Ojciec, sztuka i baseny

Redakcja

Inspiracją do części prac Klary Cichej są zdjęcia z domowego archiwum jej taty. Malarka opowiada nam o rodzinnej więzi i o tym, że czasem to ona bywa dla ojca rycerzem.

Szykujesz małą wystawę w warszawskim lokalu MOD. Jaki jest jej koncept?

Pomysł na tę wystawę narodził się dość spontanicznie. Nie jest to typowa przestrzeń galeryjna, wręcz przeciwnie – mam do dyspozycji jedną bladoróżową ścianę i kameralną przestrzeń. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to naprawdę wyjątkowy lokal, dający możliwość skromnej, ale efektownej prezentacji. Patrycja i Kamila, założycielki MOD, to osoby, które podziwiam i szanuję za ogromną pasję do tego, co robią, i za siłę do realizowania śmiałych planów. Czuję, że dzięki nim to miejsce jest też bardzo girl power – tym bardziej cieszy mnie możliwość współpracy. Co do samych prac, które zaprezentuję, to będzie to cykl „POOL”, który przedstawia w dosyć abstrakcyjny i minimalistyczny sposób baseny. Część z nich to prace zupełnie nowe, niepokazywane nigdzie wcześniej, a część miałam już okazję prezentować, jednak nie w Warszawie.

Twoja praca dyplomowa jest z kolei inspirowana piosenką Scotta McKenziego pt. „San Francisco” i fotografiami San Francisco z lat 80-tych, wykonanymi przez twojego tatę. Opowiesz, dlaczego właśnie te zdjęcia wybrałaś?

Te fotografie towarzyszyły mi przez całe życie. Urzekała mnie ich kolorystyka, ich melancholijny nastrój, to, że było na nich miasto poza moim zasięgiem. Nie umiem dokładnie prześledzić momentu, w którym wpadłam na to, że moim dyplomem będą właśnie one. To był czas, w którym myślałam – przy moich cyklach malarskich – o spokoju, o tym, w jaki sposób można go przekazać w obrazach. To jednoznacznie połączyło się z okresem mojego dzieciństwa. Jest to dla mnie czas, który zapamiętałam jako idyllę. Miałam szczęśliwy dom, to tam był spokój, który gdzieś później straciłam. Ponieważ już wcześniej w obrazach nawiązywałam do muzyki, wszystko połączyło się w całość – zdjęcia, które przywodziły na myśl dzieciństwo oraz piosenka, również kojarząca mi się z dzieciństwem, będąca, jak wiadomo, hymnem hipisów. Zdjęcia, które robił mój tata, nie będąc fotografem, zostały zrobione po to, żeby utrwalić obraz, np. stoisko z winogronami, Alcatraz z oddali czy jego pokój hotelowy. Wiem, że każde z tych zdjęć to był dla niego moment, który jako zupełny laik fotografii chciał sobie zwyczajnie zachować, co jest dla mnie bezpretensjonalne, urzekające. Nie myślał nigdy, że mój dyplom to jakiś hołd dla niego, choć z drugiej strony wiedziałam, że będzie mu miło, gdy te zdjęcia będą inspiracją dla tej pracy. Był bardzo szczęśliwy z tego powodu. Pewnie nigdy nie przypuszczał, że zdjęcia z dziwnych czasów, kiedy tu w Polsce nie dało się nawet kupić pomarańczy, zwykłe fotografie pstrykane małpką pojawią się w galeriach.

Jaki wpływ na twoją twórczość miał twój ojciec?

