Menopauza nie pyta, czy masz teraz czas. Jak być z partnerką w tych chwilach?

Menopauza nie pyta, czy masz teraz czas. Jak być z partnerką w tych chwilach? - Fathers.pl
Artykuł Zdrowie

Słuchaj w formie podcastu

Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Zrobienie z menopauzy tematu w związku, a nie tylko męczącej przypadłości partnerki, jest kluczem do ominięcia raf. Może da się przejść ten okres razem, wspierając się nawzajem? Jak to zrobić? Jak cudownie byłoby usłyszeć od partnera: »Kochanie, przeczytałem coś nowego o menopauzie, posłuchaj!« – pisze psychoterapeutka Małgorzata Lompe-Mazur.

Z menopauzą bywa trochę jak u Hitchcocka: najpierw trzęsienie ziemi, potem napięcie już tylko rośnie. W moim przypadku pierwszym wstrząsem wcale nie była fala gorąca, lecz atak paniki i lęk, który spadł na mnie z siłą, jakiej kompletnie się nie spodziewałam. Nigdy wcześniej się tak nie czułam. Nie wydarzyło się w moim życiu nic, co tłumaczyłoby takie samopoczucie. Byłam przecież przygotowana. Czytałam. Rozmawiałam. Zbierałam wiedzę. Miałam poczucie, że jeśli nadejdzie, to zauważę ją wcześniej, nazwę, oswoję, znajdę rozwiązania. Nic z tego.
Bywa też inaczej: nagle okazuje się, że nie masz siły wstać z łóżka. W połowie spotkania służbowego pot zaczyna spływać ci po plecach. Albo serce przyspiesza w sposób, którego nie da się zbyć słowem „stres” – bo bardziej przypomina „zawał”. Albo budzisz się o trzeciej nad ranem i już nie zasypiasz.
To doświadczenie jest bliskie wielu kobietom, z którymi rozmawiam albo które dzielą się nim na grupach w mediach społecznościowych. Objawy bardzo często nie układają się od razu w czytelną całość. Dodatkowa trudność polega na tym, że ten proces pojawia się zwykle w momencie życia, który sam w sobie jest już bardzo obciążający. My – między czterdziestką a pięćdziesiątką – nierzadko żyjemy jednocześnie w kilku porządkach odpowiedzialności: zawodowej, rodzinnej, emocjonalnej, finansowej. Wychowujemy dzieci albo właśnie je wypuszczamy z domu, opiekujemy się starzejącymi się rodzicami, pracujemy, próbując dbać o sprawność, jakość relacji i własne ambicje.
Najsmutniejsze jest to, że próbujemy zachowywać się tak, jakby nic się nie działo.

Menopauza to mało seksowny temat na imprezach, a wstyd powoduje, że czasem nie mówimy o wszystkim nawet naszym partnerom. Bo – szczerze mówiąc – boimy się. Że to koniec naszej atrakcyjności, seksu, że nasze zmęczenie i wahania nastroju zrujnują relację.

Tymczasem menopauza jest doświadczeniem totalnym: neurologicznym, psychicznym, relacyjnym i egzystencjalnym. I być może dopiero teraz zaczynamy o niej mówić tak, jak na to naprawdę zasługuje.

Nie moment, lecz długi proces

Z medycznego punktu widzenia menopauza ma definicję bardzo prostą: jest to ostatnia miesiączka rozpoznawana przed dwunastoma kolejnymi miesiącami bez krwawienia. W praktyce okres menopauzalny – perimenopauza i postmenopauza – jest procesem często rozciągniętym na lata, a czasem na całą dekadę.
W ogromnym uproszczeniu: kiedy przestajemy owulować, gwałtownie spada poziom kobiecych hormonów, takich jak estrogeny. Gdybyśmy mieli narysować wykres, przypominałby on zapis sejsmografu podczas trzęsienia ziemi.
W Polsce menopauza pojawia się średnio w wieku 50 lat, co oznacza, że przy średniej długości życia – 84 lata – mamy przed sobą jeszcze około 30 lat.

