Fotel golibrody

Redakcja

Chociaż termin „barber” na dobre wpisał się w nasze słownictwo, doceniamy polskiego „golibrodę”. Przyjrzyjcie się temu meblowi dedykowanemu mistrzom brzytwy i ich klientom!

Zlecenie zaprojektowania takiego męskiego fotela fryzjerskiego dostali projektanci z hanczarstudio, na którego czele stoi Szymon Hanczar – pamiętacie naszą rozmowę? Twórcy wzięli pod uwagę to, że ten zawód jest silnie osadzony w rzemiośle: Wiedzieliśmy, że bezwzględnie musimy się do tego rzemiosła odnieść, ale jednocześnie zależało nam na zrobieniu czegoś współczesnego. Stąd beton w podstawie fotela zamiast odlewu żeliwnego, czarna lakierowana stal zamiast chromowanej, tapicerka bardziej przypominająca te z obecnie produkowanych samochodów niż z lat 50. – wyliczają projektanci.

Zanim twórcy przystąpili do projektowania, dokonali analizy innych mebli tego typu, zbadali własne doświadczenia i przede wszystkim – przeprowadzili wywiady z użytkownikami, którzy mają do czynienia z fotelami na co dzień. pracującymi. Główna wytyczna brzmiała następująco: stabilny zagłówek. Racja. My też nie przepadamy za bolącym karkiem, a czas u golibrody ma być przecież przyjemny. Mamy zatem odchylane oparcie, regulowany zagłówek, a do tego obrotowy i tapicerowany podnóżek, na którym możemy wygodnie wesprzeć łydki w pozycji leżącej.

Wróćmy jeszcze do nazwy. Fotel fryzjerski dostał miano Golibrody. Skąd pomysł? W przestrzeni publicznej mamy atak barberyzmu, barberoszopizmu, a przecież mamy w języku polskim taki piękny wyraz: „golibroda”. Kto oglądał Pana Kleksa ten wie – tłumaczą z uśmiechem projektanci. Przybijamy piątkę!

www.hanczar.com