Asystent do spraw ogarniania chaosu. Czy warto korzystać z Notis.ai?
Sprawdzamy, czy autonomiczny agent sztucznej inteligencji sterowany głosem z poziomu WhatsAppa i zintegrowany z Notion pomaga lepiej organizować sobie pracę i zyskać więcej czasu na przyjemności. Czy raczej komplikuje to, co i tak jest już skomplikowane.
Dzień zaczyna się od zadyszki. Co mam zrobić dziś, czego nie zrobiłam wczoraj. O czym zapomniałam, chociaż nie powinnam. Zerkam na rozproszone listy zadań: do notatnika, kalendarza, fiszek na ekranie, które wiszą na nim jak wyrzut sumienia. Środkiem zaradczym na chaos codzienności ma być kolejna lista. Pamiętać o mejlu do A., zadzwonić do C., kupić prezent dla D., umówić lekarza, weterynarza, a w międzyczasie wypić pięć szklanek wody. To lista dla życia prywatnego, a jest jeszcze zawodowe.
W chwili zwątpienia pocieszam się myślą, że listy innych ludzi są pewnie bardziej rozbudowane, wielozadaniowość nie działa i że wszyscy żyjemy w dyktaturze zajętości. Po cichu marzę o asystencie. Niech pamięta, planuje, koordynuje. Niech będzie zawsze dostępny, nie ukrywam, że także cenowo. Niech trzyma czas na smyczy, żeby więcej zostawało go na małe przyjemności. Sprawdzam, czy Notis – autonomiczny agent sterowany głosem – może mi w tym pomóc.
Pomysł wydaje się świetny: delegować zadania asystentowi AI poprzez komunikatory, których używamy dziesiątki razy dziennie – WhatsApp, Telegram, iMessage, Gmail.
Wystarczy wysłać notatkę głosową, wiadomość tekstową, przekierować mejla czy wysłać zdjęcie – Notis przetwarza i interpretuje komunikaty oraz ich kontekst, w tle realizując zlecone zadania. Narzędzie to ma nie tylko wspierać produktywność, jak wiele dostępnych na rynku aplikacji, lecz także przejąć część pracy organizacyjnej i być czymś w rodzaju zewnętrznej pamięci.
Możliwości Notis teoretycznie wydają się imponujące: od zapisywania notatek głosowych i tworzenia listy zadań na ich podstawie czy notatek tekstowych, poprzez wyszukiwanie informacji, analizę i streszczenia dokumentów, aż po ustawianie automatyzacji (na przykład przypomnienia o stałych zdarzeniach, jak spotkania w pracy, wizyty u lekarza czy przyjmowanie leków) czy wieloetapowego workflow (transkrypcja notatki głosowej ze spotkania – lista decyzji – lista zadań – harmonogram kolejnych działań – ustawienie przypomnień). Jak jednak współpraca z Notis wygląda w praktyce?
Centrum dowodzenia
Zrobiłam pierwszy krok: założyłam konto na stronie Notis.ai, korzystając z siedmiodniowego, bezpłatnego okresu próbnego. W powitalnym mejlu dostałam link, wystarczy kliknąć i WhatsApp otwiera się automatycznie. Od tego momentu komunikacja z asystentem będzie odbywać się na czacie. Jednocześnie korzystam z możliwości integracji Notis.ai z innymi aplikacjami (do wyboru jest ponad osiemset aplikacji), między innymi z kalendarzem Google, pocztą Gmail, Google Drive, Trello i Slackiem. Dzięki powiązaniu z zewnętrznymi aplikacjami Notis może w moim imieniu odczytywać z nich dane, wykonywać i automatyzować zadania.
Działa więc jak centrum dowodzenia: z poziomu czatu na WhatsAppie można głosowo zarządzać wieloma aplikacjami jednocześnie, bez konieczności uruchamiania każdej z nich osobno.
