David Moltz

Ania Czajkowska
Zdjęcia: Magdalena Kmiecik

„Miałem 31 lat, gdy na świat przyszedł mój syn. Pamiętam, że pomyślałem: »Nawet jeśli teraz umrę, zostanie po mnie jakiś ślad«” – powiedział David, gdy zapytałam go o pierwsze ojcowskie doświadczenia.

„To była absurdalna, pierwotna myśl: »Stworzyłem człowieka. Misja zakończona sukcesem«. Nawet jeśli miałbym już w życiu niczego więcej nie osiągnąć, tego wyczynu nikt mi nie odbierze. Ale potem wszystko się zmieniło”. Rozmawiamy w brooklyńskim studiu Davida, siedzibie D.S. & Durga, firmy perfumeryjnej, którą założył z żoną Kavi. David odpowiada za receptury perfum, natomiast Kavi zajmuje się oprawą wizualną projektu. Gdy się poznali, David był muzykiem, a Kavi pracowała jako architektka. Oboje uwielbiali tworzenie nowych rzeczy i obdarowywanie innych wyjątkowymi, często ręcznie robionymi prezentami. Zaczęli skromnie, od domowej produkcji wód po goleniu dla znajomych. Nadchodząca moda na długie brody zmieniła jednak ich plany – zabrali się do produkcji perfum.

Zaczęli od tworzenia zapachów dla przyjaciół, ale gdy zobaczyli, jak ciepło są przyjmowane, zdecydowali się swoje hobby potraktować bardziej poważnie. Wszystkie kompozycje zapachowe tworzone są przez Davida w jego studiu. Inspiracje do kreowania nowych perfum David czerpie zazwyczaj z historii, mitów i podań ludowych.

Impulsem do powstania większości twoich perfum były legendy czy historie, które usłyszałeś. Myślisz, że zdołałbyś skomponować zapach, który odzwierciedlałby emocje, których doświadczasz jako ojciec?

Tworzenie perfum opartych na emocjach to dla mnie zbyt konceptualne. Kiedy myślę o zapachu, to dla mnie wiąże się on raczej z tym, jak pachną twoje buty czy ten kolor. Lubię rzeczy, które bazują na emocjonalnym koncepcie, ale nie lubię, kiedy są przesłodzone, jak „poczucie zjednoczenia z moim synem”. Ale już „oddech mojego dziecka” mógłby być początkiem nowego zapachu. Tworząc perfumy, staram się opowiedzieć historię. Na zamówienie chicagowskiej The Poetry Foundation przygotowuję właśnie historię zapachu, symfonię w dwunastu częściach. Pierwszy zapach to młodość – ma reprezentować postać chłopca w tym opowiadaniu. Jest prosty, niewinny, jak puder dla niemowląt, czysta skóra, aksamitny, piżmowy, promienny.

Jak wygląda twój dzień pracy? Codziennie pracujesz nad nowymi zapachami?

Jeśli wpadnę na inspirujący pomysł, staram się poświęcić godzinę, dwie na pracę nad jego rozwojem. Byłoby wspaniale, gdybym mógł przez cały dzień zająć się tylko kreatywną pracą, ale to nierealne. Mam na głowie masę innych obowiązków. Pozwolić sobie na nieprzerwaną pracę twórczą można dopiero wtedy, gdy twoja firma się rozrasta i staje się popularna. Na razie sami zajmujemy się produkcją, wysyłką, administracją i połączeniem wszystkich działań związanych z jej funkcjonowaniem.

Zabierasz się do pracy zawsze, gdy poczujesz przypływ inspiracji?

To zależy. Tak najczęściej opisuję mój schemat działania, ale zazwyczaj wychodzę od pomysłu i staram się znaleźć dla niego odpowiednie nuty zapachowe. Kiedy komponuję perfumy, np. Cowboy Grass, próbuję odtworzyć zapach skórzanego siodła, aromatu traw wokół, może dodam nieco rewolwerowej stali – i zacznę łączyć te elementy w jedną, dobrze pachnącą całość. Czasami pracuję z realnymi materiałami, a czasem z bardziej abstrakcyjnymi obrazami czy pomysłami. Zazwyczaj wiem, na czym chcę oprzeć ideę, ale często nie umiem jej jeszcze nazwać. Wtedy wracam do początku pomysłu, pogłębiam poszukiwania. Podczas tego procesu krystalizuje się ostateczna kompozycja zapachowa.

