Zaplanować własną trasę. Rozmowa z Kacprem Golińskim, twórcą VeloPlannera
Kto najlepiej rozumie potrzeby rowerzystów? Inny rowerzysta. Kacper Goliński, twórca VeloPlannera, co roku pokonuje na rowerze kilka tysięcy kilometrów i na własnych błędach nauczył się, jak bardzo planowanie trasy potrafi zepsuć albo uratować wyprawę. – Chciałem zrobić narzędzie dla rowerzystów, nie dla reklamodawców – mówi programista i start-upowiec.
Ewa Pluta: Ile kilometrów miałeś na liczniku w 2025 roku?
Kacper Goliński: Około czterech tysięcy trzysta, w 2024 – cztery tysiące, a najlepszy był pod tym względem rok przed narodzinami córki – prawie siedem tysięcy kilometrów. Ze względu na dziecko i pracę mam ograniczony czas, więc teraz jeżdżę głównie po okolicy.
Kilka lat temu przeprowadziłeś się do Gdańska. To jest dobre miejsce dla rowerzystów?
Uwielbiam jeździć po Trójmieście, zwłaszcza trasą prowadzącą przez Trójmiejski Park Krajobrazowy. To wymagający szlak, można się porządnie zmęczyć. Lubię również trasę przez Mierzeję Wiślaną – też biegnie przez las, jest odseparowana od samochodów, można się poczuć bezpieczniej, co ma znaczenie zwłaszcza, kiedy podróżuje się z dzieckiem.
Twoja historia zawodowa jest bardzo medialna. Rzuciłeś pracę programisty w korporacji, żeby poświęcić się swojej pasji – rowerom.
Chciałem, żeby ta historia miała medialny wydźwięk – w ten sposób ją opisałem na stronie VeloPlannera – ale tak naprawdę w korporacji przepracowałem półtora roku. Wcześniej działałem w start-upach. Kiedy jeden z nich przejęła korporacja, po kilku miesiącach stwierdziłem, że praca w dużych, zbiurokratyzowanych strukturach nie jest dla mnie. W tym czasie rozwijałem po godzinach własny, hobbystyczny projekt, VeloMapę.
Czyli serwis internetowy, który zbiera w jednym miejscu dane o trasach, ułatwiając rowerzystom planowanie wyjazdów.
W internecie jest sporo informacji o trasach rowerowych, ale są one rozproszone lub trudne do znalezienia.
Chciałem stworzyć narzędzie, które w sposób kompleksowy pozwalałoby zaplanować wycieczkę rowerową, bez konieczności nawigowania między kilkunastoma stronami.
VeloMapa zbiera w jednym miejscu informacje o trasach: mapy, opisy, poziom trudności, zdjęcia, opinie użytkowników oraz pliki GPX, które można wgrać do własnej nawigacji lub aplikacji GPS.
W 2024 roku VeloMapa miała około dziewięćset tysięcy unikalnych użytkowników, a mobilna aplikacja została pobrana około sześćdziesiąt tysięcy razy.
Od dłuższego czasu miałem w planach rozwijanie na pełen etat własnego projektu, ale dopiero popularność VeloMapy sprawiła, że uwierzyłem, że to jest dobry moment na zmianę. VeloMapa skupia się na polskich trasach, więc chciałem pójść krok dalej i opracować kompleksowe narzędzie do planowania wycieczek rowerowych również zagranicą.
W końcu zdecydowałem się odejść z korporacji. Przeliczyłem oszczędności i wyznaczyłem sobie termin, do którego mogę nie zarabiać lub zarabiać niewiele. Przez cały 2025 rok miałem budować i testować nowe narzędzie, zdobywać użytkowników, nawiązywać współprace z partnerami biznesowymi. Dałem sobie sześć miesięcy na pierwsze podsumowanie prac nad VeloPlannerem. Kiedy zbliżał się ten termin, byłem tak zestresowany, że nie mogłem spać przez kilka nocy. Na szczęście w wakacje miałem już podpisane współprace z regionalnymi i zagranicznymi organizacjami turystycznymi, także z Flixbusem i Koleo. Zależało mi na integracji z przewoźnikami tak, by całą logistykę wyprawy – dojazd i powrót – dało się zaplanować w jednym miejscu.
