Ciuchol, Sir Camembert i Gil, czyli brudziakowe uniwersum Abelarda Gizy
Piszący mężczyźni, ojcowie, czasami potrafią lepiej niż matki… uchwycić pewne niuanse, przestraszyć, kiedy trzeba, rozśmieszyć na pełnym gazie, zasmucić do łez, czyli trafić do nieokiełznanej wyobraźni dziecka. Potrafią zobaczyć historię tam, gdzie z pozoru jej brak. Pokazać świat pod łóżkiem. A ci wychowujący córki bywają szczególnie wrażliwi na ich potrzeby i emocje – nie mylić z przewrażliwieni (co zdarza się niektórym mamom)! Książka Abelarda Gizy jest tego najlepszym przykładem.
Choć ta książka jest jego debiutem w dziedzinie literatury dziecięcej, to Abelard Giza od lat żyje przecież z pisania, opowiadania i rozśmieszania. Spotkaliśmy się jakieś ćwierć wieku temu (jak to brzmi!) w „przestronnej, klimatyzowanej sali klubu studenckiego Rotunda” w Krakowie. Kto bywał, ten wie i w powyższym cytacie od razu rozpozna stały dowcip dożywotniego konferansjera Przeglądu Kabaretów PAKa, Piotra Bałtroczyka. Ale rozpoznać mogą też ci, co zaduchu Rotundy nie zaznali, tylko wybrane koncerty śledzili w telewizji. Prowadzony przez Abelarda gdański kabaret Limo był jednym z objawień przeglądu, gdzie zdobywał laury przez kilka lat. Z czasem lider formacji zaczął występować solo jako stand-uper.
Poczucie humoru i wnikliwa ocena rzeczywistości to też atuty omawianej książki Hania, Tyśka i Szajki Brudziaków. Bo kto powiedział, że dla dzieci nie można pisać mądrze, przewrotnie, z przymrużeniem oka? Bohaterkami tej niecodziennej przygody są siostry – sześcioletnia Hania i jedenastoletnia Tyśka. Hania wciąż uwielbia się bawić, ale Matylda jest nastolatką, siedzi z nosem w telefonie, gadając ze swoją kumpelą Zośką i gumkę do mazania w kształcie Kurczaczka, prezent od Olka („najfajniejszego chłopaka w klasie. Zaraz po Julku”), traktuje jak relikwię. Nie ma co ściemniać – siostry oddaliły się od siebie, ale wciąż łączą je dwie rzeczy: wspólny pokój i panujący w nim nieokiełznany bałagan.
Wszystko zaczyna się od tego, że tata zarządza wielkie sprzątanie.
Nie. Wróć! Zaczyna się od „ultra-mega-superfinału”, który w środku bałaganu urządza Hania, mianując ukochanego Kurczaczka Tyśki szoferem zbudowanej z klocków wyścigówki. Wiwaty zwycięstwa przerywa jednak trzask. Samochód rozbija się o ścianę, a Kurczaczek… ginie! To znaczy znika z oczu dziewczynki, co z iście nastoletnią wściekłością przyjmuje Matylda, która wchodzi do pokoju w kilka sekund po kolizji. Dziewczyńską awanturę przerywa tata, który obwieszcza koniec zabawy i czas na sprzątanie, przynosząc ogromną górę czystych ciuchów do składania. I tu rozpoczyna się szalona przygoda, momentami mrożąca krew w żyłach, czasami zabawna, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji.
I pomyśleć, że Hania i Tyśka nawet nie ruszają się z pokoju! Za to za sprawą Ciuchola poznają najbardziej mroczne zakątki siostrzanej twierdzy (w szufladzie, pod łóżkiem, za szafą). A nieoczekiwany konflikt z Sir Camembertem i jego podwładnymi, czyli Gilem oraz Kłębem Kurzu uczą je na nowo współpracy i przypominają im, jak bardzo ważne są dla siebie, pomimo różnicy wieku i poglądów.
Pędzącą niczym klockowa wyścigówka fabułę uzupełniają zwariowane i nieokiełznane, jak bałagan w pokoju sióstr rysunki Roberta Romanowicza, które tu i ówdzie zasłaniają tekst, uciekają za krawędzi stron, wchodzą na paginę. Są czarno-białe i kolorowe na przemian. I świetnie oddają nieco złowieszczy charakter bohaterów drugiego planu.