Zanim zacząłeś tworzyć perfumy, byłeś muzykiem. Czy komponowanie muzyki i zapachów to dla ciebie podobny proces?

Według mnie tworzenie muzyki polega na zaaranżowaniu jej składowych elementów tak, by ostateczny efekt był jak najbardziej skondensowany i klarowny. Tak samo traktuję komponowanie perfum. Zaczynam od pomysłu i powoli wydobywam jego esencję.

Wciąż zajmujesz się muzyką?

Marzenie o byciu muzykiem na jakiś czas we mnie umarło. Myślałem, że nigdy już nie wrócę do grania. Ale wiesz, urodziłem się, by grać, i nie mogę od tego uciec. To dla mnie jak narkotyk. Zabawne, ale myślę, że perfumy pomogły mi wrócić do muzyki w zupełnie naturalny sposób. Słuchałem podczas pracy albumu Philipa Glassa, kiedy ktoś zapukał do drzwi ze słowami: „Człowieku, też tego słuchasz?!”. Okazało się, że mam nowego sąsiada w budynku. Zaczęliśmy rozmawiać i szybko odkryliśmy, że mamy wiele wspólnego. Obaj dbamy o duchową stronę życia, medytujemy, lubimy tę samą muzykę i artystów. Zaczęliśmy projekt „Copal Opal”. Gramy muzykę w jednej tonacji. Łączymy ze sobą najróżniejsze style, głównie muzykę w skali zachodnioafrykańskiej, muzykę amerykańskiego Południa, w niektórych utworach dodaliśmy indiańskie motywy, inne mają celtycki czy pseudowikingowy klimat. Ta muzyka jest bardzo pulsująca, ale przyjemna, nieagresywna. Wykorzystujemy perkusję, gitarę akustyczną, elektryczną i basową. W niektóre utwory wplatamy odrobinę elektroniki. Szykujemy się do pierwszych nagrań. Jestem tym podekscytowany.

Grasz dla swoich dzieci?

Bez przerwy. Wiele piosenek wymyślam dla nich na poczekaniu. Jakiś czas temu śpiewałem im piosenkę z refrenem „żaby nie jedzą bananów, g-g-głupku”. Krishna akurat uważał wtedy słowo „głupek” za najzabawniejsze na świecie. Ostatnio poprosił mnie, żebym znów ją zagrał, ale nic z niej już nie pamiętałem, wszystkie te piosenki to improwizacje przy usypianiu. Przed snem zawsze chce usłyszeć historię o Ferrari znajdujących głęboko w jaskiniach cenne kamienie i pokryte złotem tory wyścigowe, pędzących po ciasnych zakamarkach spowitych mrokiem jam i ścigających się z Lamborghini przez galaktyki. Niesamowite jest, jak niestworzone historie potrafimy wymyślić na poczekaniu i jak rzeczywiste wydają się one naszym dzieciom.

Zrobiliśmy krótką przerwę, podczas której David zagrał mi kilka utworów. W ciągu tych paru minut zapomniałam, że jestem na Brooklynie. Rozmawialiśmy o muzyce, a David puścił mi kilka albumów z kolekcji swojego ojca. Podczas słuchania podsuwał mi próbki perfum, nad którymi pracuje. Oboje zgodziliśmy się, że zarówno muzyka, jak i zapachy działają jak wehikuł czasu. W kilka sekund mogą cię przenieść do całkiem innego świata.

Dorastałam w małym miasteczku i wciąż mam w pamięci wiele zapachów czy roślin, które mnie wtedy otaczały. Wiele z nich w tym momencie już nie istnieje. Próbki perfum, które dałeś mi do powąchania, spowodowały, że wspomnienia o tamtym czasie wróciły. Czuję, jakbyś poprzez zapach przeniósł mnie dokładnie w tamto miejsce.

O to właśnie chodzi. Nie interesuje mnie jedynie odtworzenie aromatu jaśminu, zapach musi nieść za sobą opowieść, która wywoła w tobie większe emocje.

