Cargo fura, co lata nad dziurami jak złoto. Testujemy Explorera 2 od Lovensa
Słuchaj w formie podcastu
Zamiast tworzyć kolejne, czysto użytkowe „wozidło”, Lovens stworzył rowerowy odpowiednik luksusowego SUV-a dla rodziny. Ale to nadal rower, a nie SUV. I super. Przynajmniej nie musicie spłacać leasingu za czołg do stania w korkach. Ale spłacać będziecie!
Lovens to wciąż stosunkowo młody gracz na rynku rowerów cargo, za którym stoi holenderska firma Optima Cycles. Od samego początku marka weszła do gry z bardzo konkretną misją: stworzyć realną alternatywę i rzucić wyzwanie rynkowemu gigantowi, czyli popularnemu Urban Arrow. I Lovens robi to bez kompleksów – pozycjonuje się w segmencie premium, stawiając nacisk na innowacyjny design i rzucającą się w oczy stylistykę. Holendrzy wyraźnie wyciągnęli wnioski z konstrukcji starszej konkurencji i postanowili wyeliminować jej bolączki. Pierwsza rzecz, która uderza przy kontakcie z rowerem Lovens Explorer 2, to jego rozmiar. To po prostu potężny rower cargo. Wygląda bardzo masywnie i na pierwszy rzut oka może być wręcz onieśmielający – zwłaszcza dla osób o drobniejszej posturze. Szczerze mówiąc Lovens Explorer 2 wygląda trochę tak, jakby miał własny kod pocztowy i strefę zgniotu zapożyczoną z czołgu. Wiele osób (i to nie tylko kobiet) może na początku nie czuć się pewnie, widząc ten gabaryt i podświadomie szukać w schowku formularza na prawo jazdy kategorii C+E. Do tego dochodzi rama o nietypowym, bardzo futurystycznym kształcie, która już z daleka manifestuje fakt, że mamy do czynienia z rowerem w klasie premium.
Jednak pozory mylą. Jeździłem na wielu rowerach cargo – od kilku modeli Babboe, przez legendarne Urban Arrow, aż po maszyny Riese & Müller – i mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że Lovens prowadzi się prawdopodobnie najłatwiej z nich wszystkich.
Mniej drążka, więcej paska
Jak to możliwe przy takich gabarytach? Tajemnica tkwi w innowacyjnym układzie kierowniczym. Zamiast sztywnego drążka, który jest standardem w większości cargo, przednie koło sterowane jest tutaj przy pomocy ukrytych linek. Czyli mamy rowerowe fly-by-wire. Prawie jak w myśliwcach, tylko krzyki pasażerów lecące z frontu są bardziej piskliwe. Dzięki temu promień skrętu jest znacznie mniejszy, a ten na pozór długi i niezgrabny rower staje się rewelacyjnie zwrotny.
Z technicznego punktu widzenia warto zwrócić uwagę na napęd. Nie znajdziecie tu brudzącego się i wymagającego smarowania łańcucha – zastąpił go cichy i bezobsługowy pasek z włókna węglowego Gates Carbon Drive. Egzemplarze, które testowałem, były dodatkowo wyposażone w opcjonalną, w pełni automatyczną skrzynię biegów Enviolo Automatiq. Fajne to jest, działa dobrze, ale czy jest to znowu rozwiązanie, za które chciałbym dopłacać, to nie wiem. Ale już za podwójną amortyzację (amortyzowany widelec z przodu oraz opcjonalna amortyzowana sztyca pod siodełkiem) to konstruktorom należą się tu brawa. Udało im się bowiem stworzyć maszynę, która płynie nad dziurami lepiej od R&M Loada (i jest przy tym o ponad 10 tys tańsza)
Na koniec warto dodać akapit o ciszy. Ten rower jest cichy. Bardzo cichy. Kultura pracy mechanizmów i silnika jest tak ogromna, rower jedzie praktycznie bezszelestnie.
Wnętrze jak w samochodzie i plastikowa (ale lekka!) skrzynia
Lovens Explorer 2 robi wrażenie także w środku. Zastosowane w skrzyni ładunkowej foteliki dla dzieci wyglądają jak miniaturowe fotele samochodowe – są świetnie wyprofilowane, mają nawet małe zagłówki i można je zamówić w eleganckim, brązowym lub czarnym kolorze. Kłopot tylko taki, że jak zaczniecie od Lovensa, to pod tym względem właściwie każdy inny rower będzie downgrade’em. Dla rodzin z większą gromadką przewidziano super opcję dokupienia przedniej ławeczki.
Ogromne wrażenie robi też namiot przeciwdeszczowy. Został osadzony na specjalnym, sprężynującym systemie i unosi się do góry trochę jak dach w sportowym samochodzie. Jeśli od zawsze chcieliście mieć kabriolet z otwieranym dachem, ale zamiast kryzysu wieku średniego przytrafiła wam się trójka dzieci (patrz ja)– to jest to całkiem niezły substytut. Nadaje to rowerowi fantazyjnego sznytu.