Model biznesowy VeloPlannera opiera się na subskrypcjach premium oraz współpracach z firmami i organizacjami turystycznymi, a od wakacji mamy też partnera strategicznego. Od początku zależało mi jednak na tym, by głównym klientem był użytkownik, a nie reklamodawca. Chcę rozwijać aplikację i planner w taki sposób, by rowerzyści byli gotowi za to narzędzie płacić dlatego, że realnie pomaga im planować wyprawy.
Na rynku jest już sporo podobnych rozwiązań. Co sprawiło, że zdecydowałeś się zrobić własne i konkurować z już istniejącymi?
Zaczęło się od wspomnianej VeloMapy. Brakowało mi jednego miejsca, w którym mógłbym zobaczyć wszystkie oficjalne szlaki rowerowe w Polsce. Oczywiście były już w użyciu podobne propozycje, ale zawsze coś nie działało tak jak powinno: problemy z pobieraniem plików GPX, brak spójności danych albo niewygodne planowanie. Z czasem zacząłem też odczuwać brak narzędzia, które byłoby wystarczająco elastyczne. Jedne aplikacje są bardzo dobre, ale prowadzą użytkownika za rękę i zostawiają mało przestrzeni na własne decyzje, inne z kolei dają ogromną swobodę, ale kosztem komfortu użytkowania. Chciałem zrobić narzędzie środka: takie, które pomoże zaplanować trasę z punktu A do B osobie, która nie zna terenu, a jednocześnie pozwoli bardziej doświadczonym rowerzystom samodzielnie modyfikować jej przebieg.
W VeloPlannerze można na przykład jednym kliknięciem otworzyć gotowy przebieg szlaku w plannerze i samodzielnie edytować trasę: podzielić ją na etapy, zmienić przebieg czy dobrać warianty. Do tego dochodzą warstwy tematyczne, takie jak pociągi, noclegi, kempingi czy atrakcje turystyczne, które pomagają zaplanować całą logistykę wyprawy. Tego typu kombinacji wcześniej po prostu nie było.
Skupiamy się przy tym na turystyce rowerowej, a nie na sporcie.
Duże aplikacje są często do wszystkiego i dla wszystkich. My świadomie celujemy w rowerzystów, którzy chcą podróżować, odkrywać nowe miejsca
– zarówno podczas długich wypraw, jak i krótszych wycieczek po najbliższej okolicy, z atrakcjami i punktami historycznymi po drodze.
Doceniam to, że wycieczkę rowerową po Mazurskiej Pętli Rowerowej, która liczy dwieście osiemdziesiąt dwa kilometry, udało mi się zaplanować w niespełna pół godziny. Plan uwzględnia dojazd pociągiem z Warszawy do Giżycka oraz powrót z Rucianego-Nidy, kempingi tuż nad jeziorami, aprowizację na trasie, atrakcje turystyczne. Zobaczyłam też zdjęcia z trasy dodane przez innych użytkowników i bardziej realistycznie spojrzałam na swój rower, a zwłaszcza opony, które przed wyruszeniem w trasę na pewno wymienię na szersze.
Mazurska Pętla Rowerowa to bardzo dobry przykład, bo pokazuje, jak działa VeloPlanner w praktyce. Można otworzyć gotowy przebieg szlaku i od razu zacząć go dopasowywać do siebie: podzielić na etapy, zmienić ich długość, dostosować trasę do liczby dni i formy fizycznej. W VeloPlannerze da się zaplanować kilka wariantów tej samej trasy jednocześnie. Jednego dnia wybrać trudniejszy, szutrowy odcinek w lesie, a kolejnego – gdy wiadomo, że sił będzie mniej albo pogoda się pogorszy – poprowadzić trasę drogą asfaltową. Te warianty można łatwo porównać, pod kątem nawierzchni i przewyższeń, i decydować na bieżąco, którym przebiegiem danego dnia pojechać.
W przygotowaniach do dłuższej wyprawy ważna jest też cała logistyka. Dlatego w VeloPlannerze można włączyć dodatkowe warstwy, o których mówiłem. Przydatna jest też warstwa noclegów przyjaznych rowerzystom, gdzie można bezpiecznie przechować rower. Dzięki temu wszystko da się zaplanować w jednym miejscu, bez przechodzenia między różnymi stronami i zakładkami. Dużą rolę odgrywają też treści tworzone przez użytkowników.