Od samego początku tata mnie wspierał, od najmłodszych lat ułatwiał mi kroczenie tą drogą. Chodziłam do plastycznego gimnazjum i liceum, a później na ASP. Jego wsparcie się nie zmieniło, a z czasem nabrało jeszcze większej siły. Wie, że dla mnie to, co robię jest najważniejsze na świecie, więc jest dumny z tego, że może się angażować. Nigdy tego nie bagatelizował, nie umniejszał, sam z siebie się interesował, podpowiadał mi to, czego się dowiedział. Czasem mam wrażenie, że jest nieobiektywny, bo wszystko co tworzę mu się podoba, przez co dzielę jego komplementy na pół. Całym sobą pokazuje mi swoją akceptację i wsparcie. Nieraz miałam poczucie, że on bardziej we mnie wierzy niż ja sama. Mamy bliski kontakt, niemal codziennie rozmawiamy przez telefon. Zawsze traktował mnie jak osobę wyjątkową i nie pozwalał mi o sobie myśleć źle.

Tata też jest związany ze sztuką?

W swoim życiu mój tata zajmował się już wieloma rzeczami, ale nigdy sztuką. Od wielu lat jednak przede wszystkim zajmuje się medycyną niekonwencjonalną, jest bioenergoterapeutą. Jest to jego praca, ale przede wszystkim pasja. Zajmuje się pomocą w walce z chorobami nowotworowymi, ale także w rehabilitacji osób sparaliżowanych. W swoim dorobku ma także wybudzenia ze śpiączki. Mówię o nim, że jest czarodziejem, ponieważ wyciąga ludzi z ciężkich stanów. Poza tym przed większą część życia zajmował się sztukami walki. Założył pierwsze w Polsce stowarzyszenie kung-fu, prowadził też swoją firmę ochroniarską, w czasach, kiedy ten temat dopiero raczkował. Obecnie jest też prezesem Polskiej Fundacji Pomocy, którą powołał do życia kilka lat temu. Napisał też trzytomową powieść, udało nam się już wydać pierwszą część, jej tytuł to: Naprędce napisana historia. Fundusz na jej publikację uzbieraliśmy przez crowdfunding, zaprojektowałam do niej okładkę. Jest bardzo fajna.

Ojciec był mocno zaangażowany w twoje wychowanie?

Gdy byłam dzieckiem bardzo dużo pracował, więc przez większość czasu byłam z mamą. Mój tata jest dla mnie ogromnym autorytetem, mam do niego bardzo dużo szacunku. Zawsze go podziwiałam za to, że jest osobą inteligentną, ma swoje pasje, niekoniecznie konwencjonalne, którym się poświęca. Myślę, że zaszczepił we mnie smykałkę do sztuk walki, dosyć długo trenowałam aikido. Teraz wróciłam do treningów z tatą. Myślę, że jestem w pewnym procesie w mojej relacji z nim. Przez całe życie był dla mnie niepodważalnie osobą, która wie wszystko najlepiej, a teraz myślę o nim po prostu jak o człowieku. Są sytuacje, w których to ja otwieram mu oczy na jakieś problemy, nasze rozmowy przybierają taki obrót, że to ja miewam na niego wpływ. Mój tata ma żelazne zasady, czasem one były dla mnie zbyt sztywne i je podważałam. Teraz mówię mu, że ja bym załatwiła coś inaczej i później okazuje się, że zrobił tak, jak mu radziłam. Te role i proporcje w relacji rodzic–dziecko się zmieniają. Zawsze mi się wydawało, że on jest moim rycerzem, który mnie ratuje z opresji, a teraz coraz częściej sama mogę go wesprzeć, co bardzo mnie cieszy.

Klara Cicha – ur. w 1987 r. w Warszawie. Absolwentka malarstwa na Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi. Dwukrotnie wyróżniona w Konkursie im. Władysława Strzemińskiego, przez Miejską Galerię Sztuki w Łodzi i jury konkursu. Tworzy głównie w zakresie malarstwa olejnego, akrylowego i akwareli. Autorka wystaw indywidualnych i uczestniczka wystaw zbiorowych.

Zapraszamy na wystawę prac Klary, której patronujemy:

Klara Cicha x MOD 
MOD, Oleandrów 8, Warszawa
Wystawa: od 18 września do 2 października

Wernisaż: 18 września godz. 16:00

www.klaracicha.pl