Rozproszone objawy, rozproszone diagnozy

Kiedy nie wiemy, że objawy mogą należeć do jednego procesu, łatwo uznać, że dzieje się z nami coś niepokojącego. W rezultacie rozpoczyna się często wielomiesięczna albo wieloletnia wędrówka po gabinetach. Kardiolog, psychiatra, internista, neurolog, czasem reumatolog. Każdy widzi fragment. Niewielu widzi wspólny mianownik. A my, przestraszone brakiem diagnozy, boimy się najgorszego. Już nie policzę znajomych (nie wyłączając samej siebie), które były przekonane, że to na pewno śmiertelna choroba.
Na fejsbukowej grupie „Menopauza codziennie” pojawiają się pytania: „Dziewczyny, miałyście tak? Nie wiem, co się dzieje? Możecie pomóc? Czy ból stóp może być objawem? (Może!)”.
Dlatego nazwiska dobrych ginekologów, którzy nie bagatelizują sprawy i potrafią dobrać odpowiednie leczenie, to najgorętsze namiary w naszych rozmowach. No właśnie, bo leczenie jest przecież możliwe!

Wielka mistyfikacja wokół hormonów

Do 2002 roku lekarze przepisywali hormonalną terapię zastępczą (HTZ), która w wielu wypadkach istotnie redukowała objawy menopauzy.
Jednak publikacja badań Women’s Health Initiative z 2002 roku wywołała globalną panikę, ponieważ uproszczony przekaz sprowadzał się do tezy, że HTZ drastycznie zwiększa ryzyko raka piersi. W efekcie miliony kobiet przerwały leczenie lub z niego zrezygnowały. Tymczasem późniejsze analizy i reanalizy pokazały, że pierwotny odbiór wyników był błędny: badanie obejmowało głównie kobiety starsze, które rozpoczynały terapię wiele lat po menopauzie i często miały już inne czynniki ryzyka. W 2025 roku Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) oficjalnie usunęła HTZ z listy niebezpiecznych terapii.
Niestety całe pokolenie kobiet pozbawiono wsparcia medycznego. Współczesna wiedza nie proponuje już ani prostego straszenia, ani prostego uspokajania. Zamiast tego oferuje indywidualną ocenę i terapię celowaną z uwzględnieniem wieku, historii zdrowotnej, rodzaju objawów i realnych potrzeb pacjentki. Nie każda z nas może przyjmować hormony, ale istnieją inne sposoby – ostatnio pojawił się na przykład nowy niehormonalny lek na uderzenia gorąca.

Mózg menopauzalny

Jako psychoterapeutka z bliska (i od wewnątrz) obserwuję, co dzieje się z kobiecym umysłem i emocjami.
Neurobiolożka Lisa Mosconi opisuje menopauzę jako zjawisko neurologiczne, a nie wyłącznie hormonalne czy ginekologiczne. Stworzyła koncepcję „mózgu menopauzalnego”. Według autorki uderzenia gorąca, lęk, obniżenie nastroju, zaburzenia snu, zaniki pamięci, trudności z koncentracją, wolniejsze przetwarzanie poznawcze, problemy z wyszukiwaniem słów, zmniejszona zdolność do wielozadaniowości, niski poziom energii i obniżone libido — to w istocie objawy neurologiczne, inicjowane przez mózg.
To rozpoznanie pozwala nazwać coś, co dla wielu kobiet jest zagadkowe – poczucie, że zmienia się nie tylko ciało, ale także sposób myślenia i odczuwania. Na przykład to, co ostatnio zdarzyło się mnie – rozmawiałam z mężem przez komórkę, relacjonując mu na bieżąco, że właśnie gdzieś położyłam telefon i nie mogę go znaleźć. Tego samego dnia zostawiłam klucze na zewnątrz drzwi oraz pojechałam metrem w odwrotnym kierunku niż zamierzałam…
Na szczęście ten etap nie musi oznaczać trwałej utraty sprawności psychicznej – jest raczej okresem przeciążenia i przebudowy; to koszt intensywnej biologicznej adaptacji. Wiemy już bowiem z neurobiologii, że mózg rozwija się całe życie – to zjawisko neuroplastyczności. Jeśli w menopauzie przez chwilę myślenie staje się mniej klarowne, potem wiek nam to wynagradza. Nowsze badania (np. opublikowane w czasopiśmie „Intelligence”) sugerują, że jeśli połączymy różne aspekty – wiedzę, inteligencję emocjonalną, stabilność emocjonalną i odporność na błędy poznawcze – to ogólna wydajność funkcjonowania osiąga szczyt między 55. a 60. rokiem życia.
O mózg można dbać – wiedzą to i psycholodzy, i lekarze. A nic tak nie pobudza neuroplastyczności jak nowe doświadczenia, uczenie się, dyskutowanie, zmiana nawyków.

