KUCHNIA BIWAKOWA: Marcowe lentilki
Słuchaj w formie podcastu
Sri Lanka ma swoje parripu vada, a my… soczewicowe lentilki! Łapcie przepis na te pikantne smakołyki, bo rozgrzewają i smakują tak dobrze, że mamy prawo sądzić, że i Chełmoński nie odmówiłby sobie tej przyjemności, malując w plenerze marcowe mazowieckie pejzaże.
To kolejny przepis poznany w drodze i na drogę idealny. Tym razem zainspirowała mnie ostatnia podróż na Sri Lankę. Oryginalnie przekąski z soczewicy mają nazwę parripu vada, i pochodzą z Indii. Ale na cejlońskiej wyspie – paczkowane jak klasyczne chipsy – są bardzo popularne. Można je kupić w budkach na ulicy albo z koszyków od obwoźnych sprzedawców w autobusach. Mnie ratowały podczas przemieszczania się z miasta do miasta lokalnymi środkami komunikacji. Wyspa ma wielkość mniej więcej trzech polskich województw, ale pokonanie stu siedemdziesięciu kilometrów zajmuje niekiedy cały dzień. Stąd pewnie popularność mężczyzn z koszykami pełnymi prowiantu i butelek z wodą.
Nazwałam je lentilkami, bo słowo to idealnie zgrywa się ze swym angielskim odpowiednikiem oznaczającym soczewicę (lentil), a przywodzi na myśl kultowe, kolorowe drażetki z mojego dzieciństwa produkowane przez czeskiego potentata słodyczy.
To idealna białkowa przegryzka na mniejszy lub większy głód. Dostosowałam jednak przepis do naszych realiów i specjalny rodzaj soczewicy (chana dahl) zastąpiłam popularną u nas czerwoną oraz pominęłam liście curry. Jeśli jednak je lubicie, a macie w pobliżu indyjski sklep, to śmiało dorzućcie kilka listków!
Ostrość lentilkowego smaku idealnie rozgrzeje was podczas marcowych wycieczek po rozlewiskach (mieszkańcy Mazowsza – polecam Kuligów!). Kalosze na stopy, lentilki w kieszeń i meldujecie gotowość do wypatrywania ptasich przelotów, spektakularnych toków czajek (moje ulubione!), pierwszych oznak zazielenienia się krajobrazu i nostalgicznych pejzaży z wierzbami odbijającymi się w stojącej wodzie. Jeśli jesteśmy już przy wizjach polskiego przedwiośnia, to jestem przekonana, że Chełmoński podczas malowania w plenerze chętnie przekąsiłby sobie lentilka.
Idealnie też sprawdzają się podczas przekąski w trakcie oglądania meczu lub serialu.
Przepis na lentilki (około 20 sztuk)
Ze wszystkimi przerwami zrobienie lentilek zajmie ci około dwóch godzin, maksymalnie dwóch i pół. Jednak samo tylko ich przygotowanie to około 45 minut.
Potrzebujesz:
2 szklanki czerwonej soczewicy
1 duża cebula (wzięłam czerwoną, ale klasyczna biała też się sprawdzi)
1 łyżeczka soli
2 łyżeczki kuminu (zwany też kminem rzymskim)
½ łyżeczki papryki słodkiej
½ łyżeczki papryki wędzonej
½ łyżeczki kurkumy
¼ cynamonu
¼ kulki gałki albo ¼ łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej, albo jeśli tak jak ja używasz całej gałki, to zetrzyj na drobnej tarce ¼ kulki
2 łyżeczki kolendry całej (utłuczone w moździerzu); możesz dodać mieloną, ale uważam, że kolendra uwalnia więcej przyjemnych aromatów, jeśli nie jest mechanicznie zmielona, a kawałki ziaren mogą strzelać pod zębami
1 łyżeczka chili w płatkach – te przyprawy są sobie nierówne, więc sam pewnie najlepiej wiesz, jak ostre chili masz w domu i jak ostre jedzenie lubisz. Lentilki powinny być jednak pikantne, szczypać w język i pozostawiać w gardle uczucie ostrości
3 łyżki mąki pszennej – sprawia ona, że masa się wiąże i nie rozpada przy klejeniu
olej rzepakowy
Pora na zrobienie lentilek:
Soczewicę mocz przez około 40–60 minut i dobrze wypłucz (możesz zostawić ją w wodzie wieczorem poprzedniego dnia, a rano już tylko porządnie odsączyć). Najlepiej zmienić wodę 2 lub nawet 3 razy. Odsącz dobrze na sitku, polecam zostawić ją na nim nawet na około 30 minut, żeby mieć pewność, że nadmiar wody na pewno jest usunięty.
Odcedzoną soczewicę zblenduj, ale niechlujnie – to musi być masa, w której widać niezmielone fragmenty. Cebulę pokrój w drobną kostkę i dorzuć do masy, wsyp wszystkie przyprawy, mąkę i dokładnie wymieszaj.
I teraz rozpoczyna się trochę kulinarnej ekwilibrystyki. Na dużej patelni dobrze rozgrzej olej. Nie żałuj – to musi być półcentymetrowa warstwa na dnie, bo mniej oleju wcale nie oznacza, że będzie bardziej dietetycznie. Mniej oleju oznacza tylko, że temperatura tłuszczu spadnie i lentilki będą się dłużej smażyły i mocniej nasiąkały.
Zwilżonymi w wodzie rękami formuj kulki (trochę większe od orzecha włoskiego), porządnie spłaszczaj i wykładaj na rozgrzany olej. Najlepiej robić to w miarę możliwości jednocześnie – to znaczy uformowane lentilki od razu kładź na patelnię, ale uważaj, żeby nie przesadzić z ilością. W zależności od tego jak dużą masz patelnię, układaj je tak, żeby było odrobinę przestrzeni pomiędzy (zasada, że lepiej mniej niż za dużo – sprawdza się zawsze!). Możesz zrobić przerwę w formowaniu kolejnych i wyciągnąć duży talerz, na którym połóż kawałek ręcznika papierowego. Na niego wykładaj gotowe przekąski.
Smaż około półtorej do dwóch minut na każdą stronę, zależnie od ich grubości. Najlepiej smażyć do momentu, kiedy ładnie się zarumienią, wtedy przerzuć na drugą stronę. Postaraj się nie przekręcać ich za szybko, bo będą się rozpadać. Usmażone wyłóż na talerz, a jeśli jest taka potrzeba, możesz dolać oleju i powtórzyć akcję.
Za każdym razem pilnuj, żeby tłuszcz był dobrze rozgrzany. Możesz to sprawdzić, wrzucając na patelnię odrobinę masy i zobacz, czy odpowiednio skwierczy. Wymaga to trochę wyczucia, bo zbyt niska temperatura sprawi, że zaczną nasiąkać tłuszczem i gotować się, z kolei za wysoka spowoduje, że zaczną się palić.
Wyczucia wymaga też formowanie: staraj się docisnąć w dłoniach kulki, tak żeby masa „złapała”. Zwilżone ręce bardzo tu pomogą, bo masa będzie się lepić do siebie, a nie do rąk.vNiestety opcja z pieczeniem zupełnie nie daje tego satysfakcjonującego smaku i chrupkości, więc nie polecam.
Przetestowane. Tutaj po prostu nie jest dietetycznie.