W rytmie rzeki 3. 1200 kilometrów wzdłuż Renu i Menu

W rytmie rzeki 3. 1200 kilometrów wzdłuż Renu i Menu - Fathers.pl
Partner: Niemiecka Centrala Turystyki
Artykuł sponsorowany Partner cyklu: Niemiecka Centrala Turystyki Podróże Rowery turystyka

Słuchaj w formie podcastu

Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

1200 kilometrów w ciągu trzydziestu pięciu dni. Dwoje dorosłych, dziewięciolatek jadący na własnym rowerze z małymi sakwami i czteroletnie bliźnięta podróżujące w przyczepce.

Poranki zaczynają się od zwijania namiotu albo cichego śniadania w mieszkaniu ludzi poznanych kilka godzin wcześniej, a potem pozostaje już tylko pedałowanie przez doliny, nadrzeczne wały i miasta, które od pokoleń żyją w rytmie wody. Trasy wzdłuż Menu i Renu należą dziś do najbardziej komfortowych szlaków rowerowych Europy, ale ich największą siłą nie jest perfekcyjny asfalt. To poczucie wolności i bezpieczeństwa, które sprawia, że nawet wielotygodniowa podróż z małymi dziećmi przestaje wydawać się czymś niezwykłym.
To była nasza najdłuższa podróż rowerowa z dziećmi – 1200 kilometrów w ciągu trzydziestu pięciu dni. Dwoje dorosłych, dziewięciolatek jadący na własnym rowerze z małymi sakwami i czteroletnie bliźnięta podróżujące w przyczepce. Zaczęliśmy pod koniec lipca – z Warszawy dotarliśmy pociągami przez Berlin do Norymbergi, skąd ruszyliśmy w stronę Bambergu. Tam zaczęła się długa podróż wzdłuż Menu, a później Renu — przez zielone doliny, historyczne miasta i nadrzeczne promenady, aż po Xanten przy granicy z Holandią. Dalej trasa prowadziła już przez niderlandzkie równiny do Groningen, gdzie na początku września miałem konferencję. Choć w połowie wyjazdu dopadł nas lekki kryzys i jeden z odcinków musieliśmy pokonać pociągiem, udało się dotrzeć dokładnie na czas.

W rytmie rzeki 3. 1200 kilometrów wzdłuż Renu i Menu
W rytmie rzeki 3. 1200 kilometrów wzdłuż Renu i Menu
W rytmie rzeki 3. 1200 kilometrów wzdłuż Renu i Menu
W rytmie rzeki 3. 1200 kilometrów wzdłuż Renu i Menu

Jednak tym, co po latach najbardziej zostało mi w głowie, byli napotkani ludzie. Na trzydzieści pięć dni namiotu użyliśmy zaledwie osiem razy — ku rozczarowaniu dzieci, które traktowały spanie w plenerze jako wielką atrakcję. Przez większość wyjazdu nocowaliśmy dzięki couchsurfingowi, korzystając z gościnności mieszkańców niemieckich i holenderskich miast. Na ten temat można byłoby napisać osobny artykuł — wspomnę tylko trzy sytuacje, które zostały ze mną do dziś.
Pierwszy nocleg, w Norymberdze, u bardzo miłego lekarza. Pyszna kolacja, późny wieczór, rozmawiamy, dzieci w końcu padły na sofach. Spojrzał na nie z uśmiechem i powiedział, że miło zobaczyć dzieci, którym nie trzeba podawać dragów, żeby zasnęły. Zapadła cisza, przeraziłem się. W myślach już zacząłem zastanawiać jak się ewakuować. Ale nasz host natychmiast spostrzegł naszą konsternację i wyjaśnił, że jest anestezjologiem w szpitalu dziecięcym — zazwyczaj podaje mocne środki usypiające cierpiącym, podłączonym do aparatury dzieciom, więc ten widok był dla niego po prostu taką miłą odmianą. Uff.
Kilka dni później gospodarz z okolic Aschaffenburga przejechał z nami kilkanaście kilometrów trasy wraz ze swoją kilkuletnią córką podróżującą w przyczepce. Dzieci błyskawicznie się polubiły, a największą atrakcją tego odcinka okazała się zamiana miejscami między przyczepkami. Pożegnanie trwało zaskakująco długo jak na znajomość, która zaczęła się dzień wcześniej.
Zdarzyło się nam też stresujące doświadczenie! Pod Duisburgiem mieliśmy nocować na działce rodziców couchsurfera, studenta slawistyki. Planowaliśmy nocleg pod namiotem i wspólny wieczór przy ognisku. Gdy byliśmy już blisko, wpisałem adres w komórkę — wyglądało na to, że za piętnaście, dwadzieścia minut będziemy.
Godzinę i pięć telefonów później, staliśmy w polu, w ciemnościach i przez telefon ustalaliśmy: tak, minęliśmy mostek, tak, po lewej jest słup trakcji elektrycznej, widzimy zagajnik, przed nami las. Byłem już dość zdenerwowany, myślałem, że ktoś nam robi głupi żart. Dopiero dokładniejsze spojrzenie na maleńką mapę w starej Nokii ujawniło prawdę: równolegle biegły dwie niemal identyczne drogi, a wszystkie okoliczne pola i zabudowania miały dokładnie ten sam adres Dorfstrasse 6. Jeszcze długo śmialiśmy się z tej sytuacji przy ognisku.