Notis od początku projektowany był z myślą o pracy w Notion, czyli wszechstronnej aplikacji, łączącej funkcje bazy danych, notatnika, kalendarza i narzędzia do zarządzania projektami w jednym miejscu. To tam Notis zapisuje, porządkuje i łączy notatki oraz zadania, tworząc trwałą bazę danych, do której można później wracać. Integrację z Notion można jednak pominąć, o czym Notis.ai informuje na swojej stronie, i nadal korzystać z integracji z innymi aplikacjami, które pozwalają asystentowi odczytywać dane i wykonywać akcje w naszym imieniu (między innymi kalendarz Google, Gmail, Google Drive, Trello, Slack). W tym przypadku Notis analizuje maile, dodaje wydarzenia do kalendarza czy automatyzuje zadania, ale nie buduje centralnej, uporządkowanej bazy wiedzy. Tu powstaje spora wątpliwość, czy przy cenie dwudziestu dziewięciu dolarów miesięcznie w najtańszym planie subskrypcyjnym, warto inwestować w Notis bez integracji z Notion. Informacje pozostają rozproszone na czacie i między różnymi narzędziami. A chodzi o to, żeby mieć własne centrum dowodzenia wszechświatem. Od kilku tygodni testuję również Notion, dlatego do Notis podchodzę – jak do wielu narzędzi AI – z ostrożnym optymizmem.
Co Cię gniecie?
Wysyłam pierwszą wiadomość głosową. Ma ona formę klasycznego żalipostu: za dużo srok za ogon, skłonność do prokrastynacji, czasem chaos w zadaniach. „Napisz tylko: co Cię teraz najbardziej gniecie – praca, dom czy zdrowie?” – pyta asystent AI, a mnie ze wzruszenia łamie się głos. Po kilku minutach mamy ustalony wstępny plan działania.
Zaczynamy od stworzenia listy zadań na konkretny dzień. Notis sprawdza skrzynkę mejlową, kalendarz i komunikatory pod kątem zadań do wykonania, tworzy checklistę, może także ustalić priorytety i godzinowy harmonogram pracy. Z poziomu czatu na WhatsAppie zlecam dodanie nowych wydarzeń w kalendarzu, dyktuję treść mejla i ustawiam wysyłkę w moim imieniu. Notis tworzy podsumowanie korespondencji z konkretnym odbiorcą lub grupą odbiorców i na tej podstawie tworzy listę zadań, na przykład na kolejny tydzień.
Sprawdzam też, czy Notis wesprze mnie w pisaniu tekstu o… Notis. Podaję ograniczenia: święta, wyjazd, sylwester, kolejny wyjazd, tylko siedem dni na testowanie narzędzia oraz trzy dni na pisanie w przerwach między kupowaniem prezentów i spotkaniami z rodziną, a wszystko to w atmosferze końcoworocznego zmęczenia.
Notis rozpisuje szczegółowy plan pracy na trzy dni z uwzględnieniem wspomnianych ograniczeń, wysyła przypomnienia o zadaniach do wykonania, a także o tym, że jestem tylko człowiekiem i powinnam odpocząć od ekranów, rozprostować kości i napić się wody.
Kiedy stawiam ostatnią kropkę w tym artykule, nie mam wątpliwości, że to dzięki wsparciu asystenta AI, który ustrukturyzował moje działania, a dzięki automatycznym przypomnieniom niejako zmusił do systematycznego pisania.
Notis używam również do researchu w pracy, ale w przypadku gdy ma być on bardziej pogłębiony (na przykład: „znajdź na LinkedIn branżowe dyskusje dotyczące trendów newsletterowych w mediach w 2026 roku” albo „wyszukaj artykuły dotyczące zwiększenia zaangażowania na stronie internetowej opublikowane w drugim półroczu 2025 roku”), wyniki są często rozczarowujące, trzeba na nie długo czekać albo wręcz nie ma żadnych – Notis nie tylko nie odpowiada, ale też nie informuje, że nie jest w stanie wykonać komendy. Niewykluczone, że niebawem zostanie to ulepszone – w 2026 roku Notis zacznie korzystać ze smart router, mechanizmu, który automatycznie dobiera model AI i poziom myślenia do rodzaju zadania, bez angażowania użytkownika. Proste polecenia obsługuje szybko i niskim kosztem, a przy bardziej złożonych zadaniach sam przełącza się na GPT-5.2, zapewniając głębsze rozumowanie i lepsze rezultaty.
