Wózek do biegania. Konieczność dla aktywnego rodzica czy zbędny gadżet?
Każdy trening to dla ojca małych dzieci trudne przedsięwzięcie logistyczne. Trzeba go dostosować do pracy, harmonogramu dnia maluchów i partnerki, która też chce mieć czas wolny i poświęcić go swoim pasjom albo po prostu odpocząć. W takiej sytuacji sporym ułatwieniem może być trening z dzieckiem, dzięki któremu spotykają się przyjemne z pożytecznym.
Krzysiek biega od lat. Startuje w zawodach, przebiegł kilka maratonów. Wózek biegowy kupił jeszcze przed narodzinami syna. Wybrał Cybexa Zeno, zapłacił za niego trzy tysiące. Kolejne kilkaset złotych to koszt możliwości przekształcenia w przyczepkę rowerową. Cybex produkuje też tańszy model Avi – na promocji można go dostać za mniej więcej półtora tysiąca.
Po przyjściu syna na świat Krzysiek musiał jeszcze odczekać osiem miesięcy, aż dziecko będzie w stanie samodzielnie siadać. Do tego czasu wożenie niemowlaka wózkiem biegowym lepiej sobie odpuścić. Może mu zaszkodzić.
– Cieszy mnie, że mogę spędzać z nim czas nawet podczas treningów – opowiada Krzysiek. – Zaszczepiam u niego biegowego bakcyla od najmłodszych lat. Taka forma spaceru ma też dodatkowy atut: chwilę wytchnienia dla żony. W tym czasie wszyscy możemy psychicznie odpocząć – dodaje. – Teraz, zimą, biegam z synem raz w tygodniu, a gdy jest cieplej, nawet częściej. W praktyce z wózkiem można zrobić większość treningów o niskiej intensywności.
Początkowo bieganie z wózkiem przynosiło Krzyśkowi wiele trudności.
Po pięciu kilometrach lekkiej przebieżki czuł się jak po zawodach. Betonowało mu łydki, bark wołał o pomoc. Okazało się, że winna była niewłaściwa konfiguracja sprzętu.
Po niewielkich korektach, między innymi zwiększeniu ciśnienia w oponach, wózek prowadził się lepiej. Niedawno Krzysiek i jego syn przebiegli razem półmaraton.
Trener Mikołaj Raczyński tłumaczy mi, że przy bieganiu z wózkiem bardzo ważne jest odpowiednie używanie rąk. Nie powinno się ich trzymać cały czas na wózku. Wózek należy odpychać. Sztywne trzymanie go non stop może być szkodliwe. Napinanie jednej strony tułowia na dłuższą metę usztywni niektóre partie ciała. Według Raczyńskiego bieganie z wózkiem samo w sobie nie ma raczej szczególnie pozytywnych walorów treningowych. Wartością samą w sobie jest aktywnie spędzony czas.
Kuba biega od czasu do czasu. Gdy najdzie go ochota, robi w parku pięć kilometrów. Z początku wózek biegowy uważał za modny atrybut aktywnego rodzica, który po prostu wypada mieć. Ale z czasem naprawdę się do niego przekonał. Ma przyczepkę Thule Chariot, z którą można biegać i jeździć rowerem. Nowy model, w najbardziej podstawowej wersji, można znaleźć w promocji już za około trzy tysiące złotych. Nieco tańszy jest Thule Urban Glide, przeznaczony wyłącznie do biegania, który da się kupić za dwa i pół tysiąca. Niestety, sprzęt używany nie jest o wiele tańszy. Thule niezbyt traci na wartości.
– Wady to wielkość po złożeniu i cena – wymienia Kuba. – Koło dla biegacza za siedemset złotych, płozy do biegówek za niemal dwa: to przegięcie – irytuje się. – Ale jest fajnie. Bierzemy z córką orzechy dla wiewiórek, nasiona dla pawi i bieg zawsze kończymy na placu zabaw. Z tego powodu – moim zdaniem – wózek wart jest tych pieniędzy. Spędzasz świetny czas na świeżym powietrzu z dzieckiem – podsumowuje.
Jeśli lubisz biegać, masz wolną gotówkę i przestrzeń do przechowywania – nie wahaj się.
Ale jeśli nie chcesz wydawać góry pieniędzy, a perspektywa wnoszenia kilkunastu kilogramów na wysokie piętro nie budzi twojego entuzjazmu – daruj sobie. Na trening zawsze możesz wyjść wcześnie rano albo późno wieczorem, gdy dzieciaki już śpią. Wtedy nie będziesz uzależniony od humorów pociechy albo jej potrzeb fizjologicznych. Trzeba się „tylko” zmobilizować. Ale o tym kiedy indziej.