Wojciech Herra: O czym marzymy, my, synowie?
Relacje z dziećmi są trudne. Ale coraz częściej myślę, że jeszcze trudniejsze są relacje z rodzicami. Nie mam na myśli okresu dojrzewania: buntu i autonomizacji. Chodzi mi o to, co się dzieje pomiędzy dorosłymi dziećmi i ich starszymi rodzicami. Szczególnie ojcem. Bo kim jest ojciec dorosłego dziecka – szczególnie syna?
Matka – wiadomo: jest tylko jedna. Nasza kultura bardzo jasno określa tę rolę. O mamę się dba i troszczy. Do mamy się dzwoni. Z mamą się rozmawia.
Gdy zapraszasz rodziców na niedzielny obiad… dzwonisz do mamy. Gdy rodzice zapraszają, to zwykle… robi to mama. Co robi ojciec?
W sumie to nie wiadomo. Ojciec jest. Gdy chcesz się dowiedzieć, co u taty, pytasz mamę. A co to oznacza dla twojej relacji z nim?
W badaniach i raportach o transformacji męskości i zmianach modelu dotyczących ojcostwa bardzo często pojawia się wątek, że współcześni mężczyźni deklarują, że nie chcą być ojcami takimi, jakimi byli ich ojcowie. Tylko co to oznacza?
Najczęściej przywołuje się model ojca nieobecnego. Nie – fizycznie, ale emocjonalnie. Ojca, który wychodził rano do pracy. Po powrocie siadał w fotelu i chował się za gazetą. Wieczorem zasypiał na kanapie lub znikał w garażu czy przed blokiem, naprawiając samochód.
Ojca, który pełnił rolę straszaka. Pomimo tego, że często całym sobą tej roli nie lubił, to jednak mamy to robiły – groziły dzieciom ich ojcem.
Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie usłyszał: „Jak wróci tata, to zobaczysz”.
Ale ten ojciec ma dziś często siedemdziesiąt lat, czasem i więcej. Tak jak mój. A ja od trzydziestu lat jestem dorosłym facetem i bardzo długo nie wiedziałem, co ze swoją relacją z ojcem zrobić.
Wiedziałem doskonale, co chcę zrobić ze swoim ojcostwem. I chyba nawet całkiem dobrze mi idzie. Ale co zrobić z synostwem? Jak wyrwać relację z ojcem ze szponów nieobecności?
Kompletnie nie miałem pojęcia o tym, czym jest relacja dorosłych facetów, których łączą więzy krwi. Z rodzinnego domu wyjechałem bardzo szybko. Wyprowadziłem się jako dwudziestolatek, a mając dwadzieścia trzy lata wyjechałem do innego miasta.
Nie wiem, czy gdybym został, to coś by to zmieniło. Wiem jednak, że relacja z moim ojcem na długo została zahibernowania w świecie niedostępności. Za murem stworzonym z gazety i rozmów o świecie. Umiałem i umiem z ojcem rozmawiać o sytuacji gospodarczej. Łatwiej mi było – i jest nadal – dyskutować o polityce, niż o tym, co u mnie. I co u niego.
Gdy urodzili się moi synowie, ojciec przepięknie rozwinął się jako dziadek. Wspólnie z moją mamą przyjeżdżali do nas częściej. My częściej jeździliśmy też do nich. Z tym, że celem było, żeby mogli spotkać się z wnukami. Mój ojciec w roli dziadka sprawdzał się i sprawdza się wybitnie.
Jest dziadkiem totalnie innym niż ojcem. Jest zaangażowany. Gdy chłopaki byli mali, to ich zabawiał. Gdy są starsi, angażuje się w ich życie.
Długo byłem przekonany, że o życiu moich synów wie znaczenie więcej niż o moim. Dzwoni do nich. Rozmawia o wynikach meczów ulubionych drużyn. Pyta o kolegów w szkole.
A ja? No cóż, bardzo długo wspólnie z ojcem pozwalaliśmy trwać naszej nieobecnej relacji. Przepełnionej poczuciem nigdy niewypowiedzianej miłości. I jednocześnie totalnym strachem przed tym, czym tę relację wypełnić.
Może gdybyśmy mieli wspólne hobby, to byłoby inaczej? Gdybyśmy jeździli razem na ryby. Chodzili na mecze ulubionej drużyny. Może zbudowałaby się jakaś proteza relacji. Moglibyśmy przynajmniej udawać, że coś nas łączy. Siedzieć sobie obok siebie w milczeniu, aby nie spłoszyć ryb, mocząc kije. Moglibyśmy wydzierać się na stadionie.
Ale nie zbudowała się. Więc jest jeszcze trudniej.
Trudniej, bo musimy odważyć się, by pokazać miękki brzuch i w końcu wydusić pytanie: „Co u ciebie”. Zapytać: „Jak się czujesz?”.
Ale nie w kontekście przeziębienia, bólu w krzyżu czy zbitego biodra. Tylko po to, by dać przestrzeń, aby usłyszeć, co czuje ten, kogo pytamy.
I myślę sobie, że nie jestem w tej sytuacji sam.
Często chcemy być lepszymi ojcami. Ale czy jesteśmy lepszymi synami? Czy udało nam się wziąć część odpowiedzialności za relację z ojcem. Bez oceniania i krytykowania. Bez żalu i wytykania mu błędów i niedoskonałości.
Jesteśmy pokoleniem transformacji. Nagrywaliśmy na kasety listę przebojów Marka Niedźwieckiego. Tańczyliśmy na szkolnej dyskotece „wolnego”, nucąc Wind Of Change Skorpionsów.
Uczestniczyliśmy w przeobrażeniach gospodarczych i ustrojowych. Ale czy aktywnie przemieniliśmy relacje społeczne. Te najważniejsze. Rodzinne.
Wiem, że większość z was szuka w „Fathers” treści dotyczących ojcostwa. Poszukujecie inspiracji do tego, jak zadbać o relację ojca z synem lub córką. Szukacie pomysłu na aktywny weekend z dzieckiem. Rozwijacie kompetencje komunikacji i budowania relacji.
A co by było, gdybyście się zatrzymali na chwilę w swoim ojcostwie. I zadali sobie jedno pytanie: „O czym marzysz jako syn”?
Jedziesz na biwak ze swoim dzieckiem i żałujesz, że twój ojciec nie robił z tobą takich rzeczy, że w ogóle go nie było. Ale czasu nie cofniesz, ojca nie zmienisz. Zresztą to nie miałoby sensu. Ale na pewno możesz uzupełnić brakujący element układanki. Może zadzwoń do niego i zabierz go na wspólne wyjście w góry. Na spacer do lasu. Być może będziecie milczeć lub rozmawiać o polityce. Czyli tak jak umiecie. Ale może, gdzieś na koniec tej przygody pojawi się kolejna iskierka zmian. I zawieje Wind of Change.