A co z samą skrzynią? Wygląda na zrobioną ze zbrojonego betonu, ale w rzeczywistości jest wykonana z lekkiego tworzywa sztucznego (spienionego polipropylenu EPP). To celowy zabieg – dzięki temu cały rower jest stosunkowo lekki, co kapitalnie wpływa na łatwość prowadzenia. Ma to jednak mały minus: w przeciwieństwie do drewnianych skrzyń w Babboe, które można malować na wszystkie kolory tęczy, tutaj ta opcja odpada. Choć bądźmy szczery – wasze dzieci i tak szybko załatwią sprawę designu rozdeptanym błotem, naklejkami z Psim Patrolem i permanentnym markerem, którego zapomnieliście im zabrać.
Bałagan, bagażnik i konfigurator jak z salonu samochodowego
Bo z rowerami cargo (i z szafami, i z bagażnikami, i z kobiecymi torebkami) jest tak: im większe, tym większy w nich bałagan. Fizyka czarnej dziury działa tu bezbłędnie – wrzucasz do środka kask i plecak, a po tygodniu znajdujesz tam jeszcze zaschniętego kabanosa, samotnego buta i piasek z trzech różnych placów zabaw. Prędzej czy później odkryjecie, że z dziećmi i rzeczami po prostu się nie mieścicie (co przy pierwszym spojrzeniu na skrzynię wydaje się niemożliwe). Dlatego trochę brakuje w standardzie tylnego bagażnika. Na szczęście, jak wszystko inne, można go dokupić (w solidnym systemie MIK HD). I przy okazji zamontować na nim kolejne dziecko.
Właściwie opcja doposażania tego roweru przypomina konfigurator w salonie aut premium. Wystarczy chwila zapomnienia przy wyklikiwaniu opcji i nagle musicie sprawdzić, po ile chodzą nerki na czarnym rynku. Jeśli wozicie mniejsze dzieci, Lovens oferuje cały system mocowań: od adapterów pod foteliki samochodowe (Maxi-Cosi), przez specjalne mniejsze foteliki (Toddler Seat), aż po klasyczne adaptery do siodełek rowerowych. Poza potężnym namiotem, skrzynię można też przykryć płaskim pokrowcem (Box Cover) albo wyposażyć w osłonę przeciwsłoneczną (Sunshade). Oświetlenie skrzyni można podkręcić nie tylko przednią listwą LED do jazdy dziennej, ale też modułem z wbudowanym portem USB-C wewnątrz paki, do ładowania telefonu. Mój absolutny faworyt na polską jesień i zimę? Podgrzewana ławeczka. Można też dokupić listwę LED ze zintegrowanymi kierunkowskazami, ale osobiście nie jestem fanem tego rozwiązania. Polscy kierowcy i tak nie są przyzwyczajeni do takiej formy komunikowania skrętu przez rowery, a prawnie i tak musimy sygnalizować manewr ręką. Szkoda zachodu. Cały ten ekosystem akcesoriów daje ogromną elastyczność, choć warto pamiętać, że każdy element odpowiednio winduje końcową cenę.
Bosch i cyfrowa kłódka
Sercem roweru jest potężny, sprawdzony silnik z systemem Boscha. Baterie tego producenta cechuje świetna wytrzymałość i możliwość łatwej rozbudowy pod własne potrzeby. Co więcej, rower obsługuje platformę Bosch Smart System z funkcją eBike Lock. Jeśli sprzęt padnie łupem złodzieja, Wasz smartfon pełniący funkcję cyfrowego klucza całkowicie zablokuje wsparcie silnika elektrycznego. Odjechanie tak ciężkim rowerem bez asysty jest potwornie trudne, więc złodziej prawdopodobnie zejdzie na zawał na pierwszym podjeździe pod wiadukt. Dodatkowo akcesoryjny moduł GPS Trackera pozwala śledzić lokalizację na żywo i wygenerować raport dla policji. Rower wyposażono też oczywiście w standardową blokadę na koło, można mu też dokupić specjalne, wzmocnione zamknięcie antykradzieżowe samej baterii od firmy ABUS (Anti-Theft Battery Lock).
Warto?
Warto. Choć nie jest to najtańsze elektryczne cargo na rynku. W najtańszej wersji w polskiej dystrybucji trzeba na niego wyłożyć 28 tysięcy złotych. Ale nawet wówczas otrzymujecie rower z napędem na pasku, silnikiem i baterią renomowanego producenta, konfigurowalny, cichy i dający ogromną frajdę z jazdy. Pokażcie mi samochód za trzy dychy, który da Wam to wszystko. I to taki, za którym ludzie będą się oglądać na ulicach.
Roweru do testów użyczyła nam firma Towarowe.pl , która nie miała wpływu na treść zamieszczonego artykułu oraz nie widziała go przed publikacją