W rytmie rzeki 3. 1200 kilometrów wzdłuż Renu i Menu
Muzeum Zabawek w Norymberdze

Sama trasa należała do wyjątkowo różnorodnych. W Norymberdze zachwyciło nas muzeum zabawek, we Frankfurcie Experiminta (takie małe Centrum Nauko Kopernik), w Bonn Muzeum Beethowena, w Xanten zatrzymaliśmy się przy ogromnym stanowisku archeologicznym z czasów Cesarstwa Rzymskiego – z odbudowaną bramą miejską, amfiteatrem i dawnymi łaźniami. Wszystko to było przeplatane jazdą wzdłuż pięknych dolin rzek, mijaniem promów, fascynującą obserwacją jak działa śluza na rzece, ale też postojami w mniejszych urokliwych i zadbanych miasteczkach.
Tamtego lata Europę Zachodnią zalały wyjątkowe upały. W temperaturach przekraczających trzydzieści stopni szybko nauczyliśmy się zmieniać rytm dnia. Bywały poranki, kiedy zamiast od razu ruszać w drogę, jechaliśmy najpierw nad wodę. Spędzaliśmy kilka godzin na plaży, czekając aż żar trochę opadnie. Ruszaliśmy dopiero późnym popołudniem, uprzedzając, że przed nami kilka godzin jazdy bez dłuższych postojów. Taki system działał zaskakująco dobrze – młodsze dzieci zwykle zasypiały wtedy w przyczepce, a wieczorna jazda przez chłodniejsze doliny rzek przy pięknych kolorach zachodzącego słońca miała w sobie coś magicznego.

W rytmie rzeki 3. 1200 kilometrów wzdłuż Renu i Menu
W rytmie rzeki 3. 1200 kilometrów wzdłuż Renu i Menu
Expiriminta we Frankfurcie

Patrząc z perspektywy czasu, dzieci najmniej pamiętają same kilometry. Najważniejsze okazały się dla nich spotkania z ludźmi, place zabaw na kempingach, wspólne wieczory i poczucie nieustannej przygody. Granice językowe właściwie nie istniały – zabawa zaczynała się natychmiast, niezależnie od kraju czy wieku nowo poznanych dzieci.

Informacje praktyczne

Podróżowanie z dziećmi po Niemczech i Holandii jest naprawdę proste dzięki gęstej sieci tras rowerowych oraz bardzo dobrej integracji kolei z transportem rowerowym. Trasy nad Menem i Renem są niemal w całości odseparowane od ruchu samochodowego, a liczne pola namiotowe, pensjonaty i prywatni gospodarze pozwalają bardzo elastycznie planować każdy dzień podróży.
Couchsurfing w przypadku rodzin działał dla nas wyjątkowo dobrze — wielu gospodarzy traktowało podróżujących z dziećmi rowerzystów niemal jak egzotycznych gości specjalnych. Warto jednak pamiętać, że przy wielotygodniowej trasie kluczowe staje się zachowanie elastyczności. Pogoda, zmęczenie czy dziecięce potrzeby potrafią całkowicie zmienić plan dnia, więc choć oczywiście warto mieć oczywiście jakieś ogólne ramy podróży, najlepiej być otwartym na zmiany Biorąc pod uwagę trasę, którą pokonał autor (zjazd z Norymbergi do Bambergu, a następnie podróż wzdłuż Menu i Renu aż do Xanten, by ostatecznie wjechać do Holandii), jego wyjazd wiódł przez jedne z najbardziej nasyconych historią i wspaniałymi krajobrazami regiony Niemiec. Szlaki Main RadwegRhein Radweg to klasyki europejskiej turystyki rowerowej.

W rytmie rzeki 3. 1200 kilometrów wzdłuż Renu i Menu
W rytmie rzeki 3. 1200 kilometrów wzdłuż Renu i Menu

10 miejsc na trasie, których nie możecie ominąć!

