Survival jako inspiracja

Witold Rajchert

Jak sprawić, by dzieci miały więcej praktycznych umiejętności, były bardziej zaradne i żyły trochę bliżej natury? Odpowiedzi jest cała masa, ale chciałbym kilka z nich uwypuklić.

Jak skorzystać z przykładów, które pobudzają dzieci w telewizji? Jak sprawić, by zamiast tylko oglądać Beara Gryllsa na Discovery Channel, czy zamiast bycia komandosem w Call of Duty, choć trochę się do nich wszystkich upodobniły? To żaden problem być mistrzem w piłce nożnej grając w najnowszą wersję FIFY na Xboxie. Trochę trudniej jest w rzeczywistości. Co więc można zrobić?

Po pierwsze zainteresować się światem dziecka, ale w bardziej praktyczny sposób. FIFA na ekranie – okej, ale kopanie piłki z ojcem w parku to zupełnie coś innego. Zapisanie syna do klubu piłkarskiego i uczestniczenie w rozwoju jego kariery… Właśnie! Jazda konna. Jasne, niech sobie dziecko pojeździ, tylko te konie tak śmierdzą. To nie jest wsparcie.

Co więc zrobić? Samemu być człowiekiem pasji. Zarażać nią. Chłopak kocha Beara Gryllsa na ekranie? Super. To może niech rodzic sam pojedzie na kurs przetrwania i pokaże dziecku jak potrafi rozpalać ogień. A jeszcze lepiej, żeby na taki kurs pojechali razem albo całą rodziną. I nie musi to być tydzień w terenie, a na przykład jednodniowe warsztaty w weekend.

Natura, przyroda, las – to wszystko daje nam nieskończone pole manewru. Spacer nie musi być nudny. Poznawanie roślin, poznawanie zwierząt. Może warto zapisać sie do kółka ornitologicznego i uprawić co weekend birdwatching (obserwacje ptaków) – dzieci są jednymi z najbardziej zaangażowanych birdwatcherów! A żeby wzmocnić motywację i odporność organizmu – wystarczy jeździć na rowerze, albo zapisać się do grupy morsów i rozpocząć przygodę z zimną wodą. Ale koniecznie razem.

A co może dać sama sztuka przetrwania? Survival nieodłącznie wiąże się z przebywaniem na łonie natury, czyli często z wystawianiem się na niewygody. Nie zawsze świeci słońce i jest ciepło. A przecież przygoda zaczyna się wtedy, gdy robi się chłodno, pada deszcz, wieje wiatr.

Przyjrzyjmy się kilku umiejętnościom i narzędziom survivalowym.

Rozpalanie ognia

Jak i czym można rozpalać ogień? Zapałkami, zapalniczką, krzesiwem, lupą, patykiem o patyk, metalem o kamień, za pomocą akumulatora albo poprzez reakcję chemiczną łącząc odpowiednie składniki.

Czego można użyć jako rozpałki? Papieru, chusteczek, bawełny, kory brzozy lub jałowca, żywicy, sznurka jutowego, suchej trawy.

W jakich warunkach? W dzień, w nocy, przy pięknej pogodzie, w deszczu, przy silnym wietrze, w rękawiczkach i na mrozie.

Kombinacji jest mnóstwo. Wystarczy włączyć wyobraźnię. Dzieci (i my dorośli także) potrzebują wyzwań i zadań. Kiedyś David Bell, uznawany za twórcę współczesnego parcouru powiedział, że skoro świat nie zapewnił mu wystarczających wyzwań, musiał stworzyć je sobie sam, w środowisku, w którym żył. Dziś jest mistrzem i wzorem dla wielu trenujących tę dyscyplinę.

Ucząc się rozpalania ognia budujemy kreatywność, wytrwałość i cierpliwość. A co najważniejsze, dzieciaki (i my sami) nabywamy praktycznych umiejętności.

Nóż

Podstawowe narzędzie w survivalu – nóż. Zły, czy dobry? Odwieczna dyskusja. Wszystko zależy od sposobu użytkowania i intencji. Jeśli nauczymy dziecko właściwie posługiwać się nożem, zyska ono niezwykle przydatną umiejętność, a my pewność, że nie zrobi sobie krzywdy. A jeśli w prezencie dostanie od nas nóż (może to być dziecięca wersja Victorinoxa, czy Opinela) otrzyma dodatkowo informację, że mu ufamy. Pracując z nożem w kuchni, ogródku, czy lesie pamiętajmy o nauce opatrywania skaleczeń. Wpajajmy nawyk noszenia ze sobą apteczki zaopatrzonej w środek dezynfekujący i plastry.

Wyprawa do lasu

A samo wyjście w las? Może ono być doskonałą okazją do zmierzenia się z różnymi obawami i lękami (także rodzica). Nieznane dźwięki, szelest w zaroślach, pustka, brak innych ludzi. A do tego zapadający zmierzch, czy wizja spędzenia nocy na odludziu. Kiedyś słyszałem opowieść dorosłego mężczyzny, który mówił o tym, jak będąc dzieckiem bał się ciemności. Któregoś dnia jego ojciec wziął go do lasu, poczekał aż zapadnie ciemność i powiedział: „Synu, czy widzisz kogoś?”, „Nie, tato”, „Więc nie bój się, bo jesteśmy teraz trochę niewidzialni. Tak naprawdę noc i ciemność nas chroni”. Mądry ojciec!

Orientacja w terenie

Ważną i pożyteczną umiejętnością jest też posługiwanie się mapą i kompasem. Nie nawigacją w samochodzie, tylko mapą. Tradycyjną, papierową. I wcale nie trzeba się udawać w odludny teren. Można zacząć ćwiczyć na osiedlu, czy w dzielnicy, w której się mieszka. Wycieczka na drugi kraniec miasta, czy do lasu może być kolejnym etapem. Nawigowanie, odnajdowanie miejsca położenia na mapie za pomocą dwóch-trzech punków orientacyjnych i busoli – świetna zabawa. A dodatkowo wiedza dziecka-nawigatora może się przydać na przykład podczas wspólnej jazdy samochodem.

Ja do dziś czerpię z nauk, które otrzymałem od taty w Tatrach, gdy byłem dzieckiem, a pierwszą książkę o survivalu dostałem od mamy. Dali mi inspiracje, które procentują do dziś.

Witold Rajchert
Redaktor naczelny SurvivAll.pl