Koniec z kadrowaniem? Nad czym musisz się zastanowić przed zakupem kamery sportowej
Czy żeby zdecydować się między „klasyczną” kamerką sportową a kamerą 360 stopni, trzeba przeprowadzić szczerą autoanalizę?
Kamery 360 to charakterystyczny sprzęt z dwoma wypukłymi obiektywami, których kuliste pole widzenia obejmuje pełne 360 stopni. Jeśli kojarzysz je przede wszystkim z trickowymi ujęciami typu „tiny planet” – wszechobecnymi, gdy sprzęt tego typu wchodził na rynek – znaczy, że chyba powinieneś przyjrzeć się im na nowo.
Nawet możliwość oglądania nakręconych materiałów w goglach VR to niekoniecznie główny argument „za”, mający przekonać do używania kamery 360, ponieważ dla większości z nas podstawowym sposobem konsumpcji takich amatorskich filmów jest płaski ekran telewizora lub smartfona.
W filmowaniu 360 znacznie ważniejsza wydaje mi się rewolucyjnie prosta zasada: jeśli ty lub twój bohater widzicie kamerę, to znaczy, że ona widzi też was i znajdujecie się w kadrze.
Z tym wiążą się dwa wyjątkowe dla kamer 360 sposoby myślenia o tworzeniu wideo. Pierwszy to porzucenie kadrowania: skoro filmujesz dookoła, twój materiał uwzględnia już wszystkie możliwe kadry z danego punktu. Rejestrujesz jednocześnie swój główny temat i przebitki z innych perspektyw: na przykład siebie i krajobraz dokoła.
Drugi to wirtualny dron: jeśli kamerę umieścisz na selfie sticku, który później automatycznie jest usuwany z obrazu, film będzie wyglądał jak nakręcony przez dron, stale śledzący cię z odległości metra czy półtora. Stajesz się celebrytą z własnym operatorem!
Teoretycznie oznacza to, że możesz mniej skupiać się na filmowaniu, a bardziej na byciu „tu i teraz” niezależnie od tego, czy będzie to sportowy wyczyn, zwiedzanie zabytku czy zabawa z dziećmi. W praktyce może nie tak wcale łatwo zapomnieć o kijku (i ćwierćkilowej kamerce na jego końcu), ale da się go przymocować do plecaka czy kierownicy lub sztycy roweru, i nie trzeba stale kontrolować kadru na takim czy innym ekranie.
Ale dług zaciągnięty przy filmowaniu bez kadrowania spłacasz potem w montażu.
Żeby z surówki 360 powstał docelowy materiał 2D, w aplikacji mobilnej lub desktopowej musisz wybrać kluczowe ujęcia i punkty widzenia. Nawet przy wykorzystaniu różnych narzędzi AI czy automatycznego śledzenia obiektów to może być dość pracochłonny proces.
„Klasyczne” kamerki sportowe wybijają się właśnie tam, gdzie sprzęt 360 ma swoje słabsze strony. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to jakość obrazu: w 2026 roku standardem jest rozdzielczość 4K przy 120 klatkach na sekundę (a nawet większe rozdzielczości przy klatkażu w okolicach 30 na sekundę). To oznacza, że spokojnie zrobisz superspowolnione i ostre jak żyleta ujęcie swojego bombelka skaczącego z huśtawki. Dzięki powiększającym się matrycom, kamery coraz lepiej radzą też sobie w słabszym świetle.
Zaraz, zaraz, zapyta ktoś, kto zajrzał właśnie w specyfikacje kamer 360: czy one przypadkiem nie oferują rozdzielczości 8K? Owszem, ale w ich przypadku oznacza to nie tyle jakość obrazu, co pliki wielkości kopalnianej hałdy. Przyczyna jest prosta: w zwykłej kamerce wszystkie te piksele obsługują pole widzenia o kącie powiedzmy 150 stopni, zaś w kamerze 360 – cóż, właśnie 360 stopni. Jeśli więc wytniemy z tego klasyczny prostokątny kadr, otrzymamy obraz o znacznie niższej rozdzielczości – nawet HD.
Miarą „sportowości” kamery może być jej mechaniczna odporność – i także w tym obszarze klasyczny sprzęt ma przewagę.
Dwa wyłupiaste obiektywy kamer 360 aż się proszą, żeby je zarysować. Stąd konieczność stosowania dodatkowych osłon lub rozwiązania w rodzaju łatwo wymienialnych obiektywów. Zwykłe kamery są znacznie bardziej zwarte i wytrzymałe, a przy tym co do zasady lżejsze.
Wszystko to sprawia, że na tym etapie rozwoju technologii nie ma jedynie słusznej odpowiedzi na pytanie, czy wybrać klasyczną kamerę sportową, czy model 360. To oczywiście po części zależy od tego, co zamierzasz filmować: w trudniejszych fizycznie i optycznie warunkach lepszym wyborem będzie zapewne zwykła kamerka. Ważniejsza wydaje mi się jednak szczera refleksja nad tym, jak zazwyczaj podchodzimy do rejestrowanych przez nas materiałów. Czy do tej pory po powrocie z wakacji starannie selekcjonowałeś, kadrowałeś i ciąłeś wszystkie zdjęcia oraz filmiki? Jeśli tak, to konieczność obróbki materiałów 360 nie będzie dla ciebie barierą.
Ale jeśli pulpit twojego komputera wypełniają foldery o nazwach typu „Bałtyk 2023” z setkami zdjęć i wideo prosto z aparatu lub telefonu, kamera 360 może oznaczać tylko tyle, że dojdą ci kolejne foldery, tym razem z gigantycznymi, nieskadrowanymi ujęciami 3D. Narzędzia do automatycznego montażu filmów 360 stają się coraz lepsze, ale i tak nie obejdzie się bez twojego zaangażowania w postprodukcję.
„Czasem warto świadomie zrezygnować z nadmiaru bodźców, by – tak w fotografii, jak i w życiu – zobaczyć to, co najważniejsze”, pisze Filip Springer w tekście o czarno-białej Leice. Dla jednych oznaczać to będzie kamerę, która nakręci tylko to, na co świadomie skierujesz jej obiektyw. Dla innych taką, o której możesz nie myśleć, bo zarejestruje wszystko, co dzieje się wokół niej.