Małe jest piękne

Marika Krystman
Portret Szymona: Roland Okoń , zdjęcia 2 i 3: Kinga Dżugan

Z ojcem i projektantem Szymonem Hanczarem rozmawiamy o sankach na bezśnieżną zimę, mobilizującym potencjale ograniczeń i o kluczowym meblu w pokoju 2-letniego dziecka.

Często powtarza się, że dobry projektant rozwiązuje problemy i Ty to faktycznie robisz. Kiedy kilka lat temu zaskoczyła nas bezśnieżna zima, zaprojektowałeś sanki na kółkach!

Co ciekawe, ten projekt nie powstał z myślą o dzieciach, był raczej wynikiem działania mojego wewnętrznego chłopca. Okoliczności stworzenia sanek na kółkach były prozaiczne. Była zima 2011 r., już po świętach, zbliżał się Nowy Rok, a w Polsce nie było śniegu. To było dość depresyjne. W tej przerwie międzyświątecznej robiłem zakupy w hipermarkecie i natknąłem się na sterty zalegających sanek, a jednocześnie pchałem swój wózek z zakupami. Skojarzenie jednego z drugim było tak oczywiste, że postanowiłem spróbować. Po sąsiedzku był market budowlany – tam dokupiłem dwie pary kółek – jedną stałą, drugą obrotową. Tego dnia powstał pierwszy model. Trudno tu mówić o projektowaniu, nazywam to raczej redesignem. Nie planowałem szerszej dystrybucji sanek, ale pojawiło się kilka zamówień, więc sporządziłem jeszcze kilka sztuk. A sanki na kółkach nazwałem „We never give up” – to w pełni oddaje naszą polską zaradność.

Moja babcia nazywa zaradnych ludzi obrotnymi. Z ciebie też jest taki obrotny projektant – lubisz walkę z pozornymi ograniczeniami. O twoim projekcie kawalerki pisały magazyny wnętrzarskie: na 13 mkw zmieściłeś biurko, łóżko, małą kuchnię i łazienkę. Kto teraz tam mieszka?

Tę wrocławską kawalerkę stworzyłem z myślą o sobie, mieszkałem w niej po studiach. Sporo wtedy pracowałem poza domem, a mieszkanie było głównie moją noclegownią. Nie miałem aspiracji, by dla siebie gotować, zresztą wtedy nawet śniadania jadałem w mieście. Mieszkałem w tej kawalerce jakieś półtora roku, a przez ostanie pięć lat przechodziła z rąk do rąk – znajomych i znajomych znajomych. Zawsze starałem się odbyć rozmowę z jej mieszkańcami tuż po wyprowadzce – to były standardowe pytania pod kątem mojej pracy doktorskiej. Byłem ciekaw, jak taki odbiorca odbierze to wnętrze, które przecież projektowałem pod siebie. Okazywało się, że z czasem każdemu z nich zaczęło trochę brakować przestrzeni. Każdy poczuł, że potrzebuje czegoś więcej – dobrze jest, kiedy nawet w obrębie mieszkania masz możliwość wyjścia dokądś. Drugie pomieszczenie jest kluczowe. Ta kawalerka przypomina nieco rozwiązanie hotelowe – w hotelu też jesteś w stanie mieszkać, ale tylko przez jakiś czas. Co ciekawe, ci mieszkańcy powtarzali, że po pobycie w tym maleńkim mieszkaniu zaczęli doceniać przestrzeń. Jedna osoba przeniosła się do 25 mkw – wcześniej nie doceniłaby tego metrażu.

Pozostając w klimacie projektowania wnętrz, które są kłopotliwe – masz na swoim koncie jakieś komnaty dziecięce? Upchnąć w jednej przestrzeni to, co niezbędne dla młodych, jest nie lada misją.

