Motor to nie rumak, trzeba go zdziczyć

Motor to nie rumak, trzeba go zdziczyć - Fathers.pl
Marlon Brando jako Johnny Stabler w filmie Dziki
Motocykle Poradnik #custom #przerabianie motocykli

Słuchaj w formie podcastu

Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Wszystko zaczęło się od Marlona Brando i wojennych ran, które amerykańscy chłopcy leczyli rykiem silników na bezkresnych drogach. Dziś budowanie customów to ucieczka od plastiku i manifestacja indywidualizmu w świecie seryjnej produkcji – Tadek Michalski podpowiada, jak przerobić motor, by stał się czymś więcej niż tylko środkiem transportu.

– To jest newsboy hat albo greaser hat – powiedział o swojej czapce kumpel, który namówił mnie kiedyś na przeróbkę motocykla. – Marlon Brando miał taką w Dzikim – dodał. Kupiła mu ją żona, żeby mógł się poczuć tym swoim buntownikiem – byle po pracy. To on wciągnął mnie w przerabianie.

Czapka, jeśli chodzi o mnie, to przesada, za to film z Marlonem jako Johnnym Stablerem oczywiście obejrzałem. W tym jakby westernie przeniesionym w realia lat pięćdziesiątych XX wieku szukać należy źródeł kultury przerabiania motocykli. Czyli robienia customów – indywidualizowania wyglądu motorów, ale w ramach konkretnej konwencji.

Chłopaki z bandy Dzikiego są głośni i konfrontacyjni, manifestują pogardę wobec norm. Noszą czarne, skórzane kurtki motocyklowe typu Schott Perfecto, zwane – znacznie później w Polsce – ramoneskami. Podwijają nogawki jeansów, żeby odsłonić wysokie, ciężkie buty – robocze, może wojskowe. Nie są łobuzami. Zresztą może i są, ale już na pewno nie bandytami – czujesz, że mają prawo, by się złościć, i z nimi sympatyzujesz.

– Hey, Johnny, what are you rebelling against? / Hej, Johnny, przeciwko czemu się buntujesz? – pyta Dzikiego dziewczyna w barze. – What d’you got? / A co masz? – odpowiada jej.

„Nikt nie będzie mi mówił, co mam robić” – mówi też w innej scenie, gdy dowiaduje się, że stary dziewczyny, którą podrywa, jest szeryfem w tej dziurze.

Te chłopaki to młodzi Amerykanie z miejskiej klasy robotniczej. Nie mają żadnego celu, po prostu prują na swoich maszynach przed siebie. Nie znaleźli dla siebie miejsca w skostniałym społeczeństwie – zdemobilizowani po drugiej wojnie światowej, i przez tę wojnę zdemoralizowani – odrzucili rolę trybików w odrodzonej przez przemysł wojenny gospodarce. Doświadczyli traumatyzującej przemocy i dyscypliny, ale także wspólnoty, braterstwa oraz poczucia sensu. Do pracy w fabrykach raczej się nie nadawali. Na szczęście mieli te swoje amerykańskie drogi oraz tysiące motocykli Harley Davidson i Indian – z demobilu, dostępnych za grosze.

Motocykl buntownika musiał być wyjątkowy. Standaryzacja i zaprojektowane formy to było coś, od czego chcieli uciec.

Musiał też być szybki. Żeby ciężkie amerykańskie maszyny mogły dorównać tym angielskim, które chłopaki poznali w Europie, trzeba było pozdejmować z nich wszystko, co zbędne. Naked bike – jak każdy szczery styl także i ten powstał z potrzeby. Motory chłopaków są więc gołe. Mają tylko to, co naprawdę potrzebne: ramy, silniki i sakwy.

A mnie po co?

Też chciałem być trochę rebel. Miałem Suzuki DR 800 – dużego enduro z lat dziewięćdziesiątych, ale zobaczyłem, że bez plastikowych śmieci wygląda… pięknie. Musiałem tylko znaleźć nowy zbiornik paliwa, duży, o klasycznych rysach. Trzeba było też zrobić kanapę na zamówienie i zamontować nowe lampy. Tylko tyle, by narodził się mój kochany – dokładnie taki jak chciałem. Mogłem teraz poudawać Johnny’ego, i jeździć bez celu, żeby przewietrzyć głowę.

Pewnie, że dałoby się to robić także i na motorze seryjnym, ale czułem, że lepiej mi z tym smaczkiem rebelii.

Przerabia się po to, by wyrazić swój indywidualizm, symboliczny bunt i po prostu – żeby mieć najfajniejszy motocykl, jedyny taki, własny.

Konwencje przerabiania
Niby chodzi tylko o to, żeby zrobić swój motor po swojemu. Można by oczywiście dać upust wyobraźni i zadrwić ze wszelkich konwencji – może taki rodzaj postmodernistycznego buntu byłby najmocniejszy, ale po co, skoro istnieją utrwalone już w kulturze style, z których można wybierać.

Scrambler
Motocykl do wszystkiego, pojedzie po ekspresówce i po łące. To maszyna dla naśladowców Dzikiego. Nazwa pochodzi od czasownika „scramble” – tak właśnie Johnny mówił na jeżdżenie bez celu. Dzisiejsze modele to motocykle wysoko zawieszone z uniwersalnymi oponami semi-offroad. Często z wysoko zamocowaną rurą wydechową i szeroką kierownicą. Nie mają owiewek ani innych zbędnych plastików – ewentualnie owalne tarcze na bokach, na których umieszcza się numer startowy na wyścigach.

