Gdzie wybiegać nadmiar energii? Odjechane place zabaw w Polsce, po których Wasz bombelek padnie jak kawka
Słuchaj w formie podcastu
Sobotni poranek, 6:00 rano, a Wasz ukochany potomek już testuje wytrzymałość Waszych bębenków i skacze po Was jak po trampolinie? Jeśli wizja kolejnej wizyty na smutnym, osiedlowym "kwadracie" z jednym zardzewiałym, skrzypiącym bujakiem przyprawia Was o dreszcze, mamy dla Was plan ratunkowy. Zamiast czekać, aż energia Waszego dziecka doprowadzi do spontanicznego demontażu mieszkania, weźcie sprawy w swoje ręce. Przed Wami zestawienie najfajniejszych placów zabaw w Polsce, które działają skuteczniej niż środek usypiający na receptę. To profesjonalne poligony do pacyfikacji niespożytej dziecięcej energii. Gwarantujemy: Wasze pociechy wyjdą stamtąd brudne, mokre i z piaskiem w absolutnie każdej szczelinie ciała, ale co najważniejsze – wykończone do tego stopnia, że w aucie odetnie im prąd szybciej, niż zdążycie zapiąć pasy. A Wy wreszcie w spokoju wypijecie tą zaległą kawę. Jedziemy!
Gdańsk – Dolina Potoku Oruńskiego (Osiedle Urzeka)
Koniec z jaskrawym plastikiem, od którego bolą oczy. Tutaj stawia się na drewno, liny, piasek i potężne głazy. Dzieciak ubrudzi się tu jak nieszczęście, ale przynajmniej w nocy będzie spał jak kamień. To naturalny plac zabaw z prawdziwego zdarzenia, gdzie do zabawy włączono nawet ekologiczne ogrody deszczowe, świetnie gromadzące wodę opadową. Zamiast krzyczeć „nie wchodź w kałużę!”, po prostu zabierzcie ze sobą kalosze i ciuchy na zmianę, z którymi i tak już dawno straciliście nadzieję na dopranie. A Wy? Wy możecie odsapnąć na ławce w cieniu drzew z widokiem na zieloną dolinkę. Co więcej, zbudowano tu prawie 100-metrową platformę widokową, więc macie doskonały punkt obserwacyjny na dzikie wyczyny swoich pociech. Wisienką na torcie jest fakt, że to miejsce całkowicie pozbawione barier i dostosowane także dla osób z niepełnosprawnościami. Oznacza to, że bez problemu wjedziecie tam wózkiem, omijając konieczność rzucania pod nosem niecenzuralnych słów przy każdym wyższym krawężniku.
Wrocław – Park Mamuta (Oporów)
Wasze dziecko wszędzie wchodzi, nie potrafi ustać w miejscu i ma zadatki na profesjonalnego kaskadera? Tutaj będzie zachwycone. Na środku placu góruje wielki, ośmiometrowy drewniany mamut, który z daleka krzyczy: „wejdź na mnie!”. W jego brzuchu kryją się skomplikowane przejścia, ścianki wspinaczkowe i długie zjeżdżalnie rurowe, które z prędkością światła wypluwają zmęczone dzieci prosto na zewnątrz. Kiedy Wasze młode wespnie się na same ciosy tego prehistorycznego kolosa, pewnie dostaniecie lekkiego mikrozawału, ale spokojnie – pod spodem są nowoczesne nawierzchnie amortyzujące. To obiektywnie o wiele bezpieczniejsze niż Wasze nocne przejście boso do toalety przez pokój pełen rozrzuconych klocków LEGO.
Plac zabaw w Parku Ujazdowskim
Jeśli szukacie w stolicy miejsca, które zrobi na Waszym dziecku efekt „wow”, to dobrze trafiliście. To gigantyczna, podzielona na strefy wiekowe przestrzeń pełna drewnianych konstrukcji, wiklinowych tuneli, linariów i piasku, świetnie wkomponowana w parkową zieleń. Jest tu tylko jeden drobny haczyk – wycieczka na ten plac to jak gra w lotka. Będziecie potrzebować sporo szczęścia i przychylności gwiazd, bo obiekt ten słynie z tego, że jest częściej w remoncie, niż faktycznie otwarty dla śmiertelników. Jeśli jednak traficie na ten rzadki, historyczny dzień, w którym bramy nie są zakłódkowane, korzystajcie do oporu! Gwarantuję, że młode wyjdzie stamtąd na miękkich nogach. A gdy Wasz bombelek w końcu padnie z wycieńczenia, możecie płynnie połączyć rodzicielstwo z obywatelskim obowiązkiem. Plac leży dosłownie rzut beretem od ulicy Wiejskiej i Alej Ujazdowskich. Wystarczy zgarnąć chrapiącego malucha do wózka, wyciągnąć z bagażnika dyżurny transparent i przy okazji iść poprotestować pod Sejm albo Kancelarię Premiera. Kto powiedział, że z dzieckiem nie można być na bieżąco z polityką?
