Eliza Mórawska-Kmita / whiteplate: Czy jabłko było pierwsze?

Eliza Mórawska-Kmita / whiteplate: Czy jabłko było pierwsze? - Fathers.pl
Felieton Kuchnia #jabłka #jabłko #whiteplate

To pierwszy owoc, który dała nam mama i prawdopodobnie pierwszy, który daliśmy albo damy naszym dzieciom. Zeskrobany łyżeczką, podany wprost do buzi albo pokrojony w kosteczkę i ugotowany z odrobiną cynamonu, ryżem i odrobiną masła?

Już w Księdze Rodzaju występuje „owoc z drzewa poznania dobra i zła”. Pojawia się w sztuce średniowiecznej, i w języku łacińskim jako „malum” – słowo, które znaczy: „zło” lub „jabłko”.

Historia rolnictwa uczy, że wcześniej udomowiono figi, daktyle, oliwki i winorośl, a dopiero później pojawiły się jabłonie. Choć biologicznie jabłko to relikt dawnego świata, jego historia jest inna, niż nam się wydaje.

Dlaczego więc myślimy o nim jak o pierwszym owocu? Czy dlatego, że jest prostym i łatwo rozpoznawalnym symbolem wiedzy, pokusy i początku? A może dlatego, że to pierwszy owoc, który dała nam mama? Zeskrobany łyżeczką, podany wprost do buzi albo pokrojony w kosteczkę i ugotowany z odrobiną cynamonu, ryżem i odrobiną masła?

Pewnie tego nie pamiętasz, ale wspomnienie żyje gdzieś w opowieściach o twoim dzieciństwie.

Niezależnie od trendów i kulinarnych potrzeb, jabłka zawsze pojawiają się w moich zakupach. Gdy się kończą, mam pretekst, żeby pójść na bazar i wziąć kolejne. Twarde i słodkie. Twarde i kwaśne. Młode i stare. Z piegowatą, pomarszczoną skórką, idealne na szarlotkę.

W mojej wsi jest droga, przy której rosną zdziczałe jabłonki. Czy ktoś je tam zasadził i o nich zapomniał? Może robił tak jak ja: sadził drzewka w miejscach, o których człowiek zapomniał, w miejscach niczyich? Może to zwierzęta sprawiły, że nasiona się rozsiały? Chodzę tam i zrywam półdzikie owoce. Jem je prosto z drzewa, wypycham nimi kieszenie i przynoszę do domu, żeby usmażyć racuchy z jabłkami.

Jabłka, tak pospolite i zwyczajne, poruszają we mnie wiele wspomnień. Lubię myśleć o ludziach, którzy karmili mnie nimi i o miejscach, w których jadłam jabłkowe dania czasem zupełnie proste, a czasem wyszukane i drogie, jak w tej trzygwiazdkowej restauracji w Londynie. Lubię myśleć o tym, jak ten niepozorny owoc nabiera znaczenia w odpowiednim kontekście i miejscu.

 

Eliza Mórawska-Kmita / whiteplate: Czy jabłko było pierwsze?
Eliza Mórawska-Kmita / whiteplate: Czy jabłko było pierwsze?

Pod koniec lata obsypana owocami, które spadają wokół i leżą do zimy, przez nikogo niezbierane, nikomu niepotrzebne. Może wolimy banany?

Jabłko jest późnym, złożonym i luksusowym owocem ewolucji. Za duże dla ptaków, niewygodne dla małych gryzoni, idealne dla zwierząt, które nie boją się twardej skórki i potrafią zerwać te owoce i zjeść w całości.

Doceniłam je podczas wycieczki do Japonii, leżały w sklepie wyeksponowane na tackach, a każdą sztukę zawinięto w przezroczystą folię – jak najcenniejsze precjoza. Były drogie. Wspominam je za każdym razem, kiedy przejeżdżam obok nieczynnego już starego wiejskiego sklepiku, przy którym rośnie jabłoń.

Jaka była strategia przetrwania jabłoni? Zwierzę zjadało owoc w całości, wydalało nasiona, które rozsiewały się kilometry dalej. Prawdopodobnie ich smakoszami były takie zwierzęta jak mamuty włochate, pradawne dzikie konie, tury czy nosorożce leśne. Gatunki te wymarły, nasiona zaczęły lądować tuż pod drzewem. Wzrosła więc ilość siewek, a tym samym i konkurencja. Jabłonki musiały poradzić sobie inaczej. Jak im się to udało?

Jabłonie są długowieczne, łatwo się krzyżują, potrafią przetrwać w zróżnicowanym krajobrazie. Dziś owoce pozyskuje się bezpośrednio z drzew, nasiona straciły „naturalnych rozsiewaczy” i los jabłoni leży w rękach człowieka. To on selekcjonuje i wybiera. W efekcie jabłka są większe i słodsze niż kiedykolwiek w historii. Mają cechy odpowiadające naszym ludzkim preferencjom. Rozmnażamy wegetatywnie, ograniczamy pulę genetyczną, ale jabłonie wciąż trwają. Co by powiedziały mamuty na dzisiejsze jabłka? Może ich owoce byłyby zbyt duże, pestki zbyt twarde, a odmiany za mało zróżnicowane?

Napisałam książkę O jabłkach. Pretekstem była rozmowa z wydawcą, który pokazał mi papier jabłkowy produkowany z czystej celulozy wzbogacanej odpadami pochodzącymi z przetwórstwa jabłek. Do produkcji surowca, z którego powstaje papier, używane są skórki i rdzeń jabłka. Mam fioła na punkcie pięknego papieru, więc wystarczyła chwila, żebym doszła do wniosku, że na czymś takim trzeba wydrukować książkę o jabłkach. Przypomnieć sobie najlepsze przepisy, które będą kapsułą wspomnień i powrotem do miłych chwil. Ugotować i upiec, napisać i sfotografować. Poszło gładko. Książka się spodobała i szybko sprzedała, ale temat wciąż się nie wyczerpał – do starych przepisów codziennie dochodzą nowe. Jak perpetuum mobile.

Jabłkom należy się piedestał, byśmy mogli spojrzeć na nie czulszym okiem i skorzystać z właściwości i korzyści, jakie nam oferują. Z drugiej strony być może fakt, że są uznane za tak pospolite, tanie i zwyczajne sprawia, że każdy może się nimi cieszyć. Pić soki, jeść jabłkowe musy albo wrzucać owoce do pudełka z drugim śniadaniem.

Kiedy wieczorem kładziesz się spać i nie możesz zasnąć, pomyśl o wszystkich daniach, które możesz zrobić z jabłek. Zacznij od najprostszych. Pomyśl o słodkich biszkoptowych ciastach oprószonych cukrem pudrem, o plackach, naleśnikach, jabłkach zapiekanych z koglem moglem i płatkami róż. Pomyśl o kaczce z jabłkami na niedzielny obiad. Sałatce jarzynowej, jarskim barszczu wigilijnym. O wszystkich odmianach, które znasz.

Idared, Jonagold, Szampion, Ligol, Gala, Golden Delicious…

 

Czytaj więcej