Zdjęcia dodawane bezpośrednio z trasy pokazują, jak dany odcinek wygląda naprawdę.
To często pomaga podjąć bardzo praktyczne decyzje dotyczące sprzętu i lepiej przygotować się do wyprawy.
VeloPlanner działa jako projekt międzynarodowy dostępny w pięciu językach. Jaki jest udział użytkowników zagranicznych? Jak wygląda aktywność poza Polską?
Obecnie około siedemdziesięciu procent użytkowników VeloPlannera to osoby z Polski, co jest naturalne, bo to tutaj projekt się narodził i korzysta z popularności VeloMapy. Jednocześnie bardzo cieszy mnie to, że już około trzydzieści procent użytkowników pochodzi z zagranicy, mimo że poza Polską zaczynaliśmy praktycznie od zera.
Największą grupą zagraniczną są użytkownicy z Niemiec, którzy stanowią około dziesięciu procent wszystkich korzystających z naszego narzędzia. To dla mnie drugi, docelowy rynek: turystyka rowerowa jest tam bardzo popularna, a do tego ruch rowerowy między Polską a Niemcami działa w obie strony – Polacy chętnie jeżdżą za Odrę, a Niemcy coraz częściej wybierają trasy po polskiej stronie.
Jakich nowych funkcjonalności mogą spodziewać się użytkownicy, zwłaszcza w aplikacji mobilnej?
Staram się, żeby aplikacja mobilna miała funkcjonalności możliwie zbliżone do wersji desktopowej, choć nie zawsze da się to zrobić jeden do jednego. Pracuję nad tym sam i nowe wdrożenia zajmują mi sporo czasu. Jednocześnie aplikacja mobilna daje nowe możliwości, których nie ma desktop. Jedną z kluczowych funkcji będzie tryb offline, czyli możliwość zapisania tras na telefonie. To szczególnie przydaje się w miejscach, gdzie nie ma zasięgu, w bardziej odludnych regionach. Pojawi się też podstawowa nawigacja oraz możliwość zapisywania własnych aktywności.
Dzięki zapamiętywaniu przejazdów użytkownik będzie mógł tworzyć swoją osobistą „mapę ciepła”.
Zobaczy, gdzie już jeździł, a które rejony wciąż pozostają dla niego nieodkryte. To nie jest funkcja nastawiona na rywalizację między użytkownikami, ale usprawniająca planowanie – pokazuje, które trasy są popularne wśród rowerzystów, a które mniej.
Taka mapa może inspirować do eksplorowania nowych miejsc, także blisko domu. Sam niedawno zaplanowałem w ten sposób trasę w okolicach Gdańska i trafiłem do Kociewia niedaleko Skarszewa, które okazało się interesujące, mimo że początkowo byłem sceptyczny.
Czy w VeloPlannerze jest jakaś funkcjonalność, z której jesteś szczególnie dumny?
Mam dość pragmatyczne podejście. Rzadko jestem w stu procentach zadowolony z tego, co wypuszczam. Zamiast dopieszczać funkcjonalności, udostępniam je, gdy są gotowe w osiemdziesięciu procentach, i potem zbieram feedback od użytkowników. Dzięki temu mogę je szybko poprawiać i rozwijać, zamiast miesiącami szlifować coś, z czego później nikt nie korzysta.
Dokąd chciałbyś się wybrać na kolejną wycieczkę rowerową?
W Polsce wciąż mam sporo do nadrobienia. Chciałbym lepiej poznać Zachodniopomorskie – dużo się tam inwestuje w infrastrukturę rowerową. Poza Polską marzą mi się dłuższe trasy w Alpach. Chciałbym przejechać jedną z klasycznych tras długodystansowych, na przykład Alpe-Adria, ponad czterysta kilometrów z Austrii nad Adriatyk. Ale póki co skupiam się na wyjazdach służbowych. W praktyce oznacza to, że czasem w godzinach pracy wyskakuję na rower, bo jadę coś przetestować albo porobić zdjęcia. I mogę powiedzieć, że to też jest moja praca.