wieku oczywiście – potknięcia. Rodzice często starają się chronić dzieci przed upadkiem, jakimkolwiek niepowodzeniem. A jeśli samo czegoś nie doświadczy, nie nauczy się, jak takich zagrożeń unikać. To, co cenię u moich rodziców to to, że dawali mi dużo przestrzeni do podejmowania własnych decyzji. Często nie były one najlepsze, ale jednak były moje. Szykujemy się więc do tego, by być rodzicami, którzy pozwalają dziecku dokonywać własnych wyborów, nawet jeśli nie do końca ona nas przekonują. Ale to na razie takie sobie gdybanie. Człowiek jest mądry, do momentu pierwszych trudności. Ja sam na przykład dużo jako nastolatek jeździłem autostopem. Ale jak moja córka w wieku 16, czy 17 lat mi obwieści – hej jade na festiwal autostopem, na pewno poznamy jakiś fajnych ziomków, którzy się nami zaopiekują – to pewnie nie będę taki otwarty na jej pomysły. Ale będę starał się walczyć o to, żeby jej nie ograniczać. Bo wiem, ze to ma zawsze przeciwny skutek. Mam nadzieję, że do tego czasu zbudujemy zaufanie i może co któryś raz nas posłucha.

Ty słuchałeś?

Nie bardzo. Buntowałem się dla samego buntowania. Nawet płyty z szafki ojca podkradałem ukradkiem, bo nie chciałem przyznać, że słucha fajnej muzyki, która podoba się mi także. Zawsze chciałem robić po swojemu.

Bierzesz udział w akcji Męskie czytanie towarzyszącej Festiwalowi Ojce i Dziatki. Nagrałeś wideo, w którym czytasz wybrany przez siebie fragment książki. Czy czytanie jest twoim zdaniem ważnym elementem budowania relacji rodzic-dziecko?

Oczywiście. Na co dzień to moja żona częściej czyta naszej córce. Ale ja też nie raz oglądam z nią książeczki. Jadzia skończyła niedawno rok, więc na razie możliwości są nieco ograniczone. Treść chwilowo nie jest tak ważna, jak fajne ilustracje, czy interaktywny charakter samej książki – super jeśli coś można przesunąć, otworzyć jakieś okienko. Często jednak okazuje się, że dziecko łapie dużo więcej niż nam się wydaje. I to wraca w nieoczekiwanych momentach. Jadzia ma już książki, które lubi bardziej albo mniej. I potrafi podejść do biblioteczki i wybrać konkretną książkę, na którą ma ochotę, np. tę, która dzień wcześniej razem czytaliśmy. Wspaniałe jest też to, że powstaje coraz więcej książek, które pomagają dzieciom radzić sobie z emocjami, oswajać różne uczucia, sytuacje. Kiedy ja byłem dzieckiem, takich książek nie było zbyt wiele.

Ty sam jako dziecko lubiłeś książki?

Musze przyznać, że sam dużo nie czytałem w dzieciństwie. Lubiłem fantastykę, czytałem Lema, zaczytywałem się w Diunie. Lubiłem Muminki. Pamiętam też książkę „Momo” Michaela Ende, której fragment czytam właśnie w ramach akcji festiwalu. Książka była po raz pierwszy wydana w latach 70, ale jest niesamowicie aktualna cały czas. Opowiada o tajemniczej, bezdomnej dziewczynce, która mieszka w ruinach amfiteatru i spotyka różne postacie, bawi się z nimi i zaprzyjaźnia. Jest wesoła i potrafi wymyślać wspaniałe zabawy. Pewnego dnia jednak w okolicy pojawiają się źli, szarzy panowie, którzy kradną ludziom czas. Dzisiaj – w dobie mediów pochłaniających ta wiele naszego czasu, ta opowieść brzmi szczególnie aktualnie. Sprawia, że zaczynamy się zastanawiać, na co trwonimy czas, jak bardzo technika pochłania naszą uwagę, spłyca zabawę, pozbawia wyobraźni. A przecież zabawa zawsze wymagała wyobraźni. Wystarczył patyk, kwiaty na podwórku, którymi można było malować na chodniku. Książki pozwalają wyobrażać sobie różne światy. Słowo pisane daje dużo większą przestrzeń dla wyobraźni, a to szalenie ważne. Bardzo bym chciał, żeby moja córka potrafiła sobie te światy w głowie rysować. Dlatego staram się jej czytać jak najwięcej.

Najlepsze książeczki dla roczniaka z biblioteczki Jaśka Meli i jego córki Jadzi:

Czujemisie

Rogacze przeżuwacze

Masło śpi

Wszyscy ziewają