Stare Miasto i Stary Ratusz (Altes Rathaus) w Bambergu

Stare Miasto w Bambergu jest wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO, a jego najbardziej ikonicznym punktem jest zjawiskowy Stary Ratusz, wybudowany na sztucznej wyspie na rzece Regnitz (która kilkanaście kilometrów dalej wpada do Menu).

Rezydencja w Würzburgu (Würzburger Residenz)

Jeden z najwspanialszych pałaców barokowych w Europie (również na liście UNESCO). Potężny kompleks z ogromnymi, zachwycającymi ogrodami. Z perspektywy rowerzysty świetnie prezentuje się też górująca nad miastem Twierdza Marienberg i stary most na Menie (Alte Mainbrücke).

Frankfurt nad Menem – Römerberg i Wybrzeże Muzeów (Museumsufer)

Oprócz wspomnianej Experiminty, Frankfurt oferuje fascynujący kontrast. Z jednej strony nowoczesna, „amerykańska” panorama wieżowców finansowego centrum (tzw. Mainhattan), a z drugiej zabytkowy plac Römerberg i ciągnące się tuż nad rzeką Wybrzeże Muzeów, idealne na dłuższy przystanek kulturalny.

W rytmie rzeki 3. 1200 kilometrów wzdłuż Renu i Menu
Stary Ratusz w Bambergu
W rytmie rzeki 3. 1200 kilometrów wzdłuż Renu i Menu
Rezydencja w Würzburgu

Katedra w Moguncji (Mainz)

Moguncja to punkt zwrotny trasy – to tutaj Men uchodzi do Renu. Tutejsza, monumentalna romańska Katedra św. Marcina i Stefana (Mainzer Dom) to jedna z trzech słynnych katedr cesarskich w Niemczech. Warto tu również odwiedzić Muzeum Gutenberga, poświęcone wynalazcy druku, który się tu urodził.

Rüdesheim am Rhein i pomnik Niederwalddenkmal

Urokliwe miasteczko słynące z wąskiej, winnej uliczki Drosselgasse. Stanowi bramę do najbardziej spektakularnego odcinka Renu. Warto wjechać (lub wejść) na wzgórze do potężnego pomnika Niederwalddenkmal, skąd roztacza się oszałamiający widok na rzekę i winnice.

W rytmie rzeki 3. 1200 kilometrów wzdłuż Renu i Menu
Drosselgasse w Rüdesheim am Rhein
W rytmie rzeki 3. 1200 kilometrów wzdłuż Renu i Menu
Niemiecki Róg w Koblencji

Dolina Górnego Środkowego Renu (Światowe Dziedzictwo UNESCO)

To nie jest pojedynczy budynek, ale 65-kilometrowy odcinek między Rüdesheim a Koblencją. Rzeka przedziera się tu przez strome, skaliste góry. Znajduje się tu legowisko syreny Loreley (słynna skała nad Renem) oraz ponad 40 zamków i twierdz (np. zamek Pfalzgrafenstein zbudowany na wyspie na środku rzeki). To najbardziej widokowy etap całego Rhein Radweg.

Koblencja (Koblenz) – Niemiecki Róg (Deutsches Eck)

Spektakularne miejsce, w którym rzeka Mozela wpada do Renu. Cypeł wieńczy gigantyczny pomnik konny cesarza Wilhelma I. Z tego miejsca można również wjechać kolejką linową bezpośrednio nad rzeką do potężnej Twierdzy Ehrenbreitstein.

Dom narodzin Beethovena w Bonn

Miejsce, które zresztą znalazło się na liście autora tekstu. Bonn, była stolica Niemiec Zachodnich, to miasto Beethovena. W jego rodzinnym domu znajduje się doskonałe muzeum (Beethoven-Haus) pełne rękopisów, instrumentów i artefaktów z życia kompozytora.

W rytmie rzeki 3. 1200 kilometrów wzdłuż Renu i Menu
Park archeologiczny w Xanten

Katedra w Kolonii (Kölner Dom)

Jeden z najbardziej ikonicznych budynków w Europie. Ta gigantyczna, gotycka katedra jest największym kościołem w Niemczech i przez pewien czas była najwyższym budynkiem na świecie. Stoi niemal tuż nad rzeką i tuż obok mostu kolejowego Hohenzollernów, co czyni ją idealnym i bezproblemowym punktem na trasie rowerzysty.

Park Archeologiczny w Xanten (LVR-Archäologischer Park)

Xanten (Colonia Ulpia Traiana) to jedno z najważniejszych rzymskich stanowisk archeologicznych w Europie. To potężne muzeum na wolnym powietrzu z zrekonstruowanym amfiteatrem, rzymskimi łaźniami, świątyniami i murami miejskimi. Miejsce robiące ogromne wrażenie zwłaszcza na dzieciach.

 

Czytaj więcej