Tam, gdzie żyją dzikie stwory

Problem z książkami dla dzieci polega na tym, że dorośli mogą ich zwyczajnie nie zrozumieć. Czasem trudno przypomnieć sobie, jak wygląda rzeczywistość widziana oczami malucha, prościej więc z góry przyjąć, że dzieci egzystują beztrosko.

Stąd prosta droga do załozenia, że dziecko to nie do końca ukształtowana jednostka, której trzeba pokazać, jak funkcjonuje świat. Zapewne ten tok myślenia powoduje ograniczenie lwiej części literatury dziecięcej do pozycji opowiadających o bezpiecznym, sympatycznym, wypełnionym jaskrawymi kolorami świecie maluchów. Bajki te znajdują się w granicach narzuconych schematów, nijak mających się do rzeczywistości dziecka, która zdecydowanie nie wygląda jak miękki pastelowy kocyk.

Dorosły wybierając dla malucha „Tam, gdzie żyją dzikie stwory“ Maurice’a Sendaka musi być dorosłym świadomym, bo okładka nie razi różem ani niebieskim, ilustracja jest przygaszona, można rzec – smutna. Natomiast sama interpretacja historii Maxa trwa nieprzerwanie od lat 60., czyli od momentu publikacji książki, na której wychowały się pokolenia. Teraz (dopiero!) – dzięki wydawnictwu Dwie Siostry – dostajemy jej polski przekład.

Przyznam, stosunkowo niedawno zapoznałem się ze „Stworami“ i początkowo moje wrażenia oscylowały pomiędzy „bez sensu” a „jestem za stary”. To, co dzieciom zajmuje chwilę, u dorosłych trwa znacznie dłużej. Koniec końców książka Sendaka mnie zachwyciła. Po pierwsze ilustracje. To one zajmują niemal całą publikację. Tekstu jest tu jak na lekarstwo, ale to przecież rysunki pobudzają dziecięcą wyobraźnię – tekst asystuje wizualnej opowieści. Ta dysproporcja jeszcze bardziej ukazuje przepaść pomiędzy tym, jak świat dziecka rozumie dorosły, a jak na prawdę postrzegają go dzieci.

Treść, choć krótka i zwięzła, niesie za sobą moc interpretacji. Mały Max ukarany przez matkę za złe zachowanie, wyrusza w nieznane – tam, gdzie żyją dzikie stwory. Dokonuje swoistej kolonizacji wyspy (jakie to dorosłe!), zostaje królem rodowitych mieszkańców i zarządza zabawę. Po harcach, znużony opuszcza podwładnych odpływając w siną dal – do swego pokoju. Porzuca stwory, tak jak porzuciła go własna mama – zmęczona psotami syna, zamknęła go w pokoju bez kolacji. Max powtarza zachowanie matki nawet w miejscu, do którego uciekł od niej.

„Stwory“ to książka o trudnych emocjach – strachu, smutku, samotności. Max jest sfrustrowany tym, że jest sam, bo matka nie ma dla niego – w tym momencie – czasu. Agnieszka Graff twierdzi, że Max, jak większość dzieci, zmaga się z centralnym napięciem dzieciństwa – tym, że matka jest podwójna (opiekuńcza i niesympatyczna). Chociażby z tego powodu książka ta, swojego czasu wzbudziła wiele kontrowersji – pokazała bowiem, że mama nie jest niezmienną istotą, która czeka wyłącznie na to, by rodzić dzieci i później się nimi opiekować. Sendak zdrapał z tej ikony lukier. Między innymi dlatego „Tam, gdzie żyją dzikie stwory“ inspirują po dziś dzień i wciąż nie tracą na aktualności. Wszak i dziś wielu postrzega czas dzieciństwa i wychowanie dzieci jako nieustanną sielankę, gdzie nie ma miejsca na negatywne emocje – ani po stronie dzieci, ani po rodziców.

Ogromny sukces książki na całym świecie świadczy o tym, że mit o cukierkowym dzieciństwie nie ma racji bytu. Czytelnicy nie tylko odnaleźli siebie i swoje uczucia, utożsamiając się z Maxem, ale też zainspirowani przez Sendaka dopowiedzieli historie, które mogłyby się wydarzyć na wyspie. Spike Jonze w 2009 r. nakręcił ekranizację „Stworów“, dzięki czemu nie tylko stworzył jedną z najbardziej irytujących postaci dziecięcych w kinie, lecz przede wszystkim dał tytułowym stworom osobowość i pozwolił im przemówić głosem znanych amerykańskich aktorek i aktorów. Film Jonze’a niewątpliwie jest bardzo osobistą interpretacją lektury, a reżyser dodał do historii Maxa swoje dziecięce doświadczenia.

Współcześnie „Tam, gdzie żyją dzikie stwory“ już nie szokuje, jednak nie straciła na aktualności. Wciąż jest nie tylko pięknie ilustrowaną książką, ale przede wszystkim opowieścią o tym, co przeżywa każde dziecko.

 
„Tam, gdzie żyją dzikie stwory”
tekst i ilustracje: Maurice Sendak,
tłum. Jadwiga Jędryas
Dwie Siostry
 
 
Udostępnij