Muzyka jest dla ciebie inspiracją przy tworzeniu nowych zapachów? Ma na mnie ogromny wpływ. Słucham muzyki i w mojej głowie pojawiają się krajobrazy. Album, którego teraz słuchamy, zainspirował mnie do stworzenia zapachu El Cosmico. Miałem w głowie obraz syntetycznej pustyni powleczonej fioletowym piachem. To była kolaboracja z szamanami z El Cosmico, przepięknego miejsca na pustkowiach zachodniego Teksasu. To miejsce przyciąga wielu podróżników ze względu na kosmiczną energię, która je przepełnia. Chciałem, żeby kompozycja odzwierciedlała minimalistyczną naturę pustyni, by dało się wyczuć w niej krzewy, których wokół pełno. Tamtejsze pustkowia mają naprawdę bogatą florę, są uboczki, sumaki, sosny orzechowe. Ta ostatnia ma szczególnie dziwny zapach. Teraz pracuję nad kompozycją, która ma pachnieć jak rozgrzane radio z obudową z sandałowca. Planujemy nazwać ją Radio Bombay. Ma w sobie nutę figi i promiennego sandałowca. Jest w niej też coś z plażowego, mokrego różu.

Twoje dzieci dorastają w otoczeniu przepełnionym zapachami. Mają tak samo mocno rozwinięty zmysł węchu jak ty?

Krishna zna mnóstwo nut zapachowych, ma niesamowity węch. Kiedy mijamy jakieś miejsce, zatrzymuje się i mówi: „Pachnie tu różami” albo „Czuję zapach oceanu”. Moja córka ma tak samo, jest bardzo zainteresowana perfumami.

Niektórzy twierdzą, że jeśli wykonujesz kreatywny zawód, w ten sam sposób podchodzisz do rodzicielstwa. Rozmawiałam już z wieloma osobami pracującymi w branży kreatywnej i widzę, że to niekoniecznie prawda. Wykonywany zawód nie zawsze determinuje twój styl wychowawczy.

Wychowanie to o wiele bardziej osobista sprawa. Jeśli spieprzysz kompozycję zapachową albo piosenkę, nic nikomu się nie stanie. Ale gdy spieprzysz coś, wychowując dziecko, to wpłynie na jego życie. Gdy masz dziecko, nic w twoim życiu nie jest ważniejsze niż ono. Nic. Jedyny stan, który mógłbym porównać z ojcostwem, to wczesne stadium zakochania, kiedy nie możesz wytrzymać pięciu minut bez ukochanej osoby, chcesz być przy niej bez przerwy. Wolę spędzać czas z moimi dzieciakami niż z kimkolwiek innym. Nie potrafię zrozumieć ojców, którzy postanawiają odejść od swoich dzieci. Nie wiem, co siedzi w ich głowach. Zanim zostałem ojcem, nie wsłuchiwałem się zbytnio w słowa piosenki „Cats in the Cradle”, którą śpiewał Cat Stevens, ale gdy słyszę ją teraz, jej przekaz jest brutalny. Tekst opowiada o ojcu, który nie ma czasu dla syna. Gdy syn dorasta, nie znajduje czasu dla ojca. To dla mnie tragiczna historia.

Co jest dla ciebie najtrudniejsze, kiedy spędzasz czas z dala od swoich dzieci?

Mam wrażenie, że mnie potrzebują, szczególnie mój syn. Dla dziecka jesteś jak kompas, który wskazuje mu właściwą drogę. Czasem mam dziwne uczucie, że może jestem zbyt przywiązany do własnych dzieci. Nie znoszę spędzać czasu, nawet jednego dnia, z dala od rodziny. Do tej pory najdłuższą rozłąką z nimi był dziesięciodniowy wyjazd służbowy. Rozmawialiśmy przez FaceTime, ale to nie to samo co fizyczna obecność. Niezależnie od tego, co dzieje się w pracy, jestem w domu o siedemnastej trzydzieści. W życiu mojego syna były tylko dwa czy trzy przypadki, kiedy nie wróciłem po pracy do domu. W zeszłym tygodniu miałem imprezę firmową i cały dzień chodziłem przybity, bo wiedziałem, że zobaczę się z synem dopiero nazajutrz rano. Czułem się z tym fatalnie. Oboje z żoną uwielbiamy spędzać z nimi czas. Mój syn  jest moją bratnią duszą. Jest ze mną silnie związany. Córka jest bardzo niezależna. Ma silny charakter i zdecydowanie bliżej jej do mamy. Układanie syna do snu to moja rzecz, córkę układa do snu moja żona.

Cały wywiad z Davidem możecie przeczytać w magazynie „Fathers” nr 3, dostępnym w naszym sklepie online.