Alfabet omegą ludzkości

Ula Jankowska

Apatyczny Alojzy z Arktyki rozpoczyna korowód przedziwnych bohaterów. Kończy go tytułowe Złotouste zero w zenicie. W międzyczasie poznamy frywolnego fauna, który flirtował z florą, jedenaście jednoskrzydłych jętek, wiotkiego węża z wysokiej wieży, aby wymienić choćby paru bohaterów.

Zamysł książki oparty jest na absurdzie i na alfabecie. Z tego połączenia otrzymujemy alfabetyczny zapis surrealistycznych bohaterów w sytuacjach dość dla nich typowych, przedstawionych jednak niecodziennie, np. tak: „Demoniczny domator Dracula do swej trumny pasował jak ulał. Krzyk puchacza go budził, więc się garnął do ludzi, by powtarzać odwieczny rytuał.” Niby typowe to dla wampira, że wbija kły w ludzkie szyje i że robi to nocą. Podobnie nie powinno dziwić, że indyk gulgocze, pokazuje korale, ale jak już ktoś się nimi zainteresuje, to ucieka. Wszystko niby logicznie, ale w ujęciu tematu drzemie potencjał niecodziennego żartu. Bąk, który spróbował byczej krwi (w znaczeniu dosłownym, prosto z byka), rozsmakował się w trunku znanym jako bikavér. Młynarz po całej nocy tańca flamenco wracał do domu zmączony (tak właśnie!). I tak dalej, i tak dalej, zgodnie z rytmem alfabetu.

Mamy zatem limeryki bazujące na humorze absurdalnym, ale przebija czasem też przez nie żart czysto językowy, choć doprowadzony do absurdu właśnie, jak w miniaturce o Trzygłowym Trollu z Trondheimu, który dał anons takiej treści: „Trzy koguty zatrudnię, / Żeby piały w południe, / Bo utracę głosowe zdol…”. Nie do końca logiczne? Przeczytajcie całość, a dowcip objawi się w pełnej krasie!

Krótkie limeryki zilustrowane są charakterystyczną dla Marii Ekier plamą, z której wyłaniają się wampir, diabeł, indyk, hiena, woda w wannie. W kontekście lekkich tekstów, dość jednak poważne ilustracje tworzą przestrzeń dla absurdalnego chichotu. „Złotouste zero w zenicie” to rozrywka błyskotliwa i zabawna, mariaż słowa z obrazem, który i tworzy całość estetyczną, poważną, i wywraca ją do góry nogami, głośno się przy tym śmiejąc.

„Złotouste zero w zenicie”
Maria Ekier
Hokus-Pokus