Ping, ping, ping
Z Notis korzystam w ciągu dnia wielokrotnie: nagrywam pomysły na nowe teksty i notatki do wykorzystania w trakcie pisania, zapisuję ciekawe artykuły na później. Po tygodniu „pracy w międzyczasie” mam już pokaźną bazę pomysłów i notatek do użycia w najbliższej przyszłości zebraną w Notion.
Mam też wrażenie, że pracuję cały czas – nagrywam w tramwaju, na spacerze z psem i w kolejce do kasy samoobsługowej, także w godzinach wieczornych, kiedy teoretycznie nie powinnam już pracować.
Po kilku dniach dochodzę też do wniosku, że nadmiar powiadomień z WhatsAppa działa kontrproduktywnie – nie mogę skupić się na zadaniu, bo sięgam po telefon, który ma mi przypomnieć o wykonaniu zadania… Na szczęście szybko odrabiam lekcję z umiaru – ustawiam tylko te automatyzacje, które wydają mi się konieczne.
Finansowy coach
Z pomocą Notis próbuję uporządkować także domowe finanse. Ustalam harmonogram prowadzenia budżetu z jasno określonym celem rocznym: spłatą kredytu konsumenckiego i zbudowaniem poduszki finansowej. Do Notis wrzucam paragony: system konwertuje je na tekst, zapisuje wydatki w Notion i automatycznie przypisuje je do odpowiednich kategorii, a na koniec miesiąca sumuje je, jednocześnie wskazując, na jakie zbędne przyjemności wydaję ciężko zarobione pieniądze. Korzystam też z Notis jak z finansowego coacha. Codziennie dostaję krótkie minilekcje z podstaw zarządzania domowym budżetem, dzięki czemu wreszcie realizuję długo odkładany plan edukacji finansowej. Notis tworzy listy zakupów, przypomina mi o lekarzu, suplementacji witaminy D i urodzinach znajomych.
Notis zna moje życie na wylot. To budzi uzasadnione obawy – narzędzie przetwarza bardzo szeroki zakres danych osobowych i wrażliwych pochodzących nie tylko z czatu na WhatsAppie czy Telegramie. Ma także dostęp do danych z aplikacji, które decydujemy się zintegrować z Notis: kalendarza, komunikatorów czy poczty.
Zamknięty, ale otwarty
Z polityki prywatności dostępnej na stronie Notis wynika, że dane te są przetwarzane wyłącznie do realizacji zleconych zadań, nie są wykorzystywane do trenowania modeli językowych. Użytkownik w każdej chwili może wyłączyć integracje i zażądać usunięcia swoich danych z systemów aktywnych, co jest realizowane do trzydziestu dni od zgłoszenia.
W kontekście ochrony prywatności warto pamiętać o tym, że Notis nie jest zamkniętym systemem, lecz funkcjonuje dzięki połączeniu kilku usług zewnętrznych.
Composio pośredniczy w integracjach i logowaniu do innych aplikacji, Supabase przechowuje pliki i dane techniczne. Korzystając z Notis, przekazujemy więc część kontroli nad danymi nie jednej aplikacji, lecz całemu ekosystemowi współpracujących ze sobą usług. Choćby dlatego przed rozpoczęciem przygody z Notis warto poświęcić więcej czasu na zwykłą, ludzką refleksję – jakie dane i w jakim zakresie chcemy udostępnić, czy korzystanie z Notis będzie ingerencją w prywatność innych osób, na przykład współpracowników.
Marzyłam o asystencie, który zdejmie ze mnie ciężar pamiętania, organizowania i koordynowania – i Notis w dużej mierze spełnia tę obietnicę, zwłaszcza wtedy, gdy działa w połączeniu z Notion i innymi aplikacjami. Bez tej infrastruktury pozostaje jedynie notatnikiem głosowym w komunikatorze. Notis działa najlepiej wtedy, gdy staje się centrum dowodzenia chaosem. Pozostaje jednak pytanie, czy na pewno chcę, by ktoś inny, w tym przypadku wirtualny asystent, je prowadził i jaką cenę – oprócz miesięcznej subskrypcji – muszę za to zapłacić.