Rafał Żak: Oraz bardzo niewiele odpowiedzi
Zadzwonił Filip: mówi, że „Fathers”, że to super projekt, i że mogę pisać felietony. Pomyślałem sobie: „Pisać umiem, dzieci mam (Starszego, dwanaście lat i Młodszą, osiem lat), czas jakoś znajdę, idę w to. Doczytałem, co to felieton, zrobiłem sobie listę tematów wartych poruszenia w kilku pierwszych tekstach. Poczułem nawet przez chwilkę, że zawsze chciałem to robić i że zaczyna się coś dobrego.
Dzisiaj siadam do biurka – tydzień po deadline. Mam kawę i będę się próbował wywiązać z obietnicy napisania czegoś, co jest „gatunkiem publicystycznym utrzymanym w osobistym tonie, lekkim w formie, wyrażającym punkt widzenia autora” (za Wikipedią). Myślę sobie: „Pójdzie łatwo”. W końcu całe zawodowe życie mówię, jak jest, uczę, pomagam rozwijać ludziom kompetencje, zwykle mam przemyślenia, miewam mocne sądy, którymi się dzielę. Bardzo szybko zaczynam zdawać sobie sprawę, że w obszarze dzieci/fathers/wychowywanie mam dużo pytań. Oraz bardzo niewiele odpowiedzi.
I tak każdego dnia.
Dla przykładu: Netflix pokazuje ostatni sezon Stranger Things, oglądamy go rodzinnie – popcorn, herbatka. Nie wiem, czy powinniśmy. Wmawiamy sobie, że będziemy się przyglądać temu, jak to wpływa na dzieciaki, czy zasypiają spokojnie, czy się nie budzą w nocy.
Tłumaczymy, że ta przemoc na ekranie jest taka bardziej komiksowa, że to nie jest realistyczny film, a te demogorgony to jakby z bajki.
Kiedy znajomi dziwią się, że Młodsza to z nami swobodnie ogląda, używamy przećwiczonych odpowiedzi: „Wiecie, ona przy starszym bracie wszystkie filmy zaczynała szybciej, widzimy, że radzi sobie emocjonalnie”. A może jest jednak inaczej? Że właśnie odbieramy im spokój ducha, bo czujemy się dobrze z tym, że to nasze pierwsze popkulturowe doświadczenie, które możemy ze sobą dzielić?
Śnieg spadł. Leży trzeci dzień, idziemy na sanki. Jutro pewnie zima się skończy. Czy powinienem im mówić, jak bardzo mi smutno, że jeżdżą na sankach chyba po raz czwarty w życiu? Po co ja ich uczę tego, że jak się zjedzie, to z powrotem się wchodzi bokiem stoku, przecież to im się i tak już w życiu nie przyda. Czy my ich dobrze przygotowujemy do wyzwań przyszłego świata? Czy kiedyś walkę o zasoby przegrają z tymi, którzy zamiast komunikacji bez przemocy uczą się dzisiaj przemocy bez komunikacji?
Młodsza chodzi na taniec jazzowy. Za kilka tygodni jest występ: dom kultury, wejście biletowane, specjalny strój, duża rzecz. Na każdych zajęciach, tydzień po tygodniu, dzieci ćwiczą układ. Ostatnio pozwolili nam, rodzicom, wejść pod koniec i popatrzeć. Młodsza poprosiła mnie, żebym wyszedł, że chce, żebym zobaczył występ dopiero na scenie, a dzisiaj będzie się lepiej czuła beze mnie. Czy powinienem myśleć tylko o zapewnianiu jej poczucia bezpieczeństwa, czy też w takich sytuacjach oswajać ją z trudnościami i brakiem komfortu?
Czy nie powinno się wrzucać dziecka na głęboką wodę, hartować, uodparniać?
Jak z nią o tym rozmawiać? No i najważniejsze: czy to normalne, że czuję się z tym źle, czy to jednak tylko mój brak dojrzałości?
Od chłopca z klasy wyżej Starszy usłyszał: „Zajebię cię!” Poszło o jakieś potrącenie łokciem w kolejce na stołówce, zakończone wylaniem kompotu. Starszy zareagował tak, jak go zawsze uczyliśmy: stawiasz granicę, a później zgłaszasz sprawę nauczycielowi, który jest w pobliżu. Ja wiem, że w sumie lepiej być w sytuacji, w której twoje dziecko w szkole słucha takich słów, a nie je wypowiada. Ale dlaczego w ogóle ktoś tak do niego powiedział? Jak śmiał? Czy jego rodzice już wiedzą? Co szkoła z tym zrobi? Nie chcę, żeby moje dzieci musiały słuchać takich słów. Skąd we mnie to naiwne myślenie, że tego da się w życiu uniknąć? A z drugiej strony, dlaczego czuję, że chciałbym mu opowiedzieć, jak takie sprawy załatwiało się na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych w mojej podstawówce? I dlaczego chcę to zrobić pomimo tego, że sam przecież nigdy tych spraw w swoich czasach szkolnych tak nie załatwiałem?
I codziennie zdarzenia w tym stylu.
Przecież wiem, że „gdybyś miał wszystkie gotowe odpowiedzi, to by oznaczało, że przestałeś słuchać, patrzeć i się martwić”. Albo że „ojcostwo to jedyna rola w moim życiu, w której im bardziej się staram, tym mniej mam pewności, że robię dobrze”. Bla bla bla.
Nic to, dzisiaj rusza „Fathers” Będę tu pisał i czytał. Dostanę swoje odpowiedzi, na pewno. W końcu, mój drogi „Fathers”, będziesz mi je przynosić, prawda? Obiecujesz?