W tym kontekście widać, jak ważna jest relacja partnerska – kiedy para, często już ze znacznie mniejszymi zobowiązaniami rodzicielskimi, ma wreszcie czas robić nowe rzeczy.

Szczęśliwe po menopauzie

Milton Erickson, który podzielił życie człowieka na etapy – tak zwane kryzysy rozwojowe, wiek 40–65 określił jako dylemat: generatywność versus stagnacja. Główne pytanie, które sobie wtedy zadajemy: „Co po sobie zostawię?”. Czy moje życie ma znaczenie dla innych?
Kobiety, które przychodzą do mojego gabinetu, często zaczynają od zdania: „Nie wiem, kim jestem. Mam rodzinę, karierę – wszystko się zgadza – ale ja nie wiem, co tak naprawdę lubię, jaka jestem. Jak mam sięgać po życie, jeśli nie wiem, czego potrzebuję?”.
Trudno się dziwić, wcześniej nasze życie przez wiele lat należało do innych. Jako dzieci spełniamy oczekiwania rodziców, jako młodzi dorośli – często partnerów. Macierzyństwo jest piękne, ale każda matka wie, ile czasu ma dla siebie. A ile tego czasu zabiera nam próba dostosowania się, porównywania do innych, doskoczenia do wysoko ustawionej poprzeczki?
Ważny jest ten moment życiowy – pięćdziesięcioletnia kobieta zazwyczaj ma bogate doświadczenie życiowe, spotkała się ze stratą, chorobą, rozczarowaniem, zaczynaniem na nowo. Coraz lepiej rozumie siebie i kieruje energię na realizację swoich potrzeb i samorozwój. Mówi się, że po menopauzie mamy lepszą kontrolę nad emocjami i większą empatię.
Menopauza ma też kilka niewątpliwych zalet – jedną z nich jest ulga. Kiedy dzieci wyfruną, zaczyna się nowy etap dla związku – teraz można znów być parą, tylko dla siebie i razem doświadczać nowych rzeczy.

Kobiety po menopauzie są na ogół szczęśliwsze niż przed nią; po raz pierwszy w życiu można się cieszyć seksem bez obawy o zajście w ciążę i pożegnać PMS oraz okres w najmniej odpowiednich momentach, np. na wakacjach. To korzyści zdecydowanie dla dwojga.

Moja przyjaciółka zaczęła chodzić z mężem na siłownię i to piękna kombinacja – oprócz wspólnego doświadczania treningu, potu i licytowania się, kto ile wyciska na klatę, robią terapię menopauzalną, bo trening oporowy jest najlepszym lekarstwem na powolne zanikanie masy mięśniowej u kobiet w tym okresie. Więc może wspólna siłownia?

Weź mnie za rękę

Mężczyźni coraz częściej (na szczęście!) pytają, jak mogą wspomóc swoje partnerki. Odpowiedź przynosi badanie Jamesa Coana z 2006 roku, które polegało na monitorowaniu pracy mózgu kobiet za pomocą rezonansu magnetycznego w sytuacji rażenia bolesnym impulsem elektrycznym. Wykazało ono, że trzymanie za rękę kochającego partnera (w odróżnieniu od trzymania za rękę eksperymentatora lub braku dotyku) niemal natychmiastowo wycisza ośrodki stresu w mózgu. W kontekście menopauzy, gdy układ nerwowy kobiety jest bardziej reaktywny na bodźce lękowe i zmiany nastroju, ten fizjologiczny mechanizm staje się kluczowym narzędziem wsparcia. Dotyk partnera działał jak potężny regulator emocji, obniżając aktywność podwzgórza i zakrętu obręczy. Fizyczna bliskość jest realnym, biologicznym „znieczuleniem”, które pomaga mózgowi oszczędzać zasoby poznawcze i szybciej wracać do stanu równowagi.

