Prawo do bycia głupim. Czego uczą nas bezdzietni znajomi

Prawo do bycia głupim. Czego uczą nas bezdzietni znajomi - Fathers.pl
Ilustracje: Midjourney
Felieton

Słuchaj w formie podcastu

Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Agnieszka Matan - nasza bezdzietna ciotka przychodzi z dobrą radą: jesteśmy przebodźcowani powagą. Zamiast udawać dorosłego, odpuść. Zjedz zapiekankę. Zagraj w głupią grę. Pozwól sobie na bycie dzieckiem.

Co może doprowadzić rodzica do szewskiej pasji? Porady bezdzietnych. A że dzieci nie mam, za to – w związku z czym – dysponuję akurat wolną chwilą, chciałabym omówić pewien istotny aspekt rodzinnych wakacji. A na rodzinnych wakacjach akurat się znam, bo dyżuruję jako etatowa ciotka, czyli ktoś, kto zawsze wygrywa z rodzicami: nie muszę się martwić wizytą dziecka u ortodonty (i na nią odkładać), ani pilnować, czy ktoś odrobił lekcję. Jestem od rozrywek i zachwytów. Nad waszymi dziećmi.

Przed wakacjami presja osiąga niemożliwe rozmiary.

Gdy robi się ciepło, całe miasto wyklejone jest wielkoformatowymi rodzinami (koniecznie 2+2, bo najwyraźniej według biur turystycznych mniejsza rodzina nie nadaje się na rodzinne wakacje), które zostały spontanicznie sfotografowane na plaży na Zanzibarze. Wszyscy są radośni, beztrosko podrzucają kapelusze i piłki, ojciec z matką wygrali konkurs Miss Universe, a ich dzieci po tej wesołej zabawie oddalą się, by w spokoju czytać lektury szkolne na przyszły rok.

Prawo do bycia głupim. Czego uczą nas bezdzietni znajomi
Prawo do bycia głupim. Czego uczą nas bezdzietni znajomi

„Najlepsze są wspólne wakacje – w tureckim raju”, „Wakacje – sam ich sobie pozazdrościsz”, „Costa Brava – odpoczynek dla rodziców, radość dla dzieci” i moje ulubione – „All inclusive szczęścia dla całej rodziny”. To są hasła biur turystycznych. Wielu opiekunów ogniska domowego dało się skusić temu, co obiecują. Rzeczywistość zazwyczaj wygląda tak: uwięzieni na Costa Brava nieletni płaczą, że jest nudno i że nie ma ulubionej pizzy, a ich opiekunowie przyparci do muru bezsilności wypowiadają – tonem nadmiernie podniesionym – żenujące zdania w stylu: „Wiesz, gdzie ja jeździłam na wakacje w twoim wieku?”. Dzieci nie wiedzą i wcale nie dopytują, a rodzic toczy wewnętrzną walkę, żeby w tym momencie nie opuścić swoich podopiecznych i nie wsiąść na pierwszy możliwy prom w nieznane. Ja to wszystko rozumiem i bardzo z wami empatyzuję, ale…

…po takich rodzinnych wakacjach zgłaszacie się do nas – bezdzietnych – bo jak sami mówicie – tak wiele czasu spędziliście z dziećmi, że musicie zrobić „coś dorosłego”.

Za to ja odsiedziałam z rodzicami, którzy chcą robić „dorosłe” rzeczy tyle, że dłużej milczeć nie mogę. Będę brutalna, ale pora na prawdę: wasze marzenie o robieniu „dorosłych” rzeczy, które przynoszą ukojenie, jest takim samym oszustwem jak obietnice biur podróży.
Na obronę mojej tezy przeprowadźmy symulację dnia po powrocie z wakacji, kiedy pełni nadziei biegniecie robić „dorosłe” rzeczy. Pytanie badawcze nr 1: Czy da się napoić dorosłością na zapas? Pytanie badawcze nr 2: Czy na pewno warto? Zapraszam do sanatorium dorosłości.
Na pewno jesteście zmęczeni wakacyjnym jedzeniem – za dużo chipsów, gofrów i pizzy słabej jakości. Wybierzmy się zatem na „dorosłą” kolację. Niech to będzie koncept talerzykowy – ostryga z nasturcją w towarzystwie granity z jabłka i szczawiu, stracciatella z bobu, consommé ze skorzonery. Nie wiemy, co jemy i jest tego tak mało, że robimy to wolno, udając, że wszystko w porządku. I koniecznie wino naturalne, wszystko nam jedno, czy to cabernet sauvignon czy sauvignon blanc, ale cierpliwie słuchamy dwugodzinnej opowieści o tym, jak doskonale łączą się w nim kwasowość, taniny i ciało. Rozmowy o winie są takie „dorosłe” i takie ciekawe. A przed nam jeszcze więcej!
Porozmawiamy o polityce i stanie zdrowia. Módlmy się tylko, żeby przy naszym dorosłym stole nie było nikogo z kontuzją kolana, bo przejmie nasz segment zdrowotny na kolejną godzinę. Niestety, „kolaniarze” kochają swoje schorzenia i są precyzyjni do bólu w kwestii szczegółów

Mężczyźni z naderwaną rzepką nie odpuszczą nigdy możliwości, aby pokazać wszystkim zebranym zdjęcia z USG swojego kolana, które mają w telefonie (kochają też swój trenażer, ale nie mogą go używać ze względu na tragiczny stan rzepki).

