Pakujemy prezenty

Redakcja

Mamy dla was 5 alternatyw dla gotowych opakowań podarunków na Święta. Bo liczy się nie tylko to, co w środku.

Wiemy, że grudniowe poszukiwanie prezentów może spędzać wam sen z powiek, dlatego zamiast kolejnego wyzwania, proponujemy domowe rękodzieło. Zakładamy, że podarunki już macie, przygotujcie zatem trochę makulatury, pożyczcie przybory plastyczne od młodych i razem z nimi siadajcie przy stole. Czas na przedświąteczny relaks pod hasłem zrób to sam.

1. Drugie życie gazety

Do wyboru macie nieaktualną prasę codzienną w wersji współczesnej albo czasopisma wyszukane na pchlim targu czy w antykwariatach. Opcja numer dwa to gwarancja stylu retro dla waszego opakowania. Forma zależy od kształtu prezentu – jest w czym wybierać!

źródło zdjęcia

2. Jego wysokość: szary papier

Wydawało nam się, że to dobrze znany patent na pakowanie nie tylko świątecznych prezentów, jednak wszechobecne kolorowe i lśniące papiery każą nam się jeszcze zastanowić. Póki co – owijajcie podarunki poczciwym szarym papierem, podpowiemy, że możecie go zdobyć przy okazji zakupów w IKEA. Do tego sznurek plus leśny akcent i gotowe.

źródło zdjęcia

3. Palcem po mapie

Wiadomo, że żal poświęcać mapy, ale niektóre są już nieaktualne albo mają swoje kopie – te właśnie zgarnijcie do opakowania podarunków. Dla globtroterów i fanów kartografii będą idealne. Dobrze by było, gdyby pod mapą znalazły się prezenty związane w podróżą (albo te, przywiezione z wojaży).

źródło zdjęcia

4. Stempel jakości

Domowe pieczątki to jest to! Jeśli przyszedł wam do głowy poczciwy ziemniak, to dobrze kombinujecie – jest niezawodny. Wystarczy wyciąć w surowym ziemniaczanym egzemplarzu świąteczny motyw i maczać stempel w farbie lub atramencie. Nam spodobał się też pomysł z tak zwaną rolką do odkłaczania – szybka misja!

źródło zdjęcia

A gdybyście szukali zawartości własnoręcznego opakowania – nie tylko dla ojców, ale też dla córek, synów i matek – zapraszamy do naszego sklepu online po egzemplarze magazynu „Fathers”. Może cały zestaw dla debiutującego czytelnika?