Mam na imię Agnieszka, mam trzydzieści osiem lat i od grudnia szukam ojca

Mam na imię Agnieszka, mam trzydzieści osiem lat i od grudnia szukam ojca - Fathers.pl
Na zdjęciu Agnieszka Matan, ogłoszenie o poszukiwaniu ojca, źródło: FB
Relacje Rodzina #film dokumentalny #jak być córką #reality show

Słuchaj w formie podcastu

Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

„Chciałabym, no zabijcie mnie, jestem tylko człowiekiem, żeby na tym pustym miejscu RAZ W ŻYCIU usiadł ojciec” – Agnieszka Matan o tym, jak postanowiła nie narzekać na to, co było, tylko wpłynąć na to... jak mogłoby być.

Od razu uratuję nas od niezręczności: nie pomyliłam portalu fathers.pl z OnlyFans – nie chcę sponsora. Szukam ojca nie od dziś, a pytanie, czy interesuje mnie sugar daddy jest jednym z pierwszych, które pojawia się, gdy opowiadam o swoim pomyśle.

W takim razie może pobudki, którymi się kieruję, są jednak bardziej szlachetne? Skoro dorosła kobieta szuka ojca, to może szanowny tata był himalaistą? Albo reporterem wojennym? Albo lekarzem bez granic, po którym ślad zaginął w trakcie ostatniej misji? Między zwykłym sponsoringiem a sensacyjnym zaginięciem ojca skala możliwości jest ogromna.
Tymczasem proza życia ma o wiele mniej polotu: dostałam w przydziale ojca nietrzeźwego. Z losem dawno się już pogodziłam, na terapii przepłakałam (pochylając się nad losem własnym oraz stanem konta po każdej wizycie), z chłopakami uzależnionymi prowadzałam (wystarczająco długo i nieskutecznie), a na sercu (pismem gotyckim i bezwstydnie) życie mi wytatuowało: DDA. Te trzy litery łączą mnie z większością rodaków.

Jednak pewnego dnia, kolejny raz słysząc, że rodziców się nie wybiera, zadałam sobie pytanie: „Ale w sumie dlaczego nie?”. Wsparł mnie w tym program „Żona dla Polaka”.

Jako nie-pracująca-w-zawodzie socjolożka mogę podzielić się merytoryczną obserwacją popartą wieloletnim badaniem uczestniczącym: programy typu reality show oglądają wszyscy (słyszę wasze oburzone okrzyki, wiem, że wyrzuciliście telewizor z domu i wieczorami czytacie „Iliajdę” w oryginale, ale powiem tak: na każdego przyjdzie pora). Z powodu izolacji w pandemii, strachu przed skutkami politycznych zawirowań i wojen, bliskich nam, geograficznie lub mentalnie – bez względu na płeć i wykształcenie – rajskie wyspy pełne pięknych ludzi stały się niegroźnym, tanim i po prostu miłym miejscem ucieczki od rzeczywistości. Również dla mnie. Programy, w których uczestnicy i uczestniczki są zdeterminowani, żeby znaleźć miłość na całe życie, są moją ulubioną formą eskapizmu.

Mam na imię Agnieszka, mam trzydzieści osiem lat i od grudnia szukam ojca
Program „Żona dla Polaka”

Więc pewnego wieczoru oglądam „Żonę dla Polaka” – spokojnie, nie jest to prawicowy koszmar, w którym sprawdzają, czy jesteś prawdziwą Polką, tylko jeden z formatów, w którym wymyślono, że miłości szukają akurat Polacy urodzeni w Chicago albo w Toronto, tęskniący za porozumieniem dusz w języku ojczystym – i zaczynam sobie wyobrażać skecz o tym, że istnieje program „Ojciec dla Agnieszki”.

I że ojcowie z całego kraju wysyłają do mnie listy, dołączają zdjęcia i filmy z wizytówką. I zapraszają mnie do siebie, pokazują mi swój świat, dzielą się swoim hobby. Tak mnie ta wizja pochłonęła, że postanowiłam ją urzeczywistnić.

Ku rozpaczy moich domowników, tj. męża, psa i kota, podjęłam decyzję, że skecz nie wystarczy, że naprawdę spróbuję znaleźć ojca i zrobię o tym film dokumentalny. Poczułam, że deklaracja na całe życie to może jednak za dużo, więc szybko doprecyzowałam, do czego ojca potrzebuję i na jak długo. Wybór padł na Wigilię. Może i religijna nie jestem, za to umiarkowanie tradycyjna – wzrusza mnie „Żona dla Polaka” i pomimo ateizmu święta obchodzę. I właśnie, parafrazując słowa piosenki „Czerwonych gitar”: jest taki dzień, bardzo ciepły, choć grudniowy, i tego dnia między rybą po grecku, a Top 10 polskich kolęd, nagle ściska mi serce i zamiast spokojnie złożyć innym życzenia, łamie mi się głos, bo… chciałabym, no zabijcie mnie, jestem tylko człowiekiem, żeby na tym pustym miejscu RAZ W ŻYCIU usiadł ojciec.

Bo ja nie wiem, jak to jest. Nie wiem, co ojcowie mówią, nie wiem, o czym się z nimi gada. Nie wiem, czy mądrzą się na temat sałatki jarzynowej, czy gadają o polityce, czy o tym, że się silnik zatarł, czy mają ciekawostki historyczne, czy nic nie mówią.