Gwarantuję, że ta dedykowana córkom Autora (Mii i Idzie), zwariowana opowieść wciągnie was rodzinnie bez reszty i sprawi, że wasze pociechy nieco poważniej podejdą do kwestii sprzątania pokoju.
Abelard Giza, Hania, Tyśka i Szajka Brudziaków, wyd. Strefa Gizy, wiek: 6+, do kupienia wyłącznie tutaj
Hania, Tyśka i Szajka Brudziaków
Na pierwszy ogień – selfpublishing. Ale nieprzypadkowy. Bo choć ta książka jest jego debiutem w dziedzinie literatury dziecięcej, to Abelard Giza od lat żyje z pisania, opowiadania i rozśmieszania. Spotkaliśmy się jakieś ćwierć wieku temu (jak to brzmi!) w „przestronnej, klimatyzowanej sali klubu studenckiego Rotunda” w Krakowie. Kto bywał, ten wie i w powyższym cytacie od razu rozpozna stały dowcip dożywotniego konferansjera Przeglądu Kabaretów PAKa, Piotra Bałtroczyka. Ale rozpoznać mogą też ci, co zaduchu Rotundy nie zaznali, tylko wybrane koncerty śledzili w telewizji. Prowadzony przez Abelarda gdański kabaret Limo był jednym z objawień przeglądu, gdzie zdobywał laury przez kilka lat. Z czasem lider formacji zaczął występować solo jako stand-uper.
Poczucie humoru i wnikliwa ocena rzeczywistości to też atuty omawianej książki Hania, Tyśka i Szajki Brudziaków. Bo kto powiedział, że dla dzieci nie można pisać mądrze, przewrotnie, z przymrużeniem oka? Bohaterkami tej niecodziennej przygody są siostry – sześcioletnia Hania i jedenastoletnia Tyśka. Hania wciąż uwielbia się bawić, ale Matylda jest nastolatką, siedzi z nosem w telefonie, gadając ze swoją kumpelą Zośką i gumkę do mazania w kształcie Kurczaczka, prezent od Olka („najfajniejszego chłopaka w klasie. Zaraz po Julku”), traktuje jak relikwię. Nie ma co ściemniać – siostry oddaliły się od siebie, ale wciąż łączą je dwie rzeczy: wspólny pokój i panujący w nim nieokiełznany bałagan.
Wszystko zaczyna się od tego, że tata zarządza wielkie sprzątanie.
Nie. Wróć! Zaczyna się od „ultra-mega-superfinału”, który w środku bałaganu urządza Hania, mianując ukochanego Kurczaczka Tyśki szoferem zbudowanej z klocków wyścigówki. Wiwaty zwycięstwa przerywa jednak trzask. Samochód rozbija się o ścianę, a Kurczaczek… ginie! To znaczy znika z oczu dziewczynki, co z iście nastoletnią wściekłością przyjmuje Matylda, która wchodzi do pokoju w kilka sekund po kolizji. Dziewczyńską awanturę przerywa tata, który obwieszcza koniec zabawy i czas na sprzątanie, przynosząc ogromną górę czystych ciuchów do składania. I tu rozpoczyna się szalona przygoda, momentami mrożąca krew w żyłach, czasami zabawna, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji.
I pomyśleć, że Hania i Tyśka nawet nie ruszają się z pokoju! Za to za sprawą Ciuchola poznają najbardziej mroczne zakątki siostrzanej twierdzy (w szufladzie, pod łóżkiem, za szafą). A nieoczekiwany konflikt z Sir Camembertem i jego podwładnymi, czyli Gilem oraz Kłębem Kurzu uczą je na nowo współpracy i przypominają im, jak bardzo ważne są dla siebie, pomimo różnicy wieku i poglądów.
Pędzącą niczym klockowa wyścigówka fabułę uzupełniają zwariowane i nieokiełznane, jak bałagan w pokoju sióstr rysunki Roberta Romanowicza, które tu i ówdzie zasłaniają tekst, uciekają za krawędzi stron, wchodzą na paginę. Są czarno-białe i kolorowe na przemian. I świetnie oddają nieco złowieszczy charakter bohaterów drugiego planu.
Gwarantuję, że ta dedykowana córkom Autora (Mii i Idzie), zwariowana opowieść wciągnie was rodzinnie bez reszty i sprawi, że wasze pociechy nieco poważniej podejdą do kwestii sprzątania pokoju.
Abelard Giza, Hania, Tyśka i Szajka Brudziaków, wyd. Strefa Gizy, wiek: 6+, do kupienia wyłącznie tutaj.