Czyli pomoc nie polega na dawaniu rad, tylko na współregulacji. Na obecności kogoś, przy kim organizm przestaje być sam na wojnie.

Oczywiście nie każda kobieta ma obok siebie wspierającego partnera. Ale każda potrzebuje jakiegoś rodzaju relacyjnego oparcia: przyjaciółki, siostry, terapeutki, lekarki, wspólnoty kobiet, które nie zareagują pobłażliwym „to normalne”, tylko powiedzą: tak, to jest trudne, ale nie jesteś z tym sama.

Nie taka cicha rewolucja

To, co mocno wybrzmiewa w rozmowach z dziewczynami w moim wieku, to poczucie buntu. Wreszcie czujemy moc, żeby zakwestionować negatywne stereotypy o menopauzie, rzucić wyzwanie mitom, przeformułować historię i udowodnić, jak transformacyjną moc ma ten etap – jak przejście na wyższy poziom świadomości.
Nie czuję, żeby określenie „wiek średni” i cała kultura, która każe kobietom po pięćdziesiątce stawać się coraz bardziej przezroczystymi, była rzeczywistością moją i kobiet wokół mnie. My nie czujemy się gotowe na kapitulację. Może słowo „dojrzałość” jest bardziej adekwatnym określeniem? Jak dojrzałe jabłko albo wiśnia?
To dobra okazja do napisania nowego rozdziału w życiu – po swojemu. Do stworzenia takiej wersji siebie, która już nic nie musi, a wiele może.
Czujemy się trochę jak odkrywczynie nowych lądów, a najlepiej odkrywa się nowe lądy w dobrym towarzystwie. Bo przecież, jak głosi oklepany już żart, gdyby mężczyźni mieli menopauzę, my wiedziałybyśmy o niej wszystko.

Nie wrócić do dawnej siebie, lecz stać się bardziej sobą

Najtrudniejsze pytanie brzmi: „Co teraz ze mną – z nami – będzie?”. Najlepsza odpowiedź: coś prawdziwszego.
Nie będzie tak, że wszystko wróci do normy i że znów będzie tak, jak wcześniej. Być może jednak nie o to chodzi.

Dojrzałość wymusza głębszą rewizję. Pokazuje, że nie da się już żyć wyłącznie siłą przyzwyczajenia, obowiązku i przeciążenia.

Że ciało ma swoje granice. Że psychika ma swoją cenę. Że to, co przez lata wydawało się możliwe do dźwigania, przestaje być możliwe bez konsekwencji.
W tym sensie menopauza bywa doświadczeniem bolesnym, ale też prawdomównym. Nie tylko coś odbiera, ale coś ujawnia. Nie jest tajemnicą, że kryzys w związku jest powszechnym skutkiem ubocznym menopauzy” – pisze Christiane Northrup w Mądrości menopauzy, opisując swój własny rozwód. Znane jest zjawisko „srebrnych rozwodów”. Mam jednak poczucie, że zaangażowanie, komunikacja i wspólne szukanie informacji i pomocy, zrobienie z menopauzy tematu w związku, a nie tylko męczącej przypadłości partnerki, jest kluczem do ominięcia raf. Może da się przejść ten okres razem, wspierając się nawzajem? Jak to zrobić? Jak cudownie byłoby usłyszeć od partnera: „Kochanie, przeczytałem coś nowego o menopauzie, posłuchaj!”.
Jesteśmy pierwszym pokoleniem matek i ojców, które zmienia narrację po to, żeby nie przekazywać tabu i wstydu kolejnym pokoleniom – naszym córkom i synom.
Redefinicja menopauzy: etap siły, a nie utraty. Wolność i dojrzałość. I w końcu można, jak radził profesor Osiatyński, wstać rano, zrobić przedziałek i się od siebie odpieprzyć. I pojechać w dalszą podróż – tylko we dwoje.

Więcej na ten temat przeczytacie w książkach:

 

Czytaj więcej