Oczywiście mowa tu o trzeźwych ojcach, bo z pijanych mogę wykładać na Yale. Ale trzeźwi i fajni ojcowie milenialsów są jak legenda miejska: podobno istnieją, ale nikt ich nie widział.
Znam moich rówieśników, którzy w większości są wyjątkowymi ojcami i pięknymi ludźmi, ale chodzi mi o starsze pokolenia. No jak to jest być dorosłą i mieć ojca? Po co się do ojca dzwoni? Czy ojciec ma jakieś rady i czy te denerwowałyby, czy wzruszały? Czy mówiłabym: „Ojciec znowu to i tamto”? Przeżyłam prawie cztery dekady bez tych atrakcji i na pewno przeżyję kolejne, ale chciałabym choć raz zobaczyć, jak to jest. Nie narzekać, jak było, tylko mieć wpływ na to, jak być by mogło.

Jak więc wyglądałby świat, gdybyś pewnej niedzieli przeżyła iluminację przy „Żonie dla Polaka”? Na pewno zaczęłabyś szukać reżyserki i kogoś, kto zna się na produkcji filmowej. A, i jeszcze operatora, bo ktoś to musi sfilmować. Ja tak właśnie zrobiłam, i oto jest czteroosobowy zespół komediowo-filmowy. Zadłużyłam się na start z nadzieją, że moje gospodarstwo domowe podżyruje mi kredyt, jeżeli nigdy nie znajdę prawdziwego producenta (wielu odmówiło, ale nic mnie nie zatrzyma).

W styczniu tego roku opublikowałam ogłoszenie, że do filmu Ojciec dla Agnieszki poszukujemy mężczyzn w wieku 55+. Spotkało się z pozytywnym odzewem. Sporo ludzi napisało do mnie z prośbą o podzielenie się ojcem, jeżeli go znajdę. A czy przyszły zgłoszenia? Tak. Piękne listy. Zwłaszcza od córek. Już podaję dokładne statystyki.

Dostałam trzynaście zgłoszeń – jedna czwarta to obszerne maile napisane przez dorosłe córki, które polecają swoich ojców, piszą o tym, jacy są wspaniali, kochający i jakie mają zainteresowania – wspinaczka, rower, blues, szachy, starożytni kosmici i żeglarstwo. Bardzo imponujące! Gdybym była ojcem którejś z nich, umarłabym ze wzruszenia. Kolejna grupa to „ojcowie, którzy sami napisali maila”. Jeden z panów dołączył na piśmie zgodę żony. Wszyscy mają dorosłe dzieci i mówią, że są raczej zadowolone. Zgłosił się także jeden zawodowy statysta, który zadeklarował, że może zagrać ojca oraz jedna pani, która chce być ojcem, dodając na końcu: „Wytłumaczę Ci, o co w ogóle w życiu chodzi. Bo to żarty nie są”. Jeszcze dwóch panów obiecało, że napiszą więcej, i już się nie odezwali.

Po przeczytaniu zgłoszeń zawstydziłam się, zdałam sobie sprawę, że nie wiem, na podstawie jakich kryteriów wytypować kandydatów.

I nie wiem jeszcze jednego: czy ja się w ogóle nadaję na córkę? Co robią dorosłe córki? Zaczęłam myśleć o tym, jak mam się zachowywać, żeby taki ojciec był ze mnie dumny.

Raz w życiu, w 1998 roku, wygrałam osiedlowe zawody w ping ponga. Przepraszam, kłamię. Dostałam wyróżnienie. Nie uprawiam sportu, mówię tylko po angielsku, ale zaczęłam się uczyć hiszpańskiego – umiem już zamówić wodę, kupić marchew i wiem, o czym śpiewa Bad Bunny. Nie pamiętam niestety, jak się nazywa kanclerz Niemiec i nie rozumiem, na czym polega giełda. Kiedy słyszę, że są spekulacje na rynku pszenicy, to wyobrażam sobie gangsterów, którzy strzelają do zbóż. Ale może to dobrze? Może ojciec mi wszystko wytłumaczy?

Nie mogę też zataić nieprzyjemnych sytuacji. Dwóch ojców zostało zdyskwalifikowanych na etapie oceny zgłoszeń. Jeden nawet tego nie odczuje, bo nie wyraził zgody, za to jego córka napisała trzy strony A4, chwaląc ojca za skoki na bungee i umiłowanie jazzu, jednak nie zdążyła spytać, czy tata w ogóle chce wziąć udział w eksperymencie. Drugi kandydat miał podejrzane intencje i chciał ukryć, chociaż mało umiejętnie, swoje plany matrymonialne względem przyszłej córki.

Dobrze, że mamy to już wyjaśnione, bo nie chcę państwu mydlić oczu, że jest tak różowo. Ale klamka zapadła. Wsiadłam do pociągu relacji ojciec-córka i chociaż nie mam jeszcze na bilet, to wiem, że ten film na pewno powstanie. Nie wiem, czy znajdę ojca, ale na pewno będę miała okazję przyjrzeć się mężczyznom, którzy zdali egzamin z ojcostwa i może przez chwilę ogrzać się w ich cieple. Filmy w Polsce robi się długo, ale liczę na to, że już w tę Wigilię zapowiedziany gość usiądzie ze mną przy stole. A gdy ta historia ujrzy światło dzienne, to portal fathers.pl wystawi jej pozytywną recenzję.

Na początku było zabawnie, a teraz zrobiło się poważnie, ale mam na imię Agnieszka, mam trzydzieści osiem lat i od grudnia szukam ojca.

 

Czytaj więcej