Boyhood

Alberto Ramos-Lorente

Najprawdopodobniej żaden ze współczesnych reżyserów nie zajmował się tematem przemijania czasu w tak uporządkowany i konsekwentny sposób jak urodzony w Texasie reżyser Richard Linklater.

Jego sławna trylogia „Przed…”, która częściowo była tworzona w tym samy czasie co „Boyhood”, jest monumentalnym, trwającym osiemnaście lat badaniem związku dwojga ludzi. Widzowie mogą obejrzeć jak Ethan Hawke i Julie Delpy starzeją się na naszych oczach. Ich życie możemy analizować w dziewięcioletnich odstępach.

Linklater rozprawia się z czasem przy pomocy filmów, których akcja została ograniczona do jednego dnia („Uczniowska balanga”) czy rozgrywa się w realnym czasie („Taśma”). „Boyhood” reprezentuje kulminację zainteresowań reżysera ekranową chronologią. Film, nakręcono w ciągu 39 dni zdjęciowych na przestrzeni 12 lat, z wykorzystaniem tej samej obsady. Historię głównego bohatera obserwujemy od pierwszej klasy szkoły podstawowej do pierwszego roku college’u, dzięki czemu naprawdę widzimy jak dorasta on na naszych oczach.

Niekonwencjonalna konstrukcja filmu spowodowała, że zarówno krytycy jak i widzowie porównują „Boyhood” do wcześniejszych dzieł pozwalających widzom doświadczyć upływu czasu na ekranie, przykładowo do siedmioletniej serii „…Up” Michaela Apteda, czy realizacji François Truffauta, w którego filmach często występował ten sam bohater – Antoine Doinel.

Porównania te, choć uzasadnione, nie do końca są odpowiednie, ponieważ odczucia, jakie budzi u widza ten rodzaj filmu, bardziej przypominają te, które wywołują programy telewizyjne . Niemal wszyscy widzieliśmy jak Sally Draper w serialu „Mad Men” z pulchnego, ciekawskiego dziecka staje się wyrafinowaną i zbuntowaną nastolatką. Wyjątkowość „Boyhood” polega na skondensowaniu procesu starzenia w trzygodzinną dawkę, możliwą do strawienia (lub nie) podczas jednego seansu.

Po raz pierwszy poznajemy Masona (Ellar Coltrane) jako sześcioletniego szkraba mieszkającego z samotną matką Olivią (Patricia Arquette) i rozsądną starszą siostrą Sam (prywatnie córka Linklatera – Lorerei). Mniej lub bardziej obecny jest w życiu Masona ojciec – Mason Senior (Ethan Hawke) zapewniający okazjonalną komiczną, jeśli nie finansową, ulgę. Prawie trzy godziny później nic nadzwyczajnego nie będzie miało miejsca; oprócz, oczywiście, życia. Linklater doskonale zdaje sobie sprawę, że egzystowanie jednostki jest częściej definiowane przez zwyczajność, niż nadzwyczajność. Tym samym ukazuje bohatera i jego szkolnego kolegę spacerujących w stronę domu, poświęcając tej scenie wiele czasu. Na jego miejscu, mniej uważny reżyser skupiłby się na bardziej dramatycznych wątkach. To jednak dzięki spokojnej strukturze obrazu i jego konsekwentnej linearnej chronologii, otrzymujemy tak dokładne studium charakteru.

Zamiłowanie Linklatera do swoich postaci jest bardzo charakterystyczne i dosłownie epatuje z ekranu. Ten aspekt filmu (oprócz żenującej sceny w restauracji pod koniec projekcji) jest właściwie jedyną wadą „Boyhood”. Pod pewnymi względami Mason jest zbyt doskonały przez co nierealny. Wprawdzie nie byłby synem idealnym w oczach podmiejskiego, konserwatywnego rodzica, jednak liberalna, wykształcona osoba (czyli akurat przeciętny potencjalny widz tego filmu) zapragnie właśnie takiego dziecka (lub raczej bratanka lub siostrzeńca).

Jako bezdzietny mężczyzna w kwiecie wieku, czuję, że film próbuje wymusić na mnie sentymentalne wrażenie mojego podobieństwa do Masona lub jego relacji z ojcem, ale to z postacią Patrici Arquett utożsamiam się najbardziej. Właściwie powiedziałbym, że „Parenthood” byłoby odpowiedniejszym tytułem dla tego filmu, bowiem jego motyw przewodni, upływ czasu, jest najbardziej widoczny w postaci granej właśnie przez Arquett, pomimo ogromnej przemiany fizycznej Coltrane’a. W kluczowej scenie matka gorzko płacze, gdy jej syn szykuje się do wyjazdu na studia. Widz wie, że pod tymi łzami kryje się coś więcej – uniwersalny strach przed stawieniem czoła ostatniemu etapowi życia, które pomimo częściowego spełnienia osobistego i zawodowego, nie zaspokaja oczekiwań. Być może tak bardzo zapadła mi w pamięć postać Arquett, ponieważ aktorka daje z siebie najwięcej spośród wszystkich i tak fantastycznie grających aktorów. To zdumiewające, jak płynnie gra Arquett ,szczególnie biorąc pod uwagę, że w “Boyhood” robi sobie przerwę od serialu „Medium”.

Boyhood niezaprzeczalnie jest filmem tak świetnym, że krytycy, a zwłaszcza Kenneth Turan z Los Angeles Times, poczuli się zobowiązani do napisania artykułów wyjaśniających dlaczego niezachwiana pochwała filmu jest szkodliwa dla krytyki filmowej. Zastanawiam się dlaczego zamiast tego po prostu nie napisali negatywnej recenzji. Muszę przyznać – patrząc na wysokie noty filmu na stronie Metacritic – miałem obawy, że zachwycająca forma może stać się równocześnie przekleństwem. Myliłem się. Unikatowość „Boyhood” być może jest spowodowana niespotykanym dotąd sposobem tworzenia filmów, ale i bez tego to w dalszym ciągu wyjątkowe dzieło.

“Boyhood”
scen. i reż. Richard Linklater
wys. Ellar Coltrane, Patricia Arquette, Ethan Hawke