Pierwsza wielka ryba

Sebastian Kalkowski

Chyba do końca życia nie zapomnę pierwszej ryby, którą złowiłem w wieku 6-7 lat. To była płotka złowiona na spławikówkę mojego taty. Wędkę dostałem tylko do potrzymania w rękach, ale spławik szybko zatonął. Tata wydał głośne polecenie: „Pociągnij do góry”!

Tak też zrobiłem, a na końcu zestawu walczyła niewielka rybka. Niezapomniana! Później przyszedł czas na łowienie większych ryb, pierwszych drapieżników. Dostałem od taty swój pierwszy spinning i kołowrotek. Tata nawinął grubą żyłkę, na jej końcu zawiązał przypon i dał mi w prezencie kilka przynęt. Rozpierała mnie duma! Miałem swój spinning i 4 różne metalowe przynęty – trzy wahadłówki i jedną wirówkę. Któregoś dnia tata zabrał mnie nad rozlewiska Narwi w okolicach Pułtuska. Razem z kolegą rozstawili się ze spławikówkami, a ja wziąłem swój spinning i poszedłem łowić dosłownie kilkadziesiąt metrów dalej. Po niedługim czasie – ryba połknęła przynętę. Branie było potężne, nie do opisania. Ogromna ryba walczyła zaciekle i w zasadzie usiłowała wciągać mnie do wody. Tata błyskawicznie dotarł z podbierakiem i gdy tylko ryba znalazła się blisko brzegu, podebrał ją. Tak zaczęła się moja przygoda z wędkarstwem. Wsiąkłem w nią na dobre. Teraz, gdy pomyślę o pierwszej rybie, trochę chce mi się śmiać. Szczupak, którego złowiłem miał pewnie z 50 cm, ale wtedy wydawał mi się ogromny, silny i groźny. Dzisiaj w wędkarstwie – a jest to moja największa życiowa pasja – takie chwile euforii przychodzą już tylko wtedy, kiedy uda mi się złowić naprawdę konkretny okaz. I nie przesadzam. Złowiłem już wiele ryb w swoim życiu i każda zdobycz sprawia mi dużą satysfakcję, jednak prawdziwa adrenalina pojawia się tylko podczas holu wielkich, rekordowych ryb: pstrąga, szczupaka czy suma. I pomyśleć, że to wszystko dzięki tacie.

Dzisiejsi ojcowie często wracają późno do domu, niektórzy nie mają wolnych weekendów. Wielu z nich chciałoby spróbować swych sił w wędkarstwie, ale po prostu brakuje im czasu na zaangażowanie się w temat od początku. A co tu dopiero mówić o zabraniu dziecka na ryby. Wbrew pozorom wędkarstwo nie jest łatwe i wymaga poświęcenia wielu godzin, aby ogarnąć wszystkie metody, przynęty, zanęty, spławiki, kołowrotki i wędki. Ogromny wybór sprzętu, wiele technik połowu, czy metod łowienia nie ułatwiają sprawy, tym bardziej, gdy chcemy spróbować od zera i w dodatku z dzieckiem. Dlatego warto rozpocząć wspólną przygodę z wędkarstwem i zabrać syna lub córkę na wyprawę wędkarską albo szkolenie zorganizowane przez doświadczonych pasjonatów. Pod okiem profesjonalistów łatwiej stawia się pierwsze kroki w wędkarstwie. Możecie w krótkim czasie przyswoić ogromną wiedzę, którą tak naprawdę trzeba zdobywać latami i wspólnie złowić pierwszą rybę. Będzie pamiętna!

Od 9 lat jestem przewodnikiem wędkarskim – połączyłem pasję z pracą. Bardzo chętnie dzielę się zdobytą wiedzą z uczestnikami wypraw. Przez te wszystkie lata spotkałem się z wieloma ludźmi, w tym z ojcami i ich synami, którzy dzięki naszej pomocy, realizują swoje hobby. Za nami sporo udanych wypraw, wielu zadowolonych ojców, patrzących na szczęście swoich dzieci! Wiele udanych holi dużych ryb i wiele miłych chwil spędzonych z dziką naturą w tle. Widok uśmiechniętych ojców i synów, którzy razem wypuszczają wielką rybę z powrotem do wody jest bezcenny.

Jeśli chcecie wraz z dzieciakami realizować swoją pasję, zapraszam na wyprawy wędkarskie pod opieką profesjonalnych przewodników – www.przewodnicywedkarscy.pl. Wyprawy organizujemy zarówno w Polsce, jak też w całej Europie oraz w różnych miejscach na świecie. A tych ojców, którzy jeszcze nie zaczęli swojej przygody wędkarskiej lub chcą podszlifować wiedzę pod okiem instruktorów, zapraszam do jedynej w Polsce szkoły wędkarskiej – www.naukawedkowania.pl. Tutaj wraz ze swoimi dziećmi możecie nauczyć się podstaw łowienia różnymi technikami i metodami oraz rozwinąć wcześniej zdobyte doświadczenia.

www.przewodnicywedkarscy.pl