Stacje zasilania: wewnętrzny preppers kontra zew przygody
Do niedawna sądziłem, że moje outdoorowe zapotrzebowanie na elektryczność w pełni zaspokajają dwa średniej wielkości powerbanki (10 000 i 20 000 mAh), zaś na rodzinnych campingach po prostu mam do dyspozycji gniazdka. Ale wszystko zmieniła jedna rozmowa z przyjaciółmi z ukraińskiej Odessy. Może faktycznie potrzebujemy stacji zasilania?
Smartfon. Zegarek sportowy. Czytnik ebooków (jeśli zapomnę naładować go przed wyjazdem…). Czołówka. Lampka namiotowa. Lampki rowerowe. Kiedy zacząłem się nad tym zastanawiać, okazało się, że nawet na krótkie solo wypady „na dziko” zabieram sporo elektroniki. To jednak niewielkie urządzenia, więc 30 000 mAh w dwóch powerbankach wydaje mi się rozsądnym kompromisem między pojemnością a wagą.
Do tego mocna ładowarka z czterema wyjściami, która pozwala podładować baterie, kiedy na moment wracam do cywilizacji na przykład, żeby wypić kawę na jakiejś stacji benzynowej (o teorii outdoorowego luksusu przeczytasz w innym moim tekście). Z kolei rodzinne wyjazdy w wersji pod namiot wiążą się u mnie z campingami, na których nigdy właściwie nie ma problemu z dostępem do prądu.
Byłem więc człowiekiem energetycznie spełnionym. Aż do wspomnianej rozmowy z ukraińskimi przyjaciółmi.
Zaczęliśmy bowiem dyskutować, czy stację zasilania bardziej im się opłaci kupić w Polsce czy w Ukrainie. Warto tu wyjaśnić, czym właściwie jest taka stacja, bo na pewno nie chodzi mi o ogrodzone pole wypełnione transformatorami. Stacja zasilania to zwykle niewielkie urządzenie (popularny rozmiar to mniej więcej dwa pudełka po butach), które w jednej obudowie mieści akumulator, ładującą go przetwornicę, gniazda wyjściowe (na przykład USB, USB-C, samochodowe 12/24 V, klasyczne gniazdka elektryczne) i sterującą tym wszystkim elektronikę. To właściwie powerbank, ale z mocą i pojemnością pozwalającymi zasilać większe urządzenia. Do tego właśnie potrzebowali stacji Ira i Kostia: Rosja zintensyfikowała ataki między innymi na ukraińską infrastrukturę elektroenergetyczną, co w Odessie oznacza częste i coraz dłuższe przerwy w zasilaniu (blackouty).
„Blackout”. To słowo natychmiast obudziło mojego wewnętrznego preppersa.
Nasz system energetyczny nie jest może narażony na ataki rakietowe, ale na ekstremalne zjawiska pogodowe jak najbardziej. Solidna awaria którejś z kluczowych linii może sprawić, że na kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt godzin stracimy prąd w gniazdkach. I zostaniemy z kilkoma czołówkami i świeczkami oraz mnóstwem bezużytecznych w tym momencie urządzeń elektrycznych.
Właśnie w takim momencie wchodzi do akcji stacja zasilania, zwłaszcza tam, gdzie nie da się zastosować spalinowego agregatu prądotwórczego: na przykład w mieszkaniu w odeskim wieżowcu. Lub w wieżowcu warszawskim.
Co więc trzeba wiedzieć, żeby świadomie zaopatrzyć się w stację zasilania na wypadek blackoutu?
Rodzaj akumulatora
Większe stacje zwykle mają baterie litowo-żelazowo-fosforanowe (LiFePO4), te bardziej przenośne, ale o mniejszej mocy – litowo-jonowe lub litowo-jonowe NMC. LiFePO4 są cięższe i droższe, ale mają wyższą żywotność i poziom bezpieczeństwa.
Żywotność
Baterie LiFePO4 mogą przejść nawet kilka tysięcy cykli ładowania, co nawet przy regularnym wykorzystaniu oznacza kilkanaście lat bez ich konieczności wymiany.
Moc
Ten parametr określa, czy stacja będzie w stanie zasilić wszystko to, co chcesz do niej podłączyć. Suma mocy tych urządzeń musi być – z bezpiecznym zapasem – mniejsza niż moc znamionowa stacji. Najwięcej potężnych odbiorników jest oczywiście w kuchni (patrzę na ciebie, mikrofalo!).
Pojemność
Jeśli podana jest w Wh, możesz łatwo policzyć, przez ile czasu możesz podtrzymać działanie danego urządzenia. Weźmy na przykład telewizor: jeśli ma on około 120 W mocy, to stacja o pojemności 1000 Wh (1 kWh) pozwoli używać go przez około osiem godzin (tylko pamiętaj, że w tym przypadku musisz doliczyć jeszcze zużycie prądu przez konsolę…).
Modułowość
Możliwość podłączenia do stacji dodatkowego akumulatora to cenna opcja, bo wydłuży czas zasilania twoich urządzeń.
Opcje ładowania
Blackout może być na tyle długi, że zużyjesz całą zgromadzoną w stacji energię. Jak więc w potrzebie zasilić stację zasilania? (a jak w śnieżycę dojeżdżają do pracy załogi pługów śnieżnych?). Jedną z możliwości – przydatną także w użytkowaniu turystycznym – są składane panele słoneczne.
Integracja z instalacją domową
Stacji możesz używać jak powerbanku, podłączając poszczególne odbiorniki do jej gniazd, ale może też być zainstalowana (wyłącznie przez dyplomowanego elektryka!) – na stałe i w razie blackoutu przejąć zasilanie całego mieszkania. To grubszy temat i może wymagać zgody twojego dostawcy energii.
Specjalne potrzeby
Do zasilania pieców CO albo na przykład domowych urządzeń medycznych możesz potrzebować wyspecjalizowanych źródeł awaryjnego zasilania. Koniecznie sprawdź, czy wybrana stacja poradzi sobie z takim zadaniem.
A skoro blackout jest już ogarnięty, zataczam koło i wracam do rozważań outdoorowych: jakie nowe możliwości daje nam stacja w czasie wypadów?
Moglibyśmy przez kilka dni komfortowo obozować poza campingiem, choćby na jakiejś estońskiej dzikiej plaży. Albo zabrać projektor i składany ekran, żeby zrobić z przyjaciółmi weekendowe letnie kino na łące nad Pilicą. Pomysłów przybywało, ale nagle uderzyła mnie myśl: czy przypadkiem nie ruszamy „w przyrodę” właśnie po to, żeby na jakiś czas pobyć off grid?