Tychy – Wodne Place Zabaw (Paprocany i Park Jaworek)
Tychy wyrastają na absolutną polską stolicę wodnych placów zabaw, więc jeśli macie tam w miarę blisko, to wygraliście życie. Absolutnym hitem, gdy z nieba leje się żar, jest plac w Paprocanach – przypomina wielki pokład statku, z którego zewsząd tryskają gejzery i armatki wodne. Ale na jednym się nie skończyło, bo w mieście równie mocno wymiata wodna strefa w Parku Jaworek! Obowiązkowo weźcie ze sobą zapasowe galotki, tonę ręczników, a do bagażnika na wszelki wypadek wrzućcie mopa – dzieciaki wyjdą z tych miejsc totalnie przemoczone, pomarszczone jak rodzynki i absolutnie wniebowzięte.
Chorzów – Skwer przy kampusie Uniwersytetu Śląskiego (Wielofunkcyjna Strefa Aktywności)
Zabieranie dzieciaka na teren uczelni wyższej brzmi jak kara za grzechy? Nie w Chorzowie! Zbudowano tam tak genialną strefę rekreacji, że na starcie deklasuje ona większość typowych osiedlowych „kwadratów”. Zamiast krzykliwego plastiku znajdziecie surowe drewno, fajne zjeżdżalnie, boiska i – uwaga, tu wchodzi absolutny hit – mnóstwo wielkich, wieloosobowych hamaków. Wy możecie paść w nich jak kłoda i zapaść w błogi letarg, by w końcu zregenerować siły (tylko uważajcie, żeby się nie obudzić, dopiero kiedy Wasz potomek będzie tam już bronić pracy magisterskiej!). Zaprojektowano tu nawet „stołówkę pod chmurką” i prawdziwy owocowy sad. Więc jeśli w trakcie plenerowego pikniku Wasze młode wpadnie w furię i rozsmaruje zupę na połowie stolika, po prostu wciśnijcie przechodniom kit, że to taki nowy, awangardowy performance – zestresowani studenci w trakcie sesji egzaminacyjnej kupią to bez zająknięcia i nawet nie mrugną okiem.
Poznań – Plac zabaw w Starym Korycie Warty
Zacznijmy od tego, że lokalizacja to absolutny sztos – plac leży w zrewitalizowanym starym korycie rzeki (tuż przy historycznym Chwaliszewie), zaledwie dziesięć minut spacerkiem od poznańskiego Starego Rynku. To idealne miejsce na kompromis: Wy chcecie odpocząć na trawie, a dziecko chce skakać i drzeć się wniebogłosy. Dookoła gładkich trawników rozlokowano zjeżdżalnie, tory przeszkód, ziemne trampoliny i ogromne strefy z piaskiem. Rozkładacie kocyk, udajecie, że czytacie książkę, a z daleka patrzycie, jak Wasza pociecha wypaca tę wielką gałkę lodów czekoladowych, o którą błagała Was w centrum piętnaście minut temu. A gdy bombelkowi w końcu odetnie zasilanie, możecie zgarnąć go pod pachę i uderzyć na sąsiadujące tuż obok świetne miejscówki, takie jak Pawilon czy nadwarciański KontenerART, na zasłużonego bezalkoholowego drinka z palemką. Pamiętajcie tylko o czapkach i grubych warstwach kremu z filtrem, bo latem cień na tym placu to towar wysoce deficytowy, a słońce praży tam bez litości.
Lublin – Rezerwat Dzikich Dzieci (Park Rusałka)
Tutaj wchodzimy na absolutnie wyższy poziom rodzicielskiego wtajemniczenia, bo mowa o pierwszym w Polsce Przygodowym Placu Zabaw z prawdziwego zdarzenia. Jeśli macie helikopterowe zapędy i zdarza Wam się krzyczeć „nie biegaj, bo się spocisz”, to na wejściu będziecie musieli wziąć dwa głębokie oddechy. W ścisłej strefie rezerwatu (przeznaczonej dla dzieci powyżej 7 roku życia) rządzą wyłącznie najmłodsi, co organizatorzy nazywają wręcz „pajdokracją”. A teraz uwaga, nadchodzi hit: Wy, jako dorośli, macie tam całkowity zakaz wstępu!
Wypuszczacie pociechę pod dyskretne oko wykwalifikowanych „Playworkerów” (którzy celowo nie wtrącają się w zabawę), a Wasz uroczy bombelek dostaje do ręki prawdziwe młotki, piły, gwoździe, obcęgi, opony i palety, by samodzielnie konstruować wymyślne bazy i wieże. Zanim dostaniecie mikrozawału na myśl o Waszym dziecku operującym piłą ręczną – spokojnie. To genialnie przemyślana przestrzeń inspirowana brytyjskimi Adventure Playgrounds, która uczy dzieci samodzielności i radzenia sobie z kontrolowanym ryzykiem.
Poradnik „Place zabaw. Poradnik dla inwestorów i osób projektujących budynki mieszkalne”
Oddział Warszawski Polskiego Związku Firm Deweloperskich wydał poradnik projektowania placów zabaw dla inwestorów i architektów. Przygotował go zespół: dr inż. arch. Monika Wróbel / Fundacja Skwer Sportów Miejskich, Dominik Berliński / Centrum Kontroli Placów Zabaw, dr Zuzanna Bogucka, arch. kraj. Justyna Dziedziejko / topoScape, arch. kraj. Magdalena Wnęk / topoScape, dr inż. arch. Beata Walicka-Góral / Uniwersytet Rzeszowski.
Poradnik można pobrać TUTAJ