Zrobiłem kilka pokoi dla dzieci – jeszcze wtedy, gdy moje ojcostwo było odległe. A pokój mojej 2,5-letniej córki zacząłem robić na początku tego roku. W momencie, w którym go rozgrzebałem, pomyślałem, że to dobra okazja, by potraktować go jako swój warsztat. Mała póki co mieszka w naszym pokoju, a w jej przestrzeni trwają prace. Zawsze robię projekty, ale lubię też pracować na mięsie – zapoznać się z przestrzenią, tak jak tutaj. Kiedy analizuję pokój córki, biorę pod uwagę obecna sytuację – chcę projektować miejsce do życia 2,5-letniej dziewczynki, ale w przestrzeni pojawi się kilka rozwiązań, które będzie Ona mogła wykorzystać, gdy będzie dużo starsza. Obowiązkowa będzie rozkładana sofa, żeby ktoś mógł spać obok niej. Zresztą, niedługo zaczną ją odwiedzać dzieciaki, które zostaną na noc. Nocowanie u koleżanek to przecież supersprawa!

Jako ojciec-projektant stworzyłeś też meble z myślą o córce. Mała była testerką?

Owszem, powstał jeden koncept meblowy z myślą o niej, ale również pod kątem pewnego konkursu. W związku z tym, że praca została nagrodzona, prawa autorskie do niej przekazaliśmy organizatorowi. Zatem tych konkretnych nie przetestuje. Dzisiaj, niespełna rok później, jestem znacznie bogatszy o doświadczenia, córka jest wiele kroków dalej. Projektując teraz zwróciłbym uwagę na inne rzeczy, wiem po prostu o niej więcej niż wtedy.

Lubisz też dać pole do popisu użytkownikom danej przestrzeni – mam konkretnie na myśli projekty łazienek, w których zastosowano pomysły dzieciaków. Te realizacje widzieliśmy podczas tegorocznej edycji Łódź Design Festival – buzie nam się uśmiechały!

To wynika z mojej pracy na uczelni, w której moja – a właściwie nasza – rola, bo to praca zespołowa, ogranicza się do roli organizatorów, koordynatorów, inicjatorów itd., ale to studenci projektują. W tym konkretnym przypadku, o którym mówisz, poza studentami w proces projektowy zostały włączone dzieci ze szkoły podstawowej. Ich zadaniem było opowiedzieć o swoich potrzebach związanych z przestrzenią łazienki, dużo o tym dyskutowały, rysowały a studenci przyglądali się temu procesowi i byli również jego narratorami. Potem te zapiski, kolorowe rysunki zostały poddane wnikliwej analizie, usystematyzowane i sprowadzone do kilku założeń projektowych, realizowanych w grupach. Tak powstały najpierw projekty, a następnie prototypy zrealizowane przez naszego partnera, firmę Defra. Myślę, że cel został osiągnięty, oddano trochę przestrzeni dzieciom w pomieszczeniu, w którym są pomijane. Co najważniejsze, w ramach projektu nie powstały dziecięce meble łazienkowe, co we wnętrzach mieszkalnych nie zdobyłoby uznania, ale stosunkowo mało inwazyjne rozwiązania parameblowe, które odpowiadały na potrzeby najmłodszych użytkowników.

Pamiętam też projekt „Przepis na mały dizajn” i twój stolik kawowy, który można było złożyć samemu. Dobrze mi się wydaje, że upodobałeś sobie projektowanie małych przestrzeni i rzeczy?

W projekcie stolika chodziło o to, żeby każdy mógł sobie zamówić w markecie budowlanym odpowiednie formatki, kupić śruby i na podstawie mojego wykroju skonstruować własny mebel. A co do ograniczeń – to był zawsze mój konik. Pewne bariery wymuszają na projektancie bardzo analityczne podejście do tematu – trzeba się w tym ograniczeniem zmierzyć i to jest świetne wyzwanie. Im więcej jest wolności, tym więcej pokus, więc ta swoboda wcale nie pomaga. Na dobrą sprawę, jeśli musisz wyjść z pułapki – czyli masz ograniczenia, wiesz w którym momencie ci się to uda, a jeśli możesz wszystko, tak naprawdę nie wiesz co masz zrobić. Dla mnie to jest definicją projektowania, rozwiązywanie problemów.