Poszetka: pięć metrów nici
Słuchaj w formie podcastu
Jeśli tak jak i my błądziłeś gdzieś po bezdrożach, myśląc, że poszetkę ot tak wpycha się do kieszeni, nie martw się i przeczytaj ten tekst. Zapraszamy do świata, gdzie jedwabne grochy wymagają „złamanego diamentu”, a lniana chropowatość to jeden z ośmiotysięczników elegancji – Małgorzata Loeffler o łódzkich poszetkach.
Marcin Bogusławski, łódzki krawiec, szył przez osiem tygodni. Wcześniej zdjął miarę, przygotował wykrój i wspólnie z klientem, po tym jak ten wpłacił zaliczkę, wybrał tkaninę – włoską wełnę czesankową, sprężystą i oddychającą, o gładkiej, niemal „chłodnej” w dotyku fakturze. Do tego poszetkę.
Forma podąża za ciałem
Garnitur w stylu włoskim zaprojektowany jest tak, aby idealnie przylegać do ciała, podkreślać sylwetkę i zapewniać swobodę ruchu bez utraty lekkości formy. W krawiectwie bespoke (na miarę) o to właśnie chodzi – ubranie ma zapewnić pełen komfort noszenia.
Zrobiony jest z wysokogatunkowej wełny, z minimalnym wypełnieniem pomiędzy tkaniną wierzchnią a podszewką, opartym na naturalnej włosiance – tradycyjnym sztywniku krawieckim – dzięki której konstrukcja pozostaje miękka i oddychająca. To tkanina z osnową bawełnianą i wątkiem z włosia końskiego, które pochodzi wyłącznie z ogona, nigdy z grzywy, bo wówczas włos byłby za miękki. Cieniutkie nici łączą włosiankę z tkaniną, tworząc całość sztywną, ale też sprężystą. Garnitur z takim wypełnieniem nigdy się nie gniecie i „podąża” za ciałem.
Ramiona są uszyte w neapolitańskim stylu spalla camicia. Rękaw wszyto bezpośrednio w otwór ramienia, czyli tak, jak się szyje koszule, a przy główce rękawa delikatnie marszczy się materiał. Do tego poszetka z lnu, o wymiarach trzydzieści na trzydzieści centymetrów. Wyraźnie widoczny jest na niej splot tkaniny, ponieważ włókna nie są gładkie. Znać więc charakterystyczne zgrubienia nici, drobne nieregularności, które układają się w lekko chropowatą siatkę.
Gdy jest już gotowa, krawiec chwyta palcami w samym środku i unosi, pozwalając, by rogi swobodnie opadły. Następnie składa dół do środka i wsuwa do kieszeni brustaszy. Palcami nadaje jej luźny, nieregularny „puff” – to naturalne ułożenie poszetki z lnu.
Pracownia
Do pracowni Marcina Bogusławskiego przychodzą różni klienci, najczęściej mają od trzydziestu pięciu do pięćdziesięciu lat. Zamawiają garnitury przeważnie z okazji rodzinnych wydarzeń: ślubów, chrztów, komunii. Są też tacy, którzy potrzebują ubrania na spotkanie biznesowe albo wyjazd służbowy. Chcą też do kompletu poszetkę.
Radzą się: jaka tkanina będzie najlepsza, na jaki rozmiar się zdecydować, czy lepiej wybrać większą, z jakiej tkaniny nie będzie się zapadać w kieszeni, jaki wzór pasuje do formalnego garnituru, a jaki do zestawu dziennego, czy można ją prasować i w jaki sposób, jak prać lub czyścić, żeby nie straciła kształtu. Krawiec dobiera rodzaj poszetki do marynarki, koszuli lub krawata. Podkreśla, że najważniejsze jest, aby nie były z tej samej tkaniny. Klienci najczęściej chcą, aby uszyć ją z tego samego materiału co koszulę.
Ale najważniejsza jest krawędź materiału – Bogusławski delikatnie zawija ją do środka i przez około czterdzieści pięć minut obszywa drobnym, regularnym ściegiem. Potrzebuje do tego pięć metrów nici, która podczas szycia niemal znika w strukturze tkaniny; brzeg ma miękką, lekko falującą linię.
Mistrz
W 2010 roku Bogusławski założył serwis internetowy PewienPan.pl, który był pierwszym w Polsce sklepem online tego typu. W asortymencie było wszystko: wiązane muszki, krawaty czy poszetki, dodatki projektował i szył ręcznie wraz z żoną, w domu. Pierwszą pracownię krawiecką otworzył w 2016 roku, a trzy lata później przejął zakład, w którym pracuje do dziś. Pod tym adresem przez trzy dekady działał mistrz krawiectwa Tadeusz Baś – spod jego ręki wyszło ponad tysiąc garniturów i sześćset poszetek. To on nauczył Marcina Bogusławskiego, jak rozmawiać z klientem.
To ważne, bo w szyciu na miarę kształt ubrania powstaje już podczas pierwszego spotkania – dlatego, jak uczył mistrz, krawiec powinien najpierw wsłuchać się w potrzeby.
Pytać trzeba więc o codzienność: o to, jak klient pracuje, jak się porusza, czy więcej siedzi, czy chodzi, czy gestykuluje.
Trzeba przy tym patrzeć na ramiona, kształt pleców i proporcje ciała. Wszystko po to, by garnitur wraz z poszetką w brustaszy podążał za ciałem, a nie je korygował.