Motor to nie rumak, trzeba go zdziczyć
Scrambler
Motor to nie rumak, trzeba go zdziczyć
Chopper

Chopper
W legendarnym Easy Rider Peter Fonda jako Wyatt i Dennis Hopper jako Billy przemierzają Stany właśnie na chopperach; na końcu strzela do nich jakiś redneck, któremu… przeszkadzały długie włosy tej dwójki hippisów.

Tego typu customy też powstały po coś – na wyścigi drag racing, czyli krótkie przejazdy na czas po prostym torze. Robi się je z motocykli turystycznych, odchudzając ze zbędnych części, wydłużając widelce oraz montując małe, czyli lekkie zbiorniki paliwa, które mają pomieścić paliwa tylko tyle, ile trzeba.

Choppery kojarzą się dziś z gangami motocyklowymi. Gangusy na plecach kurtek noszą logo swojej bandy i nazwę, która ma na końcu skrót MC (Motorcycle Club). Filmowy Dziki należy do BRMC – Black Rebels Motorcycle Club.

Po zamieszkach motocyklistów w kalifornijskim Hollister w 1947 roku, Amerykańskie Stowarzyszenie Motocyklistów wydało oświadczenie: 99% motocyklistów to porządni, przestrzegający prawa obywatele. Od tego czasu na kurtkach maluje się symbol 1%.

Cafe racer
Na początku lat sześćdziesiątych wokół londyńskich kawiarni Ace Cafe i Busy Bee Cafe zbierało się towarzystwo chłopaków na motorach. Rockersi wyglądali tak samo jak amerykańscy greasers, ale motocykle przerabiali inaczej. Maszyny musiały być szybkie, lekkie i zwrotne – tak żeby wygrać wyścig po miejskich ulicach. Cafe racers, tak samo jak maszyny greasersów, były gołe. Znakiem rozpoznawczym naśladujących je dziś customów są niskie i wąskie kierownice, pozwalające przyjąć przygiętą, aerodynamiczną postawę wyścigową. Lusterka na tych kierownicach są małe i wygięte w dół – to największy bajer.

Motor to nie rumak, trzeba go zdziczyć
Cafe racer
Motor to nie rumak, trzeba go zdziczyć
Bobber

Bobber
To custom wzorowany na maszynach gangu Dzikiego, czyli odchudzone i zindywidualizowane „turystyki”. Czasownik „to bob” w potocznym użyciu znaczy „obcinać” albo „skracać”. Stylówka czerpała z motocykli startujących w zawodach Flat Track, czyli klasycznych amerykańskich wyścigach po owalnym ziemnym torze – szczególnie ważne są tu szerokie i podwyższone kierownice.

Lans czy punk rock
Jedni wolą biwak, inni butikowy hotelik. Czyste, perłowe powierzchnie albo rdzę i punk rock. W świecie customów każdy znajdzie swoją ścieżkę.

Wyspecjalizowane warsztaty robią motory na zamówienie, śliczne – takie do dbania. Są modne marki rur wydechowych, filtrów powietrza, lusterek, wszystkiego. Można się tu spełnić w gadżeciarstwie.

Wśród tego typu customów można znaleźć te najpiękniejsze, które w dodatku burczą jak marzenie.

Jest też droga dla antyestetów – tym bliżej do chłopaków Dzikiego niż londyńskich rockersów, których motory miały pięknie wyglądać zaparkowane pod kawiarnią.

Maszyny budowane na popularne w latach pięćdziesiątych wyścigi flat track, najlepiej wyglądały styrane i ubłocone. Tak fajnie, że niektórzy do dziś budują swoje motocykle, żeby prezentowały się tak zawsze, nawet po umyciu. Rat style, czyli po szczurzemu, z rdzą, krzywymi spawami i kontrolowanym zdezelowaniem. Szczurami mogą być scramblery, bobbery i cafe racery – to tylko kategoria estetyczna.

Jak przerabiać

Nie każdy motor będzie wyglądał fajnie po ogołoceniu. Im starszy, tym lepszy, współczesna elektronika nie lubi się z rebelią. Wybierz więc styl, który najbardziej ci odpowiada. Potem znajdź dobrego klasyka, na przykład BMW R100, mocarnego boksera z tym swoim kanciastym tankiem. Potrzebujesz też dobrego mechanika, który rozumie, o co biega.

Suzuki nie jest klasycznym wyborem pod custom, więc osoba szukająca „podstawy” z myślą o przeróbce, wybierać powinna raczej spośród konkretnych modeli, które dobrze nadają się do ogołocenia.

Silnik musi był ładny, skoro jest goły. Ważne są też cylindry, a cylinder mojego Suzuki – pojedynczy, ale duży i wariat – wygląda fajnie. Na przykład rzędówka, czyli dwa lub więcej małych cylindrów ustawionych w rzędzie nie jest sexy. Lepiej wygląda jeden porządny gar, a jeszcze lepiej dwa w układzie V albo bokser. V równoległy mają Harleye i ich naśladowcy, V poprzeczny to Moto Guzzi albo customowy klasyk – Honda CX 500. Boksery to motocykle BMW, na czele z legendarną serią R. Inżynierowie bawarskiej marki stoją też za serią K, które wyposażono w specyficzne silniki rzędowe, ale położone w poziomie – tak zwane „kasety”.

Gdy masz już motor, czyli podstawę, zaczynasz. Wyrzucasz, odcinasz i skracasz. Dodajesz nowe bajery i koniecznie dbasz o dobry serwis mechaniczny.
A potem lecisz chłopie, i może trafisz na tę dziewczynę, która zapyta przeciw czemu się buntujesz.

 

Czytaj więcej