Gdy szczęśliwie dotrwamy do końca konsylium, pozostaną jeszcze do omówienia zagadnienia tak palące jak materac – gdzie najlepiej go kupić i dlaczego zawsze jest za twardy, najnowsze zjawiska w internecie, które były popularne pół roku temu oraz Top 10 wydarzeń z przeszłości, bo kiedyś to się działo, pamiętacie?
Najedzeni, napojeni i wyposażeni w niezbędną wiedzę do przetrwania powinniśmy jeszcze postawić na „dorosłą” rozrywkę. Ach, wy przeklęte przeboje letnich dyskotek, koniec z wami! Żegnajcie prymitywne cymbergaje! Teraz dorośli wchodzą na salony i wybiorą się na koncert muzyki eksperymentalnej, zahaczając o wystawę drzeworytu japońskiego. Porzucą fluorescencyjne odcienie sztucznych włosów wplatanych w wakacyjne warkoczyki na rzecz ciemnych płaszczy, gładkich fryzur i półuśmiechu, bo dorośli nie szczerzą się w miejscach publicznych. Dorośli myślą. Nigdy nie jedzą z otwartymi ustami i nie tracą czasu na scrollowanie. Robią to tylko po kryjomu.
Poszłam ostatnio na urodziny pewnego jedenastolatka. Jak to zazwyczaj przy takich okazjach bywa, po zjedzeniu tortu nastąpiła niezręczna chwila. Bo dorośli zajęli się swoimi tematami – tym razem padło na ogrzewanie podłogowe, a jubilat siedział przy stole i zapewne marzył o chwili, w której będzie mógł być w jakimś ciekawszym świecie z ciekawszymi ludźmi. Na przykład w świecie Robloxa. Zaproponowałam więc grę. Jubilat miał słuchawki, z których leciała głośna piosenka, a ja do niego mówiłam i musiał z ruchu warg odczytać, co to za słowa. Okazało się, że gra była konkurencją dla tajników systemów grzewczych i wszyscy dorośli też chcieli zakładać słuchawki i odgadywać słowa. Clue zabawy polega na tym, że bardzo trudno jest cokolwiek rozszyfrować, a im dziwnej się odpowiada, tym jest śmieszniej. Tylko dziadek odmówił wspólnej zabawy. Stwierdził, że „nie będzie z siebie robił głupka” i uciekł do ogrodu, aby doglądać roślin.
I prosto z ogrodu poważnego dziadka przechodzimy do tajemnicy wszechświata, którą otrzymujecie państwo ode mnie za darmo.

Prawo do bycia głupim. Czego uczą nas bezdzietni znajomi
Prawo do bycia głupim. Czego uczą nas bezdzietni znajomi

Nie trzeba kupować dostępu do ebooka, ani zapisywać się na warsztaty na Kostaryce. Rodzice po wakacjach z dziećmi powinni mieć czas na zabawę bez dzieci. NA ZABAWĘ. Wy się chcecie bawić, chcecie jeść niezdrowe jedzenie, chcecie wydawać pieniądze na głupoty, spędzać czas bezproduktywnie i zjeżdżać z najwyższej zjeżdżalni w aquaparku. Chcecie nie martwić się o dzieci, tylko nimi być. Być rozwydrzonymi ośmiolatkami, które nie muszą zawsze tryskać entuzjazmem i zachęcać kogokolwiek do zwiedzania muzeum hafciarstwa. Potrzebujecie czasu, w którym możecie być głupi, leniwi i umiarkowanie odpowiedzialni, otwarci na przygodę i na to, że zatrujecie się zapiekanką. Potrzebujecie głupich gier i głupich aktywności, bo jesteście za mądrzy. Znacie budowę kolana, zakładacie fotowoltaikę i doktoryzujecie się z zakresu suplementów diety. Ale jesteście zmęczeni.
Redakcja „Fathers” zamówiła u mnie felieton o tym, jak odpocząć po wakacjach z dziećmi. Odpowiadam: pozwalając sobie na bycie dzieckiem.
Pozdrawiam. Wasza bezdzietna, ale z zamiłowania – głupia.

 

Czytaj więcej