Carpe Diem

Grzegorz Stykowski
Zdjęcia: Grzegorz Stykowski

Kiedy tak długo czekasz na dziecko, w twojej głowie pojawiają się projekcje cudownego świata przepełnionego radością, zabawą, spełnieniem, szczęściem, które spłynie na ciebie gdy nadejdzie dzień przyjścia na świat oczekiwanego maleństwa. Nie ukrywam, że także i ja widziałem oczami wyobraźni sceny przepełnione słońcem, uśmiecham i beztroską. Gdzieś głęboko w podświadomości pulsuje obawa o przyszłość, o to aby nie spotkało nas jakieś nieszczęście czy wypadek,  lecz euforia związana z przejściem w stan ojcostwa zazwyczaj wygrywa.

Po 5 cudownych latach nadszedł dzień diagnozy gdy rozpoznano u Niny cukrzycę typu 1.W sekundę cała ta projekcja drastycznie się urywa i zaczyna coś tak trudnego, wyczerpującego i wymagającego, że wspomnienia krótkiego szczęśliwego życia bolą zamiast karmić dobrą energią. Pierwszy dzień zaraz po rozpoznaniu był jednym z najtrudniejszych w moim życiu. Ten stan, kiedy uzmysławiasz sobie, że to nie jest sen, że to wszystko naprawdę się stało, jest nieodwracalne i zostanie już z tobą na zawsze jest jednym z najtrudniejszych z jakim przyszło mi się zmierzyć.  Paradoksalnie moją bronią stało się poczucie bycia ojcem i mężem, które zrodziło się z prawdziwej miłości. Bez niej jesteś zgubiony.

W całym przepotwornie trudnym czasie związanym z opanowaniem terapii, całkowicie nowych zasad życia mało się mówi o emocjach. Dziecko staje się często dla rodziców pacjentem, cukrzykiem, diabetykiem i najważniejsze jest to jaki ma poziom cukru we krwi. Ta funkcja życiowa zaczyna dominować z racji jej nieprzewidywalnego często i ogromnie niestabilnego zachowania. Stres zaczyna wyniszcza bezwzględnie. Stara się dokonać destrukcji relacji, bliskości, czułości, spokoju, ingerując praktycznie w każdy aspekt życia rodzica i dziecka. 

Minęło kilka lat zanim zbudowałem w sobie na tyle siły i na tyle skuteczne narzędzia aby nie stracić z pola widzenia naszej córki jako człowieka. Dla ojca, takiego jak ja ale również każdego, który staje oko w oko z nieuleczalnością, urzeczywistnienie natury nietrwałości jest kluczem do wygrania tej wojny.  Musiałem pójść dalej, zostawić to co było i ułożyć tamte wspomnienia w godnym miejscu mojego serca. Kiedy rozstajesz się ze wspomnieniami utraconego życia, możesz wygrać jego dalszą część wyłącznie wtedy kiedy towarzyszy ci wiara w szczęśliwą przyszłość w nowej rzeczywistości. Bardzo starałem i staram się nadal aby Nina była przede wszystkim tą samą wspaniała, bystrą dziewczynką pełną energii, pasji do odkrywania nowych dróg, nowych zainteresowań. Jako ojciec robię wszystko co potrafię aby czuła, że może wszystko to co inny człowiek, który nie musi żyć z cukrzycą. Nigdy nie nazywam jej cukrzykiem. Nie nazywałem jej też nigdy wzorem innych cukiereczkiem czy słodziaczkiem. Zawsze była i będzie dla mnie Niną a ja jej tatą. 

Nie wyparłem się choroby dziecka, nie udaję, że jej nie ma, nie staram się na siłę schować jej do niewidocznej szuflady. Ona nie zniknie ale my jako rodzice i ja jako ojciec wybieram drogę wdzięczności za to co nadal mamy. Przecież nikt nie zabrał nam dziecka, nikt nie zabrał mi żony i nikt nie zranił naszej miłości. Dzięki chorobie stała się jeszcze potężniejsza.

Cały tekst przeczytacie w  jedenastym numerze „Fathers”, który kupicie w naszym sklepie online