Szuflada
W szufladzie pracowni krawieckiej leżą wszystkie: lniane, jedwabne i wełniane, każda złożona inaczej. Krawiec zamawia tkaniny najwyższej jakości z włoskich i angielskich tkalni, takich jak Holland & Sherry, Loro Piana czy Ermenegildo Zegna. Lniane składa się luźno, na pół lub w prostokąt, by zachować ich naturalną chropowatość. Mieszanki lnu z jedwabiem miękko, z jednym rogiem lekko wysuniętym. Jedwabne leżą złożone niemal na płasko, żeby nie łamać światła na powierzchni tkaniny. Wełniane i wełniano-jedwabne składa się już gęściej, w mniejsze kostki, tak by trzymały formę i spokojnie czekały na chłodniejsze dni.
Klienci
Mężczyźni zazwyczaj przychodzą sami, choć czasem towarzyszą im żony; to one niemal od razu biorą do ręki różne poszetki i przykładają do marynarki, sprawdzając kontrast, temperaturę bieli, to, czy faktura nie „gryzie się” z tkaniną. Zdarza się, że zaglądają tu po prezent dla mężczyzny – skupiają są wówczas na detalu, pytają o różnicę między jedwabiem drukowanym a tkanym, między lnianą poszetką na lato a tą, która ma przetrwać cały dzień.
Są i tacy, którzy przynoszą poszetkę sprzed lat, z wytartym brzegiem, czasem jeszcze ręcznie rolowanym. Proszą, by ją odtworzyć: ten sam rozmiar, podobny splot, tylko biel ma być nowa i świeższy materiał. Ktoś inny chce poprawić: przeszyć brzeg, zmniejszyć format, bo poszetka zapada się w kieszeni albo przeciwnie, wypycha ją zbyt mocno. Zdarzają się też tacy, którzy mają ze sobą katalog albo zdjęcia w telefonie. Pokazują fotografie poszetek wypatrzonych w londyńskich sklepach lub foldery przywiezione ze spaceru po londyńskiej Savile Row. Pytają, czy rulon z brzegu da się zrobić ręcznie albo czy ten i ten rozmiar będzie lepiej wyglądał w ich marynarce.
Naprawa poszetki kosztuje około stu złotych, natomiast nową można kupić w przedziale od stu do stu pięćdziesięciu złotych, w zależności od rodzaju tkaniny i sposobu wykończenia. Dwuczęściowy garnitur szyty na miarę to już spory wydatek: od czterech tysięcy trzystu do sześciu tysięcy złotych, w zależności od wybranej tkaniny i stopnia skomplikowania konstrukcji.
Cztery wzory, cztery materiały
Klienci najczęściej zamawiają poszetki w grochy – są uniwersalne i łatwe w noszeniu. Ten wzór najlepiej sprawdza się na jedwabiu, zarówno gładkim, jak i satynowym. Zimą i jesienią częściej wybierają poszetkę z wełny z nadrukiem, wykorzystywaną do kieszeni marynarek z wełnianej flaneli czy tweedu. Poszetka w grochy najlepiej sprawdza się w ułożeniu w tak zwany złamany diament lub jeden punkt.
Poszetka paisley (klasyczny, perski motyw w kształcie zakrzywionej łezki, migdała lub kropli), pojawia się na jedwabiu drukowanym, który najlepiej oddaje wzór, jego płynność linii i głębię koloru. Najładniej wygląda w ułożeniu miękkim i swobodnym, jakby wodospadowym, w którym tkanina „wylewa się” z brustaszy, pokazując fragment poszetki i jej ornamentalny charakter.
Te inspirowane klasycznym malarstwem wykonywane są najczęściej z jedwabiu, który pozwala oddać detale dzieła sztuki, światło i subtelne przejścia tonalne. To na nim najlepiej wyglądają reprodukcje dzieł dawnych mistrzów, fragmenty obrazów Caravaggia, Vermeera, Rembrandta czy Turnera. Alternatywą dla jedwabiu bywa bawełna o gęstym splocie, taka jak popelina lub batyst. Daje ona bardziej ilustracyjny efekt i sprawia, że motyw przypomina graficzny cytat z obrazu, a nie jego dosłowną reprodukcję. Tutaj najlepiej sprawdzają się ułożenia „puff” lub „wodospad”, które pokazują jedynie fragment kompozycji.
Osobną kategorią są białe poszetki lniane, będące punktem odniesienia dla wszystkich wzorów. Szyte z naturalnego lnu, matowe i surowe w fakturze. Dla poszetki z lnu najlepszym i najbardziej klasycznym sposobem ułożenia jest TV fold, czyli prosty, poziomy pasek wystający z brustaszy na jeden–dwa centymetry.
Człowiek
W pracowni wiszą teraz trzy gotowe garnitury uszyte na ślub. Każdy z nich ma w brustaszy poszetkę, są dwie jedwabne i jedna lniana. Jedwabne ułożone są miękko: pierwsza w swobodny, zaokrąglony „puff”, który lekko unosi się nad krawędzią kieszeni, druga w delikatny, jednorożny układ przypominający płatek tulipana. Lniana jest złożona klasycznie, w wąski, poziomy pasek o matowej fakturze. Lada